Dark to w pewien sposób serial niedzisiejszy. Rzadko obecnie zdarzają się historie fantastyczne, które wymagają od nas kompletnego zawieszenia niewiary. Twórcy mówią nam wyraźnie – albo bierzecie nas na zupełnie serio, albo nie bawimy się razem. 

Od momentu swojej premiery Dark musi borykać się z opinią niemieckiej odpowiedzi na Stranger Things. Jest to łatka dość nieuczciwa, bo wbrew pozorom, te seriale nie mają ze sobą za wiele wspólnego. Właściwie podobne są tylko punkt wyjściowy fabuły, czyli śledztwo związane z zaginięciem nastolatka oraz przynależność gatunkowa do science-fiction. Oprócz tego, obie produkcje Netflixa dzieli właściwie wszystko, począwszy od tempa prowadzenia fabuły, a na sposobie gry aktorskiej kończąc. Jednak największą różnicą wydaje mi się podejście do samej historii. Opowieść o mieszkańcach Hawkins nawet nie stara się ukryć zabawy konwencją i przesadnego wręcz opierania się na nostalgii. Natomiast “Dark” to serial traktujący siebie najzupełniej poważnie, przez co bliżej mu raczej do zeszłorocznego “OA”.

Dark – unikajcie spoilerów!

Tatuaż to jedna z największych tajemnic Dark

Dark to jedna z tych historii, o których pisać trudno, bo należy zrobić to tak, aby zdradzić jak najmniej z fabuł – ta z każdym odcinkiem otwiera przed nami coraz to nowe pola do eksploracji. Jest to opowieść na tyle dziwnie poprowadzona, że przez pierwszy odcinek nie wydaje się nawet tworem fantastycznym. Oto przedstawieni zostają nam mieszkańcy małego niemieckiego miasteczka, które pozornie nie różni się od wielu podobnych miasteczek na terenie Niemiec poza faktem, że funkcjonuje tam elektrownia atomowa. Jednak szybko okazuje się, że ma ono także swoje mroczne tajemnice, które lawinowo wychodzą na jaw po zaginięciu pewnego nastolatka. Jest to tym bardziej niepokojące, bo podobna zbrodnia miała miejsce 33 lata wcześniej. W tej warstwie fabuła przypomina mroczny kryminał w europejskim stylu, w którym od samego śledztwa ciekawsze wydają się jego konsekwencje dotyczące wszystkich zaangażowanych.

Poniższy akapit można uznać za spoilerowy, choć poruszam w nim wątek będący osią fabularną serialu od drugiego odcinka. Jeśli nie wiecie o “Dark” absolutnie nic, to możecie go nie czytać.

Dark ma w sobie wiele niepojących widoków

Na początku Dark może wydać się po prostu kolejnym serialem kryminalnym, ale szybko pokazuje nam swoje prawdziwe oblicze. Rzeczywista akcja zaczyna się po odkryciu, że w miasteczku istnieje sieć tuneli, które służą do podróży w czasie o dokładnie 33 lata. Od tego momentu serial zaczyna wymagać od nas bardzo dużej uwagi (w czym pomaga konieczność czytania napisów dla osób nieznających niemieckiego), bo sieć zależności między teraz, a kiedyś z każdą minutą zaczyna być coraz bardziej skomplikowana. Musimy obserwować tych samych bohaterów na kilku płaszczyznach oraz domyślać się konsekwencji ich działań. Do tego zaczynają dochodzić osoby, które wiedzą, jak właściwie korzystać z mocy tuneli i swobodnie z tego korzystają.  Szybko tworzy się z tego niezły kocioł, którego lepiej zbytnio nie analizować, bo to jedna z historii wymagających od nas kompletnego zawieszenia niewiary – inaczej po prostu popsujemy sobie zabawę. Ta fantastyczna treść dość ciekawie współgra z mocno naturalistyczną formą. Nie mamy tu do czynienia z estetycznymi fajerwerkami, a aktorzy grają mocno zachowawczo, co niektórym może nie przypaść do gustu.

Dark to serial zero-jedynkowy

Dark to także serial kryminalny

Wydaje mi się, że Dark to serial, który porywa widza od razu, albo kompletnie go odrzuca. Widać to już po komentarzach krążących w sieci – dla jednych prawdziwe dzieło, a dla innych bełkotliwa wydmuszka, która prowadzi donikąd. W tej ostatniej kwestii trudno na razie powiedzieć coś konkretnego, bo pierwszy sezon urywa się właściwie w momencie, kiedy cała fantastyczna otoczka zaczyna się układać w sensowną całość. Jednak to cena za uczestnictwo w spokojnej narracji i skupienie się na wielu wątkach dotyczących życia bohaterów. Może to niektórych przynudzać, ale dla mnie ta wciąż powiększająca się mozaika wzajemnych relacji jest właśnie tym, co czyni ten serial czymś wyjątkowym. Ja postanowiłem wyłączyć w głowie wszystkie alarmy każące myśleć “przecież to nie ma sensu”, bo nie chciałem sobie psuć zabawy wynikającej z wskoczenia w nurt przedstawionej opowieści. W dzisiejszych czasach, kiedy na wszystko wypada patrzeć ironicznie, to całkiem odświeżające uczucie.