Długa noc to jedna z najlepszych produkcji telewizyjnych wydanych w zeszłym roku. Składający się z zaledwie ośmiu odcinków serial HBO zachwyca wyraźnymi postaciami, świetnym aktorstwem i ciekawie poruszonymi tematami społecznymi.

Długa noc, ale krótki serial

W natłoku pojawiających się co chwila seriali, zdarza się że produkcje naprawdę wartościowe nie przebijają się do zbiorowej świadomości oglądających tak mocno, jak na to zasługują. Tak stało się właśnie w przypadku Długiej nocy wypuszczonej w zeszłym roku przez HBO. Owszem, słyszałem tu i ówdzie o tym, że to serial, który trzeba zobaczyć, ale chyba siła tych opinii nie była wystarczająco mocna, abym się nim zainteresował. Postanowiłem go nadrobić dopiero teraz i poczuwam się w obowiązku dorzucić swój głos do zachwalającego chóru: porzućcie wszystko co właśnie oglądacie i zabierzcie się za Długą noc. To zamknięta historia składająca się z zaledwie ośmiu odcinków, która swoim napięciem mogłaby obdarować kilka innych seriali.

 

Długa noc mocno atakuje amerykański system karny

Pewnie większości z Was zdarzyło obudzić się po mocno zakrapianej nocy i odkryć, że zrobiliście coś okropnie głupiego, a teraz strasznie tego żałujecie. Jednak, cokolwiek byście zrobili, raczej nie znaleźliście się w tak złej sytuacji jak Nasir Khan. Wszystko zaczęło się niewinnie – “pożyczył” taksówkę swojego ojca, aby pojechać na imprezę. Po drodze poznał dziewczynę, pozażywali różnych substancji i poszli razem do łóżka. Po wszystkim Nasir budzi się i odkrywa, że jego nowa przyjaciółka została zamordowana, a wszystkie dowody wskazują właśnie na niego. Co gorsza jedyną osobą zainteresowaną, aby mu pomóc jest John Stone – będący pośmiewiskiem prawnik, który żyje na samym dole zawodowego łańcucha pokarmowego i zajmuje się poradami dla szumowin lądujących na komisariacie za drobne przestępstwa.

Długa noc to popis aktorski Johna Turturro

Pozornie fabuła Długiej nocy może nie wydawać się porywająca – ot kolejny dramat sądowy o niewinnie oskarżonym, który ma małe szanse na wybronienie się. Owszem, jest to schemat mocno już wykorzystany, ale rzadko zdarza się, aby było zrobione to aż tak dobrze. Przede wszystkim uwagę zwracają fenomenalnie rozpisane postaci, które od pierwszych chwil pojawienia się na ekranie sprawiają wrażenie prawdziwych ludzi. Właściwie każdy bohater serialu jest nieprzewidywalny i opierając się tylko na pozorach możemy dość szybko zdziwić się jego motywami. Nawet pozornie pierdołowaty i naiwny główny bohater okazuje się osobą wypełnioną gniewem i skrywającą swoje tajemnice. To wszystko sprawia, że do końca nie jesteśmy przekonani, czy rzeczywiście nie popełnił zarzucanej mu zbrodni. Inną cechą wyróżniającą serial HBO od podobnych mu produkcji jest subtelne i ciekawie przedstawienie problemu rasizmu panującego na ulicach Nowego Jorku. Nasir jest Pakistańczykiem, co oczywiście nie wpływa pozytywnie na jego notowania. Scenarzyści dobrze pokazują, że niechęci rasowe to nie tylko problem białych ludzi – uprzedzenia dławią każdego, niezależnie od koloru skóry czy wyznania.

Długa noc pokazuje szybko degradacje bohatera

Dla mnie najjaśniejszym punktem całego serialu jest jednak fenomenalna rola Johna Turturro wcielającego się w postać Johna Stone’a. To świetnie rozpisana postać, pełna sprzeczności, taplająca się na dnie, ale mająca w sobie jeszcz resztki dobrej woli. Turturro rozgrywa wszystkie te niuanse w sposób bliski aktorskiej perfekcji. Nawet nie spodziewacie się jak fascynujące może być obserwowanie drapania się ołówkiem po trawionej przez egzemę stopie. Mogę zabrzmieć bardzo górnolotnie, ale śmiało napiszę, że to jedna z najciekawszych ról telewizyjnych tej dekady, a wszyscy wiemy, że konkurencja jest w tym temacie spora.

Długa noc nie odpuszcza po jednym odcinku

W czasie masowego natarcia telewizyjnych produkcji, brakuje mi większej ilości takich serii. Mających pomysł na zamkniętą historię, rozgrywającą się w ograniczonej ilości odcinków, bez konieczności rozciągania jej na kilka sezonów. Dzięki ograniczeniu do ośmiu epizodów Długa noc to serial o niezwykłej intensywności, naładowany treścią i pozbawiony scen mających na celu wypełnienie braków scenariuszowych. Już dawno nie oglądałem czegoś, co równie mocno kazało mi od razu włączyć kolejny odcinek. Obejrzyjcie koniecznie i namówcie znajomych, bo po prostu szkoda, aby tak dobra produkcja nie zdobyła należnego jej rozgłosu.