DC Deluxe to w założeniu najlepsze komiksy od amerykańskiego giganta w pięknej, luksusowej oprawie. W kwestii poziomu samego wydania, to rzeczywiście najwyższa półka. A jak ma się sprawa jakości samych opowieści? 

czerwony syn

Superman: Czerwony Syn – Mój stosunek do tego komiksu jest dość osobliwy, bo przez bardzo długi czas docierały do mnie mocno odmienne opinie na jego temat. Pamiętam, że dawno temu, na samym początku komiksowej przygody, znajomi chwalili go jako coś absolutnie genialnego. Po kilku latach ci sami ludzie stwierdzali, że historia o radzieckim Supermanie nie przetrwała starcia z młodzieńczą zajawką. Długo zwlekałem z przeczytaniem tego komiksu, ale w końcu mogę stwierdzić, że nie jest on ani tak dobry, jak głosiły głosy w liceum, ani tak zły, jak można by wywnioskować z zawiedzionych wersji. To porządne czytadło, które cierpi na główną wadę wielu komiksów pisanych przez Millara – ciekawy wyjściowy pomysł, genialne smaczki (Batman <3), ale sama historia skręca w jakimś dziwnym kierunku i stara się być czymś ambitniejszym niż jest rzeczywiście. Zwłaszcza puenta wykręcona wydaje się wymyślona mocno na siłę. Jednak, to nadal zabawna gra z konwencją, której lektura dostarcza sporo frajdy.

nowa-granica 1

Nowa Granica – Chyba najpiękniejszy hołd złożony złotej erze komiksu, jaki czytałem w życiu. Ze stron tego grubaśnego tomu miłość do superbohaterów wylewa się strumieniami. Niby to tylko bardzo długi origin znanych postaci, z którego niektóre wątki są pourywane lub za krótkie, ale całość najzwyczajniej na świecie mnie oczarowała. Darwyn Cooke osiąga tutaj wyżyny komiksowej narracji, zarówno w warstwie słownej, jak i przepięknej kresce wspomaganej kolorami Stewarta. Niesamowite wrażenie robi ilość odwołań i smaczków poukrywanych na prawie każdej stronie – odnalezienie ich wszystkich to zadanie dla najlepszych historyków komiksu i kultury. Jeśli zapomnieliście już, jak to jest emocjonować się i nie móc oderwać od opowieści o trykociarzach, to “Nowa Granica” na pewno Wam o tym przypomni.

kryzys_tozsamosci

Kryzys Tożsamości – Kolejny komiks, o którym słyszałem zupełnie różne opinie. Jedni zachwycają się i wskazują jako przykład wyższości DC nad Marvelem, a inni mówią o grafomanii i głupocie fabuły. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się mrocznego bełta, ale ostatecznie nie jest źle – tak do połowy całej historii. Pierwsze rozdziały tej opowieści to całkiem pomysłowo zaplanowana historyjka kryminalna, szkoda tylko, że samo jej rozwiązanie jest rozczarowujące, głupie i trudne do przyjęcia. Drugim mankamentem jest brak wyczucia tego, kiedy tragiczne wydarzenia nadal emocjonują czytelnika, a nie zaczynają go irytować (nazywam to syndromem “Sons of Anarchy”). Niestety w tym wypadku wyczucia nie ma wcale i coraz większe fale zła  i cierpienia zaczynają przypominać to, co mógłby wymyślić mroczny licealista. Całość ratuje jednak dobrze poprowadzona narracja – komiks czyta się sprawnie i całkiem przyjemnie, nawet pomimo irytujących głupotek.

narodziny demona

Batman: Narodziny Demona – Muszę się przyznać, że w tym wypadku poległem i nie doczytałem komiksu do końca, co zdarza mi się bardzo rzadko. To idealny przykład na to, jak pewne sposoby opowiadania historii źle się starzeją. Już nie chodzi o samą fabułę, bo ta rzadko w superhero jest porywająca, ale właśnie sposób jej przedstawienia – jest po prostu topornie i nudno. Nie ukrywam, że na moją negatywną opinię wpływa też niechęć do samego wątku Ra’s al Ghula i Ligi Cienia. Z Batmanem mam tak jak z Daredevilem – to postacie, które powinny pozostać obrońcami miejskich ulic, każde ich zaangażowanie w sprawy ratowania świata jest nienaturalne. Batman, który wyrusza na chwilę z Gotham i nie wraca do niego przez dwa miesiące? Ja tego nie kupuję. Choć zagorzali fani Gacka potraktują tę pozycję łagodniej niż ja.