Mr. Robot to jedna z najlepszych serialowych produkcji ostatniego roku. Oryginalna, posiadająca duszny i paranoidalny klimat kupiła mnie od samego początku. A potem było już tylko lepiej.

Zauważyliście kiedy z popkultury zaczęli znikać hakerzy? Nie chodzi mi o komputerowych geniuszy, bo takich jest teraz pełno. Mam na myśli tych domorosłych rewolucjonistów, którzy za ekranu swoich monitorów wydają wojnę systemowi i złym korporacjom. Tacy bohaterowie byli bardzo popularni pod koniec XX wieku, kiedy społeczeństwo żyło w strachu przed pluskwą milenijną, a internet był jeszcze czymś tajemniczym i nowym. Wtedy powstały takie filmy jak Matrix, Hakerzy czy Kod dostępu. Produkcje te dzisiaj straszą naiwnością i prostolinijnością (tak nawet film Braci Wachowskich nie zdaje pod tym względem próby czasu), ale w swoim okresie potrafiły działać na wyobraźnię. Gdyby spojrzeć na anarchistyczną stronę tej zabawy, to wpisać się w nią może też Fight Club. Czasy się zmieniły, ludzie oswoili się z technologią, więc na takie postaci zaczęło po prostu brakować miejsca. Jednak Mr. Robot pokazuje, że nadal mają w sobie moc przyciągania. Pierwsze minuty z serialem nie zapowiadają szczególnie oryginalnej opowieści. Oto poznajemy Elliota (Rami Melek), za dnia pracownika firmy zajmującej się ochroną serwerów, a w nocy hakera walczącego z niesprawiedliwościami tego świata. Dodatkowo Elliot jest socjopatą i ma wyraźne problemy z komunikacją z innymi ludźmi. W pewnym momencie natrafia na tajemniczego Pana Robota (Christian Slater), który proponuje mu przyłączenie się do hakerskiej grupy fsociety, działającej na szeroką skalę. Nie oszukujmy się, powyższy opis zapowiada kolejny nudny procedural z kolejnym szerlokopodobnym bohaterem, który nie nadaje się do społeczeństwa, ale tak naprawdę jest całkiem uroczy i chcielibyśmy go poznać. Takich produkcji jest już pełno, ale na szczęście “Mr. Robot” się do nich nie zalicza. Fabuła szybko zaczyna skręcać w dość nieoczekiwane rejony i szybko okazuje się, że nie musimy się obawiać problemu “sprawy odcinka”. Sam Elliot też okazuje się dość wyjątkową postacią, bo wcale nie jest kolesiem, którego chcielibyście spotkać. To jeden z tych dziwnych typów nie pozwalających się polubić, a to dlatego, że naprawdę nie nadają się życia w społeczeństwie. Gardzi globalizacją i usieciowieniem naszego życia, a jednocześnie nie ma oporów przed hakowaniem i poznawaniem prywatnego życia nawet najbliższych sobie osób. Warto nie zapominać także o tym, że jest uzależniony od morfiny. Zresztą prawie wszystkie ważniejsze postaci w serialu to charaktery co najmniej antypatyczne. Co tylko dodaje smaku całości.

Mr. Robot to przede wszystkim duszny klimat

Mr. Robot Slater

 

Fabuła jest zdecydowanie atutem produkcji, ale mnie najbardziej urzekł jej unikalny, bardzo duszny i paranoidalny klimat. Z jednej strony, opowieść jest na wskroś współczesna, odnosi się do dzisiejszego świata i wspomaga się prawdziwymi zdarzeniami. Z drugiej zaś, dostajemy dużo elementów wprost z tanich opowiadań cyberpunkowych. Najlepszym przykładem jest sama nazwa wielkiej, złej korporacji, która nazywa się po prostu “Evil Corp”. Dzięki takim zabiegom cała historia szybko zaczyna nabierać groteskowych kształtów. Specyficznego sznytu dodaje anarchistyczny pazur charakterystyczny dla podobnych produkcji z końca zeszłego millenium. Dodatkowo, szybko zaczynamy podejrzewać, że kłopoty psychiczne głównego bohatera są większe niż początkowo się wydawało i nie można być pewnym, że przedstawia nam prawdziwą wersję rzeczywistości. Brzmi jakby tych elementów było za dużo? Spokojnie, jest ich jeszcze więcej, ale w tym wypadku jest to zaleta, bo cały nastrój przytłoczenia udziela się także widzowi. Mr. Robot to serial naprawdę dziwny, z odcinka na odcinek stawiający coraz więcej pytań i wywracający wszystko do góry nogami. Kiedy myślimy, że już w miarę rozumiemy o co w tym wszystkich chodzi, to pod koniec sezonu twórcy serwują nam kilka zagrań, które zupełnie zmieniają oblicze całej historii. Irytować może zwłaszcza dość dziwne zakończenie całego sezonu, ale to już chyba specyfika tej produkcji. Myślę, że wielu osobom może się nie spodobać, ale ci łapiący specyficzny klimat pokochają Pana Robota bezgranicznie.

Mr. Robot nie jest jednak bez wad

evil corp Mr. Robot

Ps. Jestem serialem zachwycony, ale nie ukrywam, że kilka jego elementów zostało wykonanych po macoszemu. Najbardziej boli mnie potraktowanie członków fsociety. Drugoplanowe postacie występujące w tej grupie właściwie nie mają charakteru. Ten czarny jest czarny, ten gruby lubi jeść, a Muzułmanka jest Muzułmanką. Trochę za mało, by uznać ich za pełnoprawnych bohaterów.