Dzień dobry! Poniższy tekst jest syntezą dwóch notek, które pojawiły się ostatnio na moim fanpage’u. Możecie mnie uznać za leniuszka, ale uznałem je za zbyt istotne, aby na zawsze zniknęły w rzece życia, jaką jest facebookowy feed.

Notka pierwsza: Fani Ricka Sancheza jako kolejna odmiana choroby – usprawiedliwienia swojego chamstwa za sprawą fikcyjnego bohatera – od zawsze zalewającej Internet.

Tak jest zawsze. Wystarczy, że pojawi się jakaś popularna produkcja, w której główny bohater jest nihilistą nie przejmującym się uczuciami innych i obrażających wszystkich naokoło. To jak pojawienie się nowego proroka dla ludzi mających, najdelikatniej mówiąc, problemy z kontaktami z resztą społeczeństwa. Bender, Sherlock, Doktor House, a teraz Rick Sanchez – imion ich jest legion. Nielubiany z powodu swojego chamstwa buc ma nagle wytłumaczenie – on jest po prostu inteligentniejszy od reszty ludzi, co idealnie przecież udowadnia mu produkcja służąca jako rozrywka dla milionów. Różnica jest taka, że on rozumie ją naprawdę, a nie jak reszta tych jełopów nie wiedzących, z czego się nawet śmieją. Więc wsadza sobie tę postać na zdjęcie profilowe, dołącza do grupy typu “True Ricks” (jest taka) i razem z innymi socjopatami samozadowala się swoim sarkazmem, ironią i brakiem poszanowania dla ograniczeń zbudowanych przez społeczeństwo – tak to sobie przynajmniej tłumaczą. Jeszcze gorsi są ludzie, którzy wzorując się na tych postaciach próbują umocnić swoją pozycję w grupie. Matulu kochana, ile ja się napatrzyłem na ludzi próbujących naśladować cynizm House’a i jakie to było smutne, zwłaszcza w starciu z jakąś naturalnie wygadaną osobą.

Znalezione obrazy dla zapytania rick burping
Zdradzę Wam sekret cwaniaki i buce – nie buduje Wam to w żaden sposób charakteru i nie sprawia, że ludzie uniżą się przed Waszą superinteligencją wymaganą do zrozumienia Waszych ulubionych fikcyjnych postaci – bo zwykły ludzki pomyślunek pozwala zrozumieć, że zachowania wymyślonych ludzików niezbyt przekładają się na życie codzienne. Społeczeństwo ma też świadomość, że uważanie się za lepszego z powodu bycia fanem jakiegoś serialu nie świadczy za dobrze o samoocenie takiej osoby. Lepiej przestać szukać wymówek i po prostu spróbować przestać być bucem. Wszystkim będzie milej, zwłaszcza Wam samym. I możliwe, że wspomniane programy nadal będą sprawiały Wam przyjemność.

Notka druga: Zainspirowana komentarzami pod recenzją Botoksu. Przykładowe: “przecież to tylko film”, “trzeba być idiotą by nie rozróżniać filmu od rzeczywistości” czy “co mnie obchodzą debile, którzy wierzą w filmy”.

Po pierwsze, gratuluję Wam wszystkim znalezienia się w elicie intelektualnej kraju i braku podatności na jakiekolwiek sugestie. Potraficie odróżnić filmową fikcję od rzeczywistości i nigdy nie poddajecie się żadnym wpływom. Problem jednak jest taki, że ludzie bardzo często się filmami inspirują i nie potrafią nałożyć sobie odpowiedniego filtra – zwłaszcza jeśli ktoś na każdym kroku sugeruje im, że oglądają prawdę. “Przecież to nie dokument, nikt nie mówi, że to prawda” – to już bullshit, bo jednym z filarów strategii marketingowej filmów Vegi jest powtarzanie gdzie się da, że wszystko co w nich pokazuje zostało zaczerpnięte z rzeczywistości. Jest na tyle sprytny, że w tych wypowiedziach zostawia sobie furtkę na obronę przed tą argumentacją, ale przekaz jest jasny: “moje filmy mówią prawdę”. Pokazuje je milionom ludzi i jeśli nawet 1/5 będzie podatna na tę sugestie, to otrzymujemy duże polskie miasto. Wcale nie twierdzę, że jeden film może zupełnie zmienić czyjąś opinię, ale może w tym bardzo pomóc. Popkultura wpływa na światopogląd ludzi od samego swojego początku, to jedna z jej podstawowych cech – przenika do rzeczywistości i nadaje jej nowy kształt. Nigdy nie wolno o tym zapominać, bo właśnie wtedy manipulacja robi się najłatwiejsza.

Znalezione obrazy dla zapytania based on true events

Kolejny argument to “co mnie obchodzą jacyś debile, którzy nie będą się leczyć po filmie” Może oprócz podstawowej ludzkiej empatii każącej nie mieć w dupie tego, że ktoś może skrzywdzić siebie i swoją rodzinę z powodu zaniedbań? Prawda jest taka, że nie żyjemy w bańce i codziennie to odczuwamy. Możesz odcinać się od społeczeństwa, ale ono i tak ma na Ciebie wpływ, negatywny i pozytywny. Poza tym takie zamiatanie wszystkiego pod dywan utkany z “co mnie obchodzi w co wierzą jacyś idioci” sprawia, że budzimy się potem w ręką w nocniku i zastanawiamy się nad wynikami wyborów. Skąd się wzięli ci wszyscy naiwniacy, którzy na to poszli? Stamtąd, dokąd stwierdziliśmy, że nie będziemy zaglądać, bo to pożywka dla motłochu i co nam do tego.