W historii telewizji pełno jest seriali, które zostały niezasłużenie skasowane przed końcem. Taką  nieodżałowaną perełką jest jedna z najbardziej klimatycznych produkcji w ofercie HBO – Carnivale.

Co roku w amerykańskiej telewizji pojawiają się dziesiątki, jeśli nie setki, nowych seriali. O większości nigdy nie usłyszymy, bo lwia część z nich to produkcje nijakie i marne. Cieszące się raczej niską oglądalnością zostają ucięte i nawet nie doczekują emisji pełnego sezonu. Samemu zdarzyło mi się śledzić od początku kilka takich serii i nie powiem – decyzja o ich skasowaniu przyniosła mi ulgę, bo mój wewnętrzny przymus do kończenia rozpoczętych rzeczy nie kazał mi kontynuować dalszej mordęgi. Na telewizyjnym cmentarzysku leżą tysiące seriali, za którymi nikt nie płacze. Jednak w tym anonimowym grobie znajdują się także produkcje, które nie zasłużyły na taki los i nadal są opłakiwane przez rzeszę fanów. Powód najczęściej jest jeden – niska oglądalność, wynikająca z braku zrozumienia nowatorskiej idei lub zwykłego pecha wynikającego z trafienia w zły moment. Koronnym przykładem skasowanego serialu, który do dzisiaj ma niesamowitą ilość wyznawców jest oczywiście “Firefly”. Western science-fiction z jakiegoś powodu nie przyjął się w swoim momencie i został anulowany po zaledwie jednym sezonie – jego fani do dzisiaj nie mogą tego wybaczyć stacji Fox. Jednak prawdopodobnie każdy miłośnik seriali ma swój własny tytuł, który odszedł za wcześnie. Dla mnie zdecydowanie jest to już trochę zapomniana perełka HBO – “Carnivale”

carnivale-1

Nie ukrywam, że “Carnivale” to serial, w którym zakochałem się już po tym, jak dowiedziałem się o czym opowiada. Bo jak tu nie poczuć miłego dreszczyku na wieść o historii tajemniczego wesołego miasteczka podróżującego po południu USA w czasie wielkiego kryzysu? A miało się przecież okazać, że to tylko wstęp do jednej z najciekawszych i najlepiej poprowadzonych opowieści w dziejach telewizji. “Carnivale” składa się z dwóch wątków, które co prawda są odłamkami tej samej opowieści, jednak do finału drugiego sezonu przeplatają się ze sobą bardzo rzadko. Pierwszy wątek dotyczy Bena Hawkinsa – młodziaka mieszkającego z matką na upadłej farmie. W dość niefortunnych okolicznościach odkrywa, że posiada moc uzdrawiania żywych istot, po czym trafia do tytułowego wędrownego, wesołego miasteczka. Oczywiście w nim także dzieją się tajemnicze rzeczy, a młody Ben nie spodziewa się jak bardzo powiązany jest z jego historią. W drugim wątku obserwujemy losy księdza Justina Crowa’a – religijnego fanatyka, który uzyskuje moce rzekomo pochodzące od samego Boga. Zaczyna on budować wokół siebie własny kościół i szybko zdobywa rzeszę wiernych. Szybko orientujemy się, że to właśnie między tą dwójką bohaterów ma się rozegrać kolejna bitwa w niekończącej się wojnie światła z ciemnością. Jednak nie będzie to tak banalne, jak często to bywa w podobnych historiach. Fabuła “Carnivale” pełna jest tajemnic, odkrywania sekretów przeszłości i świetnie rozpisanych postaci. Niestety urywa się w drugim sezonie, kiedy osiąga swój szczyt. Boli to tym bardziej, że twórca serialu zapewniał, że od początku wiedział, co chce pokazać we wszystkich z sześciu zaplanowanych sezonów.

justin-carnivale

Fabuła “Carnivale” to prawdziwy majstersztyk, ale jego największą mocą pozostaje niesamowity, unikalny wręcz klimat. Twórcom udało się wrzucić do jednego garnka pełno różnorakich tropów i nawiązań przy jednoczesnym utrzymaniu strawności całego dania, co w takim wypadku wcale nie jest łatwe. Na pierwszy plan wybija się oczywiście klimat pogrążonej w depresji i beznadziei Ameryce przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Do tego dochodzi specyficzna atmosfera samego miasteczka i jego mieszkańców, wątki chrześcijańskie, gnostyckie i masońskie. To zderzenie najbardziej banalnych problemów z całą tą mistyczną atmosferą wypada niezwykle sprawnie. Klimat serialu można poczuć już od samego intro, w którym możemy obserwować scenki z tego okresu przechodzące w karty tarota. W połączeniu z dziwną melodią, potrafi przyprawić o ciarki na plecach za każdym obejrzeniem.

robole-carnivale

Skoro “Carnivale” był tak niezwykły, to z jakiego powodu został zdjęty? To pytanie ciekawe zwłaszcza w przypadku HBO, które słynie z tego, że bardzo rzadko podejmuje decyzje o ucięciu swoich seriali. Powód był bardzo prozaiczny – serial był po prostu za drogi w produkcji i stacja nie mogła sobie pozwolić na takie inwestycje. I całkiem możliwe, że wynikało to z faktu, że “Carnivale” było zrobione odrobinę za wcześnie i po prostu wyprzedziło swoją epokę. Serial pojawił się w telewizji w 2003 roku na rok przed się “Lost” z najdroższym pilotem w historii i pokazało, że nie należy bać się produkcji z wielkim budżetem. W dzisiejszych czasach, kiedy HBO produkuje naraz tak drogie seriale jak “Gra o Tron” i “Westworld”, a Netflix wydał 120 milionów dolarów na “The Get Down”, argument pieniężny wydaje się nie do końca realny. Kto wie, może gdyby “Carnivale” pojawiło się na antenie kilka lat później, to doczekalibyśmy końca jednego z najciekawszych seriali w historii.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>