Dzisiaj w przeglądzie aktorzy, którzy pogubili się w swojej karierze przedstawiam dwóch prawdziwych twardzieli. Jeden z nich rządził Hollywood w latach dziewięćdziesiątych, drugi zdefiniował kinową męskość w naszym kraju.

Bruce Willis

Jeśli miałbym wskazać najbardziej charyzmatycznego aktora kina akcji ostatnich trzydziestu lat, to Bruce Willis byłby prawie pewniakiem. Jego oschła, klasyczna męskość w połączeniu z zawadiackim uśmiechem otworzyły przed nim świat pod koniec lat osiemdziesiątych, a w następnej dekadzie pozwoliły mu rządzić i dzielić. Kobiety go kochały, a faceci podziwiali i byli wdzięczni za pokazanie, że łysina wcale nie jest przypałowa. Start kariery Willisa kojarzony jest głównie z kultową rolą w “Szklanej Pułapce”, ale pewnie sporo ludzi pamięta także lekko paździerzowy serial “Na wariackich papierach”, który był u nas emitowany na RTL 7. Była to typowa komediowo-sensacyjna produkcja dla znudzonych małżonków po czterdziestce (nakręcono pięć sezonów). Jednak bez dwóch zdań, Willis najlepiej sprawdzał się w roli drwiących twardzieli, co udowodniły druga część “Szklanej Pułapki” i “Ostatni Skaut”. Jednak nie oznacza to, że grał tylko takie postaci. Już w 1992 roku z dużą gracją wcielił się w kompletną pierdołę w “Ze śmiercią jej do twarzy”. To właśnie było w Willisie ujmujące – do pewnego momentu nie dawał się zaszufladkować. Jego kariera w latach dziewięćdziesiątych to przeplatanie akcyjniaków z takimi filmami, jak “Pulp Fiction” czy “Szósty zmysł”. Ta dobra passa trwała jeszcze na początku zeszłej dekady, ale powoli zaczynała zwalniać. Bruce zagrał w kilku komediach, paru przyzwoitych dramatach i “Sin City”. Jednak wyraźnie zaczęło być odczuwalne to, że wcześniejsza walka ze zaszufladkowaniem minęła na dobre. Bruce Willis zaczął po prostu grać Bruce’a Willisa. Zastanówcie się dobrze i zadajcie sobie pytanie – w jakich w miarę udanych filmach, w których nie grał samego siebie, wystąpił w ciągu ostatnich dziesięciu lat? Ja mogę wskazać chyba tylko “Moonrise Kingdom”. Dużym problemem okazał się też jego trudny charakter i nieznośność na planie – między innymi dlatego nie wystąpił w “Niezniszczalnych 3”. Chyba najlepiej o jego upadku świadczy afera z ostatnim filmem Allena, czyli “Śmietanką Towarzyską”. Pierwotnie to Willis miał zagrać tam postać wujka Philla, ale nie był w stanie nawet zapamiętać swoich kwestii, więc ostatecznie zastąpiono go Stevem Carellem.

Bruce Willis

Bogusław Linda 

Kolejny symbol klasycznej i surowej męskości, tym razem z naszego podwórka. Przeciętny polski widz zapytany o Lindę odpowie zapewne, że kojarzy go najlepiej z roli Franza Maurera w “Psach” i podobnych postaci w filmach, gdzie kurwa występowała zamiast przecinka. A przecież początki Lindy to zupełnie inne kino. W końcu jego pierwsza duża rola to Witek w “Przypadku” Kieślowskiego. Brawurowo zagrał także w “Kobiecie samotnej” Agnieszki Holland i w kilku dramatach kręconych na Węgrzech. Jednak ostatecznie został zaszufladkowany, jako postać z postkomunistycznego kina akcji. Trzeba mu oddać, że wtedy wychodziło mu to rewelacyjnie. Jednak kino polskie szło do przodu, a Linda ciągle grał tych samych bohaterów, dla których zaczynało brakować miejsca. Spójrzcie na jego filmografię z poprzedniej dekady – pełno potworków typu “Haker”, “Czas surferów”, czy “Sezon na Leszcza”. Ja osobiście najgorzej wspominam chyba jego kreację ze “Sztosu 2”, gdzie stworzył parodię samego siebie. Gdzie nie spojrzeć, to Linda wszędzie wciela się w twardych, prawdziwych mężczyzn. Tylko, że takie postaci już od dawna trącą myszką i nie ma dla nich miejsca. Choć może się mylę, bo zagrał ostatnio w tym naszym nieszczęsnym “Pitbull. Nowe Porządki”.  Jest jednak małe światełko nadziei w postaci ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, czyli “Powidoków”, w których Linda wcielił się w postać Władysława Strzemińskiego. Może ktoś sobie przypomni, że dawno temu świetnie radził sobie w rolach wrażliwych jednostek.