Moim kolejnym gościem jest Łukasz Kowalczuk, czołowy przedstawiciel polskiego undergroundu komiksowego. Twórca Vreckless Vrestlers i Nienawidzę Ludzi opowiada między innymi o swoim umiłowaniu do wszelakiej pulpy i o tym jak wyglądają przygotowania materiałów do komiksu o międzygalaktycznych zapaśnikach.

W zeszłym roku byłeś chyba najbardziej aktywnym twórcą  komiksowym w Polsce. Wydawałeś na papierze, wrzucałeś treści do internetu i byłeś na większości imprez środowiskowych. Nie zmęczyło Cie to trochę?

Nie wiem czy najbardziej aktywnym, ale w czołówce pewnie bym się znalazł. Widać efekty tej aktywności, więc chce mi się działać dalej. Zmęczenie pojawia się, ale na krótszą metę, po kolejnych maratonach – uparłem się, żeby dotrzymywać sobie narzuconych terminów i tym samym dałem sobie kilka razy w kość. Wiem, że mógłbym tworzyć więcej i dlatego powoli zmieniam system pracy. Nie chcę już wydawać swoich rzeczy sam, to pochłania strasznie dużo energii. Wyjazdy na imprezy to przyjemność – założenie w 2014 roku było takie, że postaram się być wszędzie, niezależnie od zaproszenia. Teraz będę jeździł tam, gdzie mnie zaproszą.

W rozmowach z komiksiarzami często powraca temat determinacji. W Twoim przypadku jest on o tyle ciekawy, że przed wydaniem pierwszej części Vreckless Vrestlers spotkało Cie parę niepowodzeń. Jesteś w stanie stwierdzić, co sprawiło, że Twoja twórczość “zaskoczyła”?

SmallPress.pl nie wypalił, zresztą w dużym stopniu z mojej z winy. Szlam przetrwał niecałe dwa lata i doszedłem do wniosku, że zainteresowanie stroną jest mniejsze, niż na to zasługiwaliśmy. Nie można robić wszystkiego, nie można być wydawcą, recenzentem, redaktorem, twórcą. Trochę czasu zajmuje dojście do tego wniosku. I tak nadal pakuję się w projekty, które potem się ciągną niemiłosiernie ze względu na ich liczbę. Trudno, zabrzmi to nieskromnie, ale jeśli nie zajmę się niektórymi tematami, to nikt tego nie zrobi. Niepowodzenia spotykają mnie nadal, przecież bez tego się nie obędzie. Vrestlerzy nie ukażą się w Niemczech bo wydawcy nie spodobało się liternictwo w logotypie (zorientował się pół roku po podpisaniu umowy). W poniedziałek mój ostatni tekst i komiks w VICE – nie zatrybiło niestety, klikalność była poniżej oczekiwań. Przecież nie siądę i się nie rozpłaczę, trzeba cisnąć dalej 😀 To, że w końcu coś “zaskoczyło” to chyba efekt konsekwencji. Pamiętaj, że przed Vrestlerami wypuściłem pięć zeszytów Nienawidzę Ludzi i inne rzeczy. W przypadku VV pomogła perspektywa wydania komiksu przez profesjonalnych wydawców.

Będę trochę wredny i zapytam o Twoją sieciową działalność. Czy bycie człowiekiem tworzącym zabawne obrazki w internecie pomogło trochę w kwestii rozpoznawalności? W końcu profil Nienawidzę Ludzi nie może narzekać na brak zainteresowania.

Pomogło tylko trochę, bo na przykład odezwał się VICE czy Inicjatywa Pracownicza (jeden z rysunków trafi do ich biuletynu informacyjnego). Poza tym liczba lajków nie ma  żadnego przełożenia. Przez fanpejdża kontaktują się ze mną najczęściej różne fejsbukowe łazęgi i pytają o wymianę linków. Chcę, żeby ludzie zainteresowali się moimi komiksami, ale wygląda na to, że “zabawne obrazki” nie są dobrym sposobem, bo zdecydowana większość ludzi poprzestaje tylko na nich. Popularność czy rozpoznawalność Łukasz Kowalczuka nie jest moim celem, to najwyżej środek. Inaczej świeciłbym na fanpejdżu ryjem w co drugim poście. Daj spokój, jest wystarczająco dużo takich twórców.

Ale jednak twardo ciśniesz i często wrzucasz tam nowe obrazki. Wynika to z chęci wyrzucenia z siebie tego, co Cie wkurza w naszym pięknym kraju?

Wrzucam ich coraz mniej. Niewiele się zmienia, więc mogę sobie nawet pozwolić na powtórki. Tak, to jest forma terapii. Nie chce mi się komentować i kłócić z innymi na fejsbuku, łatwiej jest mi narysować coś w 5 minut.

Ok, przejdźmy więc do Twojej papierowej twórczości. Skąd się wzięła u Ciebie taka wielka fascynacja pulpą, kiczem i rzeczami po prostu głupimi? Każdy zauważy, że to Twoja ulubiona tematyka.

