Kwiecień zapowiada się jako fenomenalny miesiąc zarówno dla fanów rozdmuchanych blockbusterów, jak i bardziej autorskiego kina. Trzecia część Avengersów, nowy film Wesa Andersona i reżyserski debiut Johna Krasinskiego to tylko część nadchodzących atrakcji. 

6 kwietnia

Player One – Steven Spielberg ponownie próbuje przypomnieć, że nadal potrafi kręcić kino rozrywkowe i tym razem chyba mu się to udaje. Ekranizacja powieści opowiadającej o świecie przyszłości, w którym wszyscy spędzają czas w wirtualnej rzeczywistości zwanej Oasis. Po swojej śmierci jej twórca ogłasza konkurs na znalezienie “easter egga”, który da znalazcy kontrolę nad systemem i związanym z nim majątkiem. I właśnie tak zapowiada się ten film – jako jeden wielki easter egg, który ma służyć głównie rozrywce i mizianiu nostalgii dzisiejszych trzydziesto i czterdziestolatków – osobiście nie widzę w tym nic złego.

Tomb Raider – Lara Croft wraca w reboocie swojej wielkoekranowej serii. Podobnie jak “zresetowana” seria gier, także filmowa wersja pokazuje nam nowe oblicze najbardziej znanej archeolożki świata. Nie ma jeżdżenia po różnych zakątkach świata i poszukiwania fragmentów pradawnych artefaktów. Jest młoda, niedoświadczona dziewczyna, która uwięziona na tropikalnej wyspie musi radzić sobie zarówno z dziką przyrodą, jak i nieprzyjemnymi ludźmi z bronią palną. Nie spodziewam się jakiś niesamowitych fajerwerków, ale ekranizacje gier komputerowych stawiają tak niską poprzeczkę, że nawet średni tytuł będzie miłą odmianą.

Twarz – nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem, najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej. Już samo opis fabuły zapowiada pozycję co najmniej nietypową: mężczyzna pracujący przy budowie figury Jezusa w Świebodzinie ulega ciężkiemu wypadkowi, po którym musi przejść operację przeszczepu twarzy. Po powrocie do rodzinnego miasteczka nie może odnaleźć się wśród bogobojnych współmieszkańców, którzy traktują go jak kogoś obcego. Filmy Szumowskiej, niezależnie od ich jakości, zazwyczaj wzbudzają gorące dyskusje i nic nie wskazuje, aby tym razem było inaczej. Zwłaszcza jeśli “Twarz” już przed premierą zdobyła uznanie grona międzynarodowych ekspertów.

13 kwietnia

Nigdy Cię tu nie było –  mój najbardziej wyczekiwany film tego miesiąca. Joaquin Phoenix (w doskonałej brodzie smutku) wciela się w pogrążonego we własnych obsesjach byłego rządowego agenta, który obecnie zajmuje się ratowaniem zaginionych kobiet. Jego ostatnie zlecenie wymyka się spod kontroli, a on sam wpada w spiralę przemocy i nakręcanej przez siebie paranoi. Zapowiada się ultrabrutalne, deliryczne kino skupione na hipnotyzującej formie, które powinno zachwycić miłośników dusznej atmosfery. Warto pamiętać, że Phoenix dostał za tę rolę Złotą Palmę na zeszłorocznym festiwalu w Cannes.

Ciche miejsce – prawdopodobnie największe zaskoczenie tego roku jeśli chodzi o horrory. Debiut reżyserski Johna Krasinskiego (znanego najbardziej z amerykańskiego “The Office”), który wraz z Emily Blunt zagrał też główną rolę. Opowieść o rodzinie żyjącej w świecie opanowanym przez potwory znajdujące swoje ofiary za pomocą niesamowicie wyczulonego zmysłu słuchu. Ten zabieg sprawia, że w filmie pojawia się bardzo mało kwestii mówionych, a ciężar narracyjny spada na mimikę i język migowy. Zewsząd spływają same superlatywy, a film chwalony jest między innymi za bardzo dobrze budowane napięcie i świetną reżyserię. Już nie mogę się doczekać tego jak się będę bać.

Życzenie śmierci – kolejna próba reanimacji podupadłej kariery aktorskiej Bruce’a Willisa. Remake kultowej serii z Charlesem Bronsonem, która w pewnym momencie zmieniła się w parodię samej siebie. Bohaterem jest chirurg postanawiający samemu wymierzyć sprawiedliwość bandytom, którzy napadli na jego rodzinę. Jego samotna misja szybko zmieni się w festiwal przemocy, a on sam przykuje uwagę całego miasta. Sam osobiście nie wierzę w sukces tego filmu (co potwierdzają zagraniczne recenzje), ale odnajduje jakąś masochistyczną przyjemność w obserwowaniu poczynań Willisa. A może to cicha nadzieja, że w końcu uda mu się odbić od dna?

20 kwietnia

Wyspa psów – nowa animacja od samego Wesa Andersona – już tyle powinno wystarczyć, aby wybrać się do kina. Poszukujący swojego psa chłopiec trafia na japońską wyspę zamieszkałą w całości przez rozumne psy. Oprócz całej zwierzęco-kukiełkowej otoczki bardzo ciekawy jest fakt, że tym razem wieczny chłopiec kina postawił na inspirację kulturą i kinematografią Kraju Kwitnącej Wyspy. Zapowiada się prawdziwy rarytas, który dodatkowo obsadzony jest plejadą wspaniałych aktorów (naprawdę jest ich za dużo, aby wymieniać)

27 kwietnia

Avengers: wojna bez granic – kulminacja budowanego od dziesięciu lat szkieletu Marvel Cinematic Universe, czyli największy kinowy crossover w historii. Na Ziemię w poszukiwaniu Kamieni Nieskończności przybywa Thanos – przeciwnik tak potężny, że nawet połączone siły wszystkich bohaterów mogą mu nie podołać. Zapowiada się widowiskowo na niespotykaną dotąd skalę. Na pewno będzie niesamowicie efektownie, fani MCU będą zachwyceni, ale osobiście obawiam się, czy takie nasycenie atrakcji nie zrobi się w pewnym momencie nudne. Mam jednak nadzieję, że się mylę i też będę bawił się jak małe dziecko.