Już dawno żaden komiks nie zrobił na mnie takie wrażenia jak Czary Zjary. To rzecz niezwykle wulgarna, przekraczająca granice dobrego smaku i bardzo zabawna. Ale gdy ucichnie śmiech, okazuje się, że najwięcej jest w niej smutku, depresji i przytłoczenia.

Slackerstwo ma się w kulturze popularnej bardzo dobrze. Autorzy najczęściej patrzą na  nic nie robiących luzaków dość pobłażliwym i tolerancyjnym wzrokiem.  Tacy bohaterowie to idealny materiał na bromedy o nawracaniu życia na właściwe tory. W końcu zazwyczaj przestają spędzać cały czas na paleniu trawki, piciu i obijaniu się, biorą się za siebie i wychodzą na prostą. Czary Zjary to komiks, który pokazuje nam slackerów nie mających zamiaru zmienić swojego funkcjonowania, tylko coraz dalej brnących w apatię i syf. Do tego przedstawionych w tak nieprzyjazny sposób, że nie mamy nawet ochoty kibicować im w jakichkolwiek próbach poprawy żałosnego stanu. Razem z nimi zagłębiamy się w stagnację, którą bohaterowie komiksu czasami próbują przełamać urozmaiceniami polegającymi na odkrywaniu kolejnych metod łapania fazy.

Czary Zjary okładka

Głównymi bohaterami Czarów Zjarów są czarownica Megg, kot Mogg i sowa Sowa. Cała trójka żyje w jednym domu swój czas zapełniając piciem, paleniem trawki i ćpaniem wszystkiego co nawinie się pod rękę. Są oczywiście wyluzowani, zdystansowani i uważają się za tych, co uciekli od bycia “normalsami”. Przynajmniej pozornie, bo szybko okazuje się, że każdy z nich jest nie do końca zadowolony ze swojego położenia. Szczególnie Sowa, który chętnie zmieniłby swoje życie, ale zupełnie nie potrafi się do tego zabrać. Oprócz głównych bohaterów cyklicznie pojawiają się także Strachu, czarodziej Mike i Wilkołak Jones. Ten ostatni jest szczególnie barwną postacią, bo zrobi wszystko by rozkręcić resztę towarzystwa. Na przykład zetrze sobie tarką kawałek przyrodzenia albo wsadzi kabel pod napięciem do tyłka. Ot, takie imprezowe standardy.

Czary Zjary to naprawdę smutny komiks

Kiedy czytałem opinie o dziele Hanselmanna, to najczęściej dotyczyły tego, jak bardzo ten komiks jest zabawny i wulgarny. To prawda, autor zupełnie się nie cacka i nie ma oporów przed pokazywaniem nawet najbardziej ohydnych sytuacji. Prawdą jest także to, że wszystko to jest niesamowicie zabawne i potrafi wywołać szczery śmiech. Jednak im dalej brnąłem w historię trójki przegrańców, tym bardziej czułem się przytłoczony ich życiem. Może dlatego, że zacząłem przenosić ich do świata rzeczywistego. Pamiętacie tych wszystkich wykolejeńców, których spotkaliście na różnych etapach życia? Tych fajnych kolesi pijących najwięcej na licealnych ogniskach i wiecznie odklejonych od rzeczywistości kolegów ze studenckiej knajpy? Myślę, że duża część z nas kogoś takiego spotkała i się z nim trzymała. Tylko, że po jakimś czasie pojawiał się problem. Ty idziesz do przodu, a wcześniej ciekawy kolega zatrzymuje się w czasie. Po latach spotykasz go przypadkiem i zauważasz, że nic się nie zmieniło, a to zazwyczaj jest bardzo dołujące. Dla mnie bohaterowie Czarów Zjarów są właśnie ucieleśnieniem takich person. Natomiast dowcip komiksu przypomina ten występujący na kacu – Łapie Cie głupawka, śmiejesz się głośno, ale i tak wiesz, że czujesz się po prostu paskudnie.

Czary zjary środek

Jeśli chodzi o samo wydanie komiksu, oprócz pewnych mankamentów z okładką, jest to po prostu bardzo ładny przedmiot, który świetnie wygląda na półce i miło go się przegląda. Hanselmann ma dość prostą kreskę, ale idealnie oddaje nią emocje postaci i ich charaktery. Osobne pochwały chciałbym skierować do tłumacza, Marcelego Szpaka, który odwalił kawał dobrej roboty. W jego tłumaczeniu pełno jest slangu i nowomowy, która idealnie pasuje do klimatu całej historii. To język rzeczywiście używany na co dzień, przez co dialogi są bardzo żywe i naturalne.

Czary Zjary nie zostawiają czytelnika obojętnym

Czary Zjary to komiks, który na pewno wpłynie na czytelnika. Możliwe, że co wrażliwsi szybko odłożą go z obrzydzeniem. Inni będą się zaśmiewać do rozpuku, a niektórzy wpadną po lekturze w sporego doła. Jednak na pewno nie zostaną po tej lekturze obojętni. Timofowi należy pogratulować wydania kolejnego odważnego i bezkompromisowego tytułu.