Deadwood to serial, który nie zostawia suchej nitki na mitologii Dzikiego Zachodu. Wszechobecny brud, przestępczość i brak poszanowania dla ludzkiego życia – to właśnie obraz wyłaniający się z kultowej produkcji HBO.

Współczesna popkultura nie obeszła się zbyt łagodnie z mitem Dzikiego Zachodu. Kiedyś kojarzący się z czarno-białymi (moralnie) westernami i opowieściami o dzielnych szeryfach i szlachetnych Indianach musiał ustąpić o wiele brutalniejszym i bardziej mrocznym historiom. Brutalnie sponiewierany przez cynicznych twórców spaghetti westernów, śmiertelny cios otrzymał od Clinta Eastwooda, który pozbawił go resztek sentymentów w genialnym Bez przebaczenia. Wydawać by się mogło, że w tym temacie powiedziano już wszystko, jednak dekadę później HBO przedstawiło światu Deadwood – serial, o którym mówi się, że jest tak wyzbyty romantyzmu, że paradoksalnie staje się nim przesiąknięty.

 Deadwood oparte jest na prawdziwej historii 

Deadwood Seth Bullock

Fabuła Deadwood jest o tyle ciekawa, że wiele wątków i postaci powstało na podstawie swoich historycznych odpowiedników. Tytułowe miasteczko to wyjęta spod jurysdykcji USA osada, która przyciąga do siebie poszukiwaczy złota (akcja rozpoczyna się w 1875 roku), wszelkiego rodzaju szumowiny oraz przedsiębiorców szukających swojej szansy na lepsze życie. Wśród nich znajduje się Seth Bullock – były stróż prawa planujący założyć w Deadwood sklep z narzędziami dla ogarniętych gorączką złota. Z początku może się wydawać, że to on właśnie jest głównym bohater całek historii, ale szybko okazuje się, że jest tylko jedną z wiodących postaci, a najważniejszą z nich jest samo miasteczko. To właśnie jego transformacje, przystosowywanie się do nowych czasów i powolne poddawanie się kapitalizmowi stanowią tutaj oś całej fabuły. To serial dość spokojny, pozbawiony pędzącej akcji i dynamicznych scen. O wiele więcej miejsca zostało poświęcone nakreśleniu wewnętrznej polityki osady oraz wzajemnych relacji pomiędzy jego prominentnymi figurami. Znalazło się wśród nich wiele naprawdę intrygujących charakterów, ale każdy, kto oglądał serial przyzna, że jeden z nich po prostu deklasuje konkurencję. Jest nim Al Swearengen, genialne zagrany (jak dla mnie jedna z najlepszych ról w historii telewizji). Morderca, właściciel burdelu i intrygant, który jak nikt rozumie działanie mechanizmów władzy. Wystarczy posłuchać kilka jego słynnych, wypełnionych bluzgami (cocksucker!) monologów, aby pokochać tego drania bez reszty.

Deadwood Dziki Bill

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech Deadwood jest wszechobecny syf i błoto. Ekran jest tak przepełniony brudem, że trzeba uznać go za pełnowartościowego bohatera tej opowieści. Serialowy Dziki Zachód to miejsce, które już samym swoim wyglądem sprawia, że marzymy o szybkiej kąpieli w strachu. Mieszkańcy Deadwood oczywiście są  w większości tak samo upaprani i obszarpani, a ich maniery i obycie praktycznie nie istnieją. Piszę o tym, bo twórcy wykorzystali to do zrobienia czegoś niesamowitego, a mianowicie włożenia tym wszystkim łajzom i łachudrom języka, którego nie powstydziliby się bohaterowie sonetów. O ile jeszcze paru wykształconym bohaterom takie wzniosłe frazesy pasują, to przez większość czasu widz tkwi w poznawczym dysonansie. To serial, który koniecznie trzeba oglądać z oryginalnym dźwiękiem (i najlepiej angielskimi napisami), bo obcowanie z tak ciekawie napisanym angielskim, to czysta przyjemność, której nie warto sobie psuć lektorem.

Deadwood poraża swoim brudem

Deadwood brud

Deadwood to kolejny serial HBO, który zapisał się złotymi głoskami w historii nowoczesnej telewizji. Brudny, cyniczny i nihilistyczny, ale jednocześnie nie hipnotyzujący  świat, w którym nigdy nie chcielibyśmy zamieszkać. To historia pokazująca jak bardzo mity założycielskie USA różnią się od ich historycznych odpowiedników. Jeśli ktoś nie miał okazji wybrać się na bardzo brudny zachód, to teraz jest na to wyjątkowo dobry okres – na przyszły rok został zapowiedziany pełnometrażowy film zamykający niezakończone w serialu wątki.