Barry to jeden z ciekawszych seriali komediowych tego roku. Historia płatnego mordercy, który postanawia zostać aktorem szybko okazuje się dużo bardziej dramatyczna niż mogłoby wydawać się na początku.

Fascynacja zawodowymi zabójcami to jedna z najciekawszych zagadek współczesnej popkultury. Jest coś niesamowicie intrygującego w postaciach, które żyją w strefie przekraczającej moralne granice przeciętnego człowieka. Z jednej strony ciągnie nas w stronę zła pozbawionego skrupułów, z drugiej zaś doceniamy profesjonalizm takich antybohaterów. Nadają się zarówno na przeciwników protagonistów (niezliczone tytuły), którzy jawią się jako pozbawione uczuć monstra, jak i tych stawianych w pozytywnym świetle (tutaj od razu przychodzi na myśl Leon Zawodowiec). Gdzie w takim układzie znajduje zatem bohater pozornie komediowej serii Barry? Cały urok w tym, że trudno się zdecydować.

Barry wyjątkowo ciężko przeżywa swój kryzys wieku średniego. To były żołnierz, który nie do końca wiedział, co zrobić ze swoim życiem po zakończeniu służby. Z pomocą przyszedł mu jego mocno szemrany wujek proponujący dość specyficzną karierę, jaką jest zabijanie mafijnych szumowin. Co prawda Barry ma świadomość, że jego ofiarami są zwykłe kanalie, ale jego życie wypełnione jest pustką. Wszystko zmienia się, gdy podczas wizyty w Los Angeles przez przypadek trafia na zajęcia grupy teatralnej, w czasie których pierwszy raz od dawna czuje prawdziwe emocje. Postanawia porzucić dotychczasowe życie, ale jego branża nie odpuszcza zbyt łatwo, a na drodze pojawia się banda dość specyficznych Czeczenów.

Barry łysy

Barry został stworzony przez znanego z Saturday Night Live Bill Hader, który wcielił się także w tytułową rolę. Jestem pod dużym wrażeniem sposobu, w jakim udaje mu się poprowadzić całą tę opowieść. Z jednej strony dużo tutaj specyficznego humoru przywodzącego na myśl komputerowe Grand Theft Auto (sposób przedstawienia gangsterów), a z drugiej zaś strony otrzymujemy dość mroczną historię człowieka, który desperacko próbuje wyrwać się ze swojego dotychczasowego życia. Zdarzają się momenty, w których Barry staje przed dylematami godnymi Waltera White’a i wcale nie wybiera jasnej strony. Ta specyficzna kombinacja sprawia, że od serialu nie sposób się oderwać i trudno o nim zapomnieć.

Barry to idealny serial dla ludzi poszukujących pozycji jednocześnie bardzo zabawnej, ale nie pozbawionej także większej głębi. Dziesięć odcinków po dwadzieścia parę minut nie zabierze Wam za dużo czasu i pozwoli poznać naprawdę ciekawą historię. Serialem powinni zainteresować się fani humoru znanego z Breaking Bad i Better Call Saul. Ja z niecierpliwością czekam na drugi sezon, bo finał pierwszego wskazuje, że kłopoty aspirujacego aktora dopiero się rozpoczynają.