Jesteś twórcą i po raz kolejny ktoś uświadomił Ci, że Twoja praca jest mało warta? Mam smutną wiadomość – jest duże prawdopodobieństwo, że wina leży  po Twojej stronie.

 

Poniższy tekst pełen jest przesady i w niektórych momentach jest celowo nieuczciwy, ale wszystko, co zostało w nim zawarte ma swoje osadzenie w rzeczywistości i ma na celu zmotywowanie do pewnych zmian.

 

Ostatnio w moim życiu zaczęło się coś zmieniać i w końcu czuję się publicznie zauważalny. Ludzie reagują na moje teksty, przywołują wypowiedzi i wysyłają inne takie sygnały związane z chwałą i splendorem. Wiąże się to także bezpośrednio z tym, że ku mojemu zdziwieniu pojawiają się także oferty płatnej współpracy. Ktoś do mnie pisze “ej zrób coś u nas, albo u siebie, a my Ci zapłacimy”. Oczywiście jestem jeszcze za małym żuczkiem, aby mówić o fortunie, ale liczy się sam fakt zaistnienia takich sytuacji. Stwierdziłem, że ten pozytywny moment to idealna pora, aby dać upust jadowi, który kumuluje się chyba u każdego, kto miał nieprzyjemność zderzyć się ze ścianą jaką jest uprawianie pracy twórczej w naszym kochanym kraju nad Wisłą. Choć tym razem więcej żalu chciałbym skierować do samych twórców (w tym siebie samego), bo niestety nasza nieporadność i ogólnie pojęta dupowatość jest jedną z głównych przyczyn tego problemu.

kif dupa

Na początku jest pasja i wszystko jest cudowne. Człowiek po raz pierwszy zaczyna coś pisać, projektować, komponować, no po prostu coś robić. To ten moment, w którym wszyscy są początkujący i nic nie ma większych wymagań od świata niż to, aby po prostu mieć możliwość wykonywania swojej ukochanej czynności. To fajny czas, bo to nauka rzemiosła połączona z dumą na przykład po zobaczeniu swojego tekstu na studenckim portalu, którego i tak nikt nie czyta. Wtedy nikt nie myśli o pieniądzach, bo nawet umiejętności jeszcze nie te, aby czegoś za nie wymagać. Czas leci, coraz więcej ludzi się z takich zajęć wykrusza, bo to jednak chwilowa zajawka, ale część zostaje, robi coraz więcej i zdobywa doświadczenie oraz warsztat. I w tym momencie zaczyna się problem w postaci poszukiwania miejsca, w którym można byłoby swoje usługi zaprezentować komuś, kto traktuje takie sprawy trochę poważniej.

moleman

Niestety okazuje się, że właściwie mało kto ma ochotę nas poważnie traktować, i nie piszę już o jakichś twórczych fanaberiach, ale o próbach wykorzystania umiejętności choćby w najprostszym reklamowym copywritingu. Wystarczy pobyć na jakiejkolwiek grupie z ofertami tego typu, aby szybko zacząć tracić wiarę w cokolwiek. Oferty typu 3 zł za 1000 znaków to norma, a i tak znajduje się na to pełno chętnych. Podobnie jest zresztą w środowisku grafików, gdzie wycenienie logo na zawrotną sumę 400 zł często zbywane jest śmiechem. Tylko tacy ludzie mogą się śmiać, bo znajdą spokojnie kogoś kto zrobi to taniej. Znacie ten dowcip o mechaniku, który mówi, że uderzenie młotkiem wziął 10 zł, a za wiedzę jak to zrobić 500? W tym wypadku zapomnijcie o poszanowaniu tego drugiego. I teraz jak tu się dziwić, że przy bardziej abstrakcyjnych sprawach jeszcze trudniej znaleźć kogoś, kto będzie chętny nam zapłacić? Mówię tu o wszystkich zespołach grających za piwo w knajpie, rysownikach robiącym plakaty dla komercyjnych imprez za parę groszy i wszystkich innych tego typu. Jednak targani wewnętrznym poczuciem, że może tak powinno być i nie jesteśmy za dużo warci, a pokazywać się trzeba, zgadzamy się na najgorsze warunki współpracy i udajemy, że jeszcze jesteśmy z tego zadowoleni. Pozwoliliśmy na siebie wjechać i co gorsza, wstydzimy się do tego przyznać.

Ted

Zauważyłem, że w środowiskach związanych z ogólnie pojętą pracą twórczą bardzo nie lubi się rozmawiać o pieniądzach. Powodów jest wiele, jednym z nich jest pewnie wstyd z ich braku, ale jednym z najdziwniejszych jest dziwne przekonanie, że jeśli ktoś bierza za coś forsę, to od razu czyni go gorszym człowiekiem i twórcą. Kij z tym, że właśnie w ten sposób można sobie stworzyć warunki do swobodnego rozwoju i w pełni profesjonalnego podejścia do tematu. Wymagasz za coś pieniędzy? A przecież tylu ludzi robi to za friko i z czystej pasji, jak w ogóle śmiesz się wychylać? Oczywiście przesadzam, ale nie ukrywam, że podobne sytuacje miały miejsce. Jedną z moich ulubionych jest rozmowa związana z organizacją komiksowego spotkania (z ich inicjatywy) w typowo komercyjnym miejscu. Ewidentnie celem było napędzenie nowych klientów, ale kiedy poruszyłem temat zapłaty, usłyszałem “ale przecież to ma służyć szerzeniu popularności komiksu”. To jest właśnie ten problem – jeśli za mocno pokazujemy światu, że dla pasji można zrobić wszystko, to znajdzie się pełno ludzi, którzy będą chcieli wykorzystać frajerów robiących dla nich za darmo. Zresztą sam też jestem winien, bo wielokrotnie dałem się nabierać na “teksty na próbę” albo “po jakimś czasie zacznie się normalna współpraca”, które kończyły się na coraz większej frustracji i traceniu poczucia własnej wartości.

Stewart big bang

Czytając powyższe uwagi oraz znając moją działalność można pomyśleć, że gardzę pasjonatami i ludźmi tworzącymi rzeczy za darmo. Jednak nie o to w tym chodzi, bo sam przecież mam na koncie pełno takich inicjatyw i bardzo szanuję organizatorów wielu imprez, przy których ich jedyną rekompensatą jest satysfakcja. Tylko w tym momencie mowa o uczciwym układzie, w którym wszyscy równo poświęcają swój czas dla idei, a nikt nie czerpie z tego realnych profitów (a co mi tam, niech nawet góra organizacji sobie na coś pozwoli). Jednak problem zaczyna się w momencie, kiedy z danego tworu zaczyna czerpać coraz więcej podmiotów i dochodzi do momentu, kiedy tylko osoby rzeczywiście zaangażowane w organizacje niczego z tego nie mają. Poza tym jestem zwolennikiem dość kontrowersyjnego poglądu, że w pewnym momencie komercjalizacja działań wpływa na jakość oferowanych usług. Choćby z powodu tego, że dopiero wtedy mogę mieć prawdziwe wymagania i świadomość, że osoba odpowiedzialna za błędy może ponieść tego konsekwencje. W wypadku samych pasