Czy filmy rozrywkowe powinny trwać ponad dwie godziny? Czy w pewnym momencie nawet najlepsza zabawa nie zaczyna się przejadać? Ja z kina wychodzę z coraz częstszym uczuciem przesytu. 

W tym tekście pozwolę sobie porównać oglądanie filmów do korzystania z cudów świata kulinariów. Nie jest to może najbardziej oryginalny zabieg, ale nie zamierzam też rozpisywać się o tym, jak niektóre produkcje przypominają subtelne potrawy. Tym razem będzie o obrzydliwym żarciu bez opamiętania. Jestem łasuchem i niestety problem ten nie jest mi obcy – zdarza mi się przejadać (i przepić), a potem cierpieć z tego powodu trawienne katusze. Dlatego ostatnimi czasy próbuję unikać tego niemiłego stanu. Gorzej, jeśli w pewien sposób jesteśmy zmuszeni do jedzenia – byłem kiedyś w ramach pracy na nocy restauracji, podczas której w każdej z pięciu knajp trzeba było spróbować kilku dań. Bardzo atrakcyjnych, ale pod koniec prawie nie czułem ich smaku. Podobna sytuacja spotkała mnie podczas seansu drugiej części “Kingsman: Tajne Służby”. Zacytuję  swoją własną opinię, którą wrzuciłem wczoraj na blogowym fanpage’u:

Kingsman: Złoty Krąg jest jak wizyta na obiedzie u babci, która dawno nas nie widziała i postanawia nadrobić to na jednym posiedzeniu. Nie ma mowy o żadnej zupce, na stół od razu wlatuje półkilowy schabowy, a zaraz potem babcia oznajmia, że zamówiła pizzę. I jak już się napchaliśmy tą pizzą, to dostajemy jeszcze górę pierogów. Kiedy czujemy się już naprawdę nasyceni, to dostajemy nasze ulubione danie. Tylko, że już trochę trudno się nim cieszyć, bo zaraz nas zemdli. A przy okazji babcia próbuje nas zabawić rozmową i opowiada jak to za młodu uprawiała fiku-miku z obcymi facetami, co sprawia, że czasami robi się dość krępująco. No, ale jeśli ktoś jest prawdziwym głodomorem to może uda mu się to wszystko zjeść ze smakiem. Ja się w pewnym momencie przejadłem.

obelix

Czy to znaczy, że nowy film Mathew Vaugna mi się nie podobał? Trudno na to jednoznacznie odpowiedź: wiele z jego elementów przypadło mi do gustu, może nawet większość. Największe zarzuty miałbym do dość niesmacznych dowcipów (wspomniane fiku-miku), ale rozumiem, że dresiarsko-dżentelmeński miks wymaga takich zabiegów. Jakby spojrzeć części składowe z osobna, to zdawałoby się, że tyle pozytywów musi dać razem nad wyraz dobry efekt. Problem jest taki, że kultura to nie matematyka i nie wystarczy po prostu dodawać kolejne liczby, aby zwiększyć przyjemność z oglądania. Ten film trwa dwie godziny i dwadzieścia minut, które wypełnione są prawie nieustanną akcją I poza nią dużo więcej do zaoferowania nie ma. Coś ostatnio wydłużają nam się produkcje skierowane na rozrywkę – “Wonder Woman” także trwała około stu czterdziestu minut, a oglądanie nadchodzącej “Ligi sprawiedliwości” zajmie nam prawie trzy godziny (akutalizacja: na szczęście były tylko dwie)! Podobnie ma być z trzecią częścią “Avengers”, która podobno ma zawierać w większości sceny walki. I wciąż mówimy tu o kinie rozrywkowym mającym na celu rozbawienie widza, a nie historiach potrafiących zmienić spojrzenie na świat.

Znalezione obrazy dla zapytania jerry mouse eating whole cheese

Bardzo lubię sobie czasem obejrzeć naprawdę długi film, ale przykucie uwagi widza na trzy godziny wymaga olbrzymiej maestrii i trudno to zrobić samą rozrywką. Pozostając w kulinarnych metaforach – nie jest mi obca idea długotrwałej kolacji w restauracji, podczas której powoli rozsmakowuję się w kolejnych potrawach, nie mam też nic przeciwko szybkim wizytom w miejsca podających takie dania jak “serowy masakrator” czy “mięsny rozpierdalator” – jednak nie chciałbym spędzić w nich kilku godzin. Wiem, że obżarstwo i konsumpcja na świecie stale rośnie, ale może warto czasami trochę ją ukrócić, bo w końcu wszyscy wybuchniemy jak gruby pan w “Sensie Życia Według Monthy Pythona”.