Celeste to coś więcej niż kolejna indie platformówka skupiająca się tylko na umiejętnościach gracza. Równie ważna jest tu bardzo mądra i życiowa historia o pokonywaniu własnych lęków.

Celeste jest grą, po którą prawie nie sięgnąłem z powodu poczucia przesytu trudnymi, pixeartowymi tytułami wymagającymi pokładów cierpliwości i małpiej zręczności. Owszem, bardzo lubię takie produkcje, ale ostatnimi laty pojawiło się ich tyle, że trudno ekscytować się pojawieniem kolejnej. Dlatego Celeste początkowo zupełnie mnie nie obeszła. Jednak po pojawiających się w wielu miejscach zachwytach, postanowiłem dać szansę opowieści o pewnej targanej wewnętrznymi rozterkami dziewczynie, która chce zdobyć szczyt legendarnej góry.

Zasady Celeste nie są skomplikowane celeste wiatr

W kwestii podstaw rozgrywki Celeste nie należy do skomplikowanych tytułów. Nasza bohaterka ma raczej ograniczony zestaw ruchu. Oprócz standardowego ruszania się może skoczyć, wykonać dash w dowolnym kierunku i chwycić się ściany. Do obsługi gry starczy więc siedem przycisków, co nie oznacza jednak, że korzystanie z nich nie będzie trudne. Początkowo nic nie zapowiada przyszłego koszmaru, ale Celeste szybko pokazuje pazur. Z każdą następną planszą poznajemy coraz to nowe elementy otoczenia, które wpływają na naszą bohaterkę, a wyzwania zaczynają wymagać zegarmistrzowskiej precyzji. Każdy kto grał w Super Meat Boya, ten doskonale wie, o czym mówię. Nie wybaczające najmniejszego błędu skoki, lawirowanie między wystającymi kolcami i wczuwanie się w rytm ruchomych przeszkód – to bóle dobrze znane miłośnikom takich gier. Celeste wyróżnia na plus to, że te wyzwania rzadko kiedy są przesadnie nieuczciwe, a dodatkowo zostały podzielone na odpowiednio małe fragmenty, więc rzadko musimy się mierzyć z maratonami wyginania palców. Ja sam przeszedłem grę jak wariat tylko na klawiaturze, więc wiem, o czym piszę. Choć czekają mnie jeszcze pojedynki z trudniejszymi wersjami podstawowych etapów.

Ceelste dialog

W kwestii oprawy audio-wizualnej Celeste nie wybiega poza standardy swojego gatunku, ale jednocześnie cieszy oko i ucho. Wszystko jest tu na swoim miejscu, otoczenie mistycznej góry potrafi być całkiem pomysłowe i przypominać pixelowe landszafty, ale mój problem związany jest ze wcześniej wspomnianym przesytem – pixelart to konwencja, która atakuje nas z każdej możliwej strony, często nie mając do zaoferowania niczego poza tanią nostalgią. Celeste zachowuje swój własny styl, ale na pierwszy rzut oka może zniechęcić z powodu podobieństwa do miliona innych tytułów. Ścieżka dźwiękowa spełnia swoje zadanie – nie ma w niej motywów, które zostają w głowie po wyłączeniu gry, ale dość dobrze podkreśla nastrój właśnie rozgrywanej lokacji.

Najważniejszym elementem Celeste jest opowiedziana w niej historia

Celeste dzungka

Dobra, jak na razie z tego tekstu wynika, że Celeste nie ma do zaoferowania graczowi niczego więcej niż szereg podobnych platformówek. Jednak w tym momencie warto napisać coś o największej sile tego tytułu, jaką jest fabuła i jej przełożenie na samą rozgrywkę. Historia nie jest zbyt skomplikowana – nasza główna bohaterka, Madeline, musi wejść na tytułową górę, bo uważa, że to pomoże przezwyciężyć jej życiowe problemy. Po drodze nauczy się konfrontować (dosłownie) ze swoją mroczną stroną, a co ważniejsze, z własną depresją. Naprawdę trudno mi przypomnieć sobie, kiedy ostatnio obcowałem z wytworem popkultury, który w tak szczery i mądry sposób mówił o tej paskudnej chorobie. Dodatkowo ta walka Madeline z własnymi ograniczeniami bardzo dobrze odzwierciedlona jest z tym, co czujemy jako gracze. Przy każdym trudniejszym wyzwaniu, które próbujemy pokonać po raz trzydziesty i czujemy, że chyba tym razem nie damy rady. Jednak zaciskamy zęby i jakimś cudem w końcu się nam udaje. I krok po kroku pokonujemy wraz z Madeline samych siebie.

Celeste

Dajcie szansę Celeste, bo to gra, która naprawdę oferuje więcej niż mogłoby się początkowo wydawać. Nawet jeśli podobnie jak ja jesteście już znudzeni indie platformówkami dla masochistów, to w tę jedną powinniście jeszcze zagrać. Rzadko zdarza się, aby prosta w założeniach rozgrywka została okraszona tak mądrą i sprytnie wplecioną historią. Tylko dla niej warto spróbować.