Może stąd, że komiksy, fantastyka, w ogóle pop kultura to bardzo często “pulpa, kicz i rzeczy po prostu głupie”? Rzecz w tym, że dla mnie to nie jest problem. Jak człowiek zda sobie z tego sprawę, to nabiera dystansu i przestaje się spinać – po prostu czerpie więcej radości. Nawet z gorszych produkcji. A jak ktoś jest uber-retard-nerdem to go bolą pierdoły typu czarny Human Torch. Wtedy są wrzody, trollerka i inne złe rzeczy.

vrestlersi

Dlatego komiks undergroundowy jest taki fajny? Brak jakiejkolwiek spiny jest chyba jego głównym hasłem, przynajmniej w polskim wydaniu.

Myślę, że to jedna z zalet komiksu undergroundowego. Nikt Ci nie mówi, co masz robić. Dzielę komiks na dobry i zły, dobry komiks = komiks bez zadęcia. W naszych warunkach, granica między podziemiem a resztą jest cieniutka, ba, dyskusyjna. Autorzy są, z grubsza, ci sami, nakłady czasem podobne. Podział jest raczej na tych, którzy wydają się sami i na wydawanych, ale on też jest dość płynny, bo nazwiska się dublują.

Ty właśnie przekroczyłeś tę cienką linię. Wydawałeś Vreckless Vrestlers w częściach, a niedługo doczekasz się wydania zbiorczego z prawdziwego zdarzenia. Co Cię podkusiło, by zrobić komiks o międzygalaktycznych zapaśnikach, do tego niemy?

Wydało mi się to fajnym pomysłem. Nie jest on odkrywczy, ale też nie wali formaliną jak kolejne superhero. Wszystko było dokładnie zaplanowane, z brakiem dialogów na czele. Jeśli komiks ma być efektowną bijatyką to dialogi są ostatnią rzeczą, jakiej trzeba i scenariusz pisze się szybciej. Odpadł żmudny proces tłumaczenia ponad 100 stron materiału i łatwiej jest mi pokazać Vrestlerów za granicą. Same plusy.

Wydawać, by się mogło, że VV jest komiksem dość prostym. Jednak jak się w niego wgłębić, wychodzi na jaw, że to dobrze przemyślana sprawa i dużo rzeczy nie wzięło się w niej znikąd. Sam lubisz opowiadać o wszystkich materiałach referencyjnych, które wykorzystałeś w procesie twórczym. Jak to z nimi jest?

O to chodzi, żeby czytelnicy znajdywali różne odniesienia, bo sama napierdalanka może znudzić. Szukanie różnych inspiracji i materiałów to jest mój ulubiony etap pracy, bo czytam i oglądam różne rzeczy z przeświadczeniem, że spędzam pożytecznie czas (polecam maraton filmowy Double Dragon – Street Fighter – Mortal Kombat). Właściwie cały czas zbieram różne grafiki, komiksy, filmy pod kątem kolejnych projektów. Lista tytułów do sprawdzenia się tylko wydłuża.

To wszystko sprawia, że Vrestlerzy mają unikalny klimat lat dziewięćdziesiątych. Jednak jest jeszcze jedna rzecz, która dodaje im uroku: wszelakie dodatki. Od zagadek w środku komiksu, po plakaty, przypinki, a nawet figurki kolekcjonerskie. Wszystko to tworzy całość i szkoda by skończyło się tylko na jednym komiksie. Masz zamiar kontynuować temat zapaśników?

Jak tylko skończymy kompletować zbiorcze wydania Vrestlerów, zabieram się za kolejne projekty. Chcę trochę odpocząć od zapaśników – w twórczym sensie, bo album będzie trzeba promować i na pewno o VV nie zapomnę. Już teraz mogę napisać, że komiks został dobrze przyjęty, ale zobaczymy jak sobie poradzi jako oficjalnie wydany tytuł. Nie wykluczam kontynuacji, mam pomysł na to, jak rozszerzyć formułę.

figurki

A możesz coś zdradzić na temat projektów, za które chcesz się zabrać. Czy na razie działasz w trybie top secret?

Vrestlerzy zajęli mnie do tego stopnia, że kilka projektów się zahibernowało. Konkwerora zapowiadam od prawie dwóch lat, więc najwyższy czas ruszyć z tematem. Violent Skate Bulldogs prawdopodobnie doczekają się kontynuacji, ale muszę popracować nad scenariuszem, bo nie jestem w pełni zadowolony z poprzednich odcinków. W planach jest udział w kilku antologiach/zinach zagranicznych. Nawiązałem też współpracę z kolegą ze Stanów i ciekawie będzie, dla odmiany, narysować coś do czyjegoś scenariusza. To jest jednak tryb top secret, ale pewnie niedługo się pochwalimy. Do tego temat edukacyjny, czyli WarsztatyKomiksowe.pl… Sporo pracy.

Jak już tyle mówiliśmy o latach 90 to może zakończysz wywiad reklamą swojej twórczości w takim właśnie stylu. Komiksy Łukasz Kowalczuka sprawią, że …..

poczujesz się jak w latach 90.

Autorką zdjęć jest Joanna Kowalczuk