Dziewiąty sezon dość mocno podzielił fanów szaleńca w budce telefonicznej. Mi osobiście oglądało się go wyśmienicie, ale słyszałem także sporo negatywnych opinii. Jedno jest pewne – serial bardzo potrzebuje zmiany showrunnera.

Jako, że opisuję koniec sezonu to w tekście roi się od spoilerów. Zostaliście ostrzeżeni.

Nie chcę prowadzić wielkiego wywodu na temat tego sezonu, bo tak naprawdę można o nim napisać głównie to samo, co o poprzednich. “Doctor Who” to serial na tyle specyficzny, że zawsze znajdą się w nim rzeczy zarówno zachwycające, jak i zupełnie niestrawne. Zamiast tego proponuję listę trzech rzeczy, które według mnie zagrały w tym sezonie i trzech, które były wielkim niewypałem.

Co zagrało

doctor-who-9x04-before-the-flood

Powrót do dwuczęściowych epizodów – Strasznie brakowało mi tych dłuższych historii w dwóch poprzednich sezonach. Pojedyncze odcinki oczywiście bywają naprawdę fajne, ale często brakuje w nich czasu aby scenarzyści mogli w pełni rozwinąć skrzydła. Przez co też wiele z nich ulatuje z głowy zaraz po obejrzeniu. Nie oszukujmy się też – łatwiej jest wymyślić siedem dobrych historii rozpisanych na dwanaście odcinków, więc mniej jest fabuł pisanych widocznie na siłę. W dziewiątym sezonie dwuczęściowe odcinki wróciły do łaski i uważam to za rewelacyjne rozwiązanie. Może dlatego, że “Doctor Who” bez tych chamskich cliffhangerów rozwiązywanych w pierwszej minucie następnego odcinki tracił trochę na swoim paździerzowatym uroku.

doctor-who-series-9-the-magicians-apprentice-peter-capaldi-dalek-eye-ending-scene-cliffhanger-exterminate

Peter Capaldi – W tym sezonie Capaldi w końcu stał się pełnoprawnym Doktorem. W swoich pierwszych odcinkach wyraźnie się z tą postacią docierał, ale w końcu znalazł swoje właściwie tory. Jak dla mnie, Doktor w jego wykonaniu ma pewną dzikość, która nie była aż tak widoczna u jego poprzedników. Pewnie wynika to z faktu, że nie ma twarzy hipster-przystojniaka, a jego zmarszczki i siwizna dodają mu trochę więcej dostojeństwa. W tym sezonie Capaldi miał okazję odegrać chyba wszystkie doktorowe odsłony – był zabawny, smutny, nieporadny, pajacowaty, ale też wściekły i groźny. Najważniejsze jednak, że nadał postaci swój szlif, a jednocześnie wciąż jest Doktorem. A przecież o to właśnie w tym wszystkim chodzi.

davros

Mitologia – Bardzo lubię, kiedy Doktor natyka się na sprawy związane ze ścisłą mitologią i historią swojego świata. W tym sezonie obrodziło nimi bardzo intensywnie. Mieliśmy okazję oglądać Davrosa, Missy i w końcu trafiliśmy na Gallifrey. Takie motywy sprawiają, że ma się poczucie istotności  oglądanych wydarzeń i ich wpływu na życie Doktora. Co prawda nie wszystko zostało wykorzystane należycie, ale chociażby pokazanie pierwszego spotkania z przyszłym twórcą Daleków było czymś, co naprawdę się udało.

 

Co nie zagrało

clara-in-doctor-who

Clara – Towarzysze Doktora nie powinni chyba z nim podróżować dłużej niż przez dwa sezony, zwłaszcza gdy wyczerpuje się ich potencjał fabularny. Tak było z Pondami, w przypadku których sami scenarzyści nie wiedzieli zbytnio co można z nimi jeszcze zrobić. I tak było w tym sezonie z panną Oswald. Clara miała wcześniej swoje dwa duże wątki i pokazała w nich wszystko co było do pokazania. W tym sezonie głównie irytowała, oferując te same zagrania. Szczególnie wkurzał, że Moffat chciał z niej zrobić postać bardziej doktorową od Doctora, co nie wyszło za dobrze. Na szczęście, niedługo na jej miejsce wskoczy nowa postać, co powinno stanowić pewien powiew świeżości.

whofinale.0

Finał sezonu, czyli Moffat znowu to zrobił – To już zaczyna się robić naprawdę wkurzające. Po raz kolejny dałem się nabrać na to, że Moffat na końcu sezonu ładnie domknie rozpoczęte przez siebie wątki. No bo trochę tego było: motyw hybrydy, Ashilda i powrót na Gallifrey. Skończyło się jednak tak jak zazwyczaj. W finałowym odcinku wszystko zostało rozwiązane pobieżnie, często jedną sceną lub nawet zdaniem. Najbardziej zawiódł mnie wątek z planetą Timelordów, na który czekałem od czasu jubileuszowego odcinka specjalnego. Wytłumaczenie polegające na tym, że Władcy Czasu sobie jakoś sobie uciekli i schowali się na końcu czasu jest raczej mało błyskotliwe. To niestety kolejny dowód na to, że Moffat się wypalił i serialowi przydałby się nowy prowadzący.

doctor_who_guitar

Soniczne okulary i gitara elektryczna – Dwa gadżety, które miały chyba w założeniu uczynnić Doktora bardziej cool, a zamiast tego wyszły wyjątkowo na siłę. Żal mam zwłaszcza do tych okularów, raz użyte mogły stanowić jakąś ciekawostkę, ale zostawione na cały sezon stały się po prostu irytujące. Jednak naciskanie oprawek nie jest tak klimatyczne jak wyciąganie kiczowatego śrubokrętu. Może to brzmieć jak czepialstwo sztywnego fana, ale to po prostu dla mnie zupełnie nie zadziałało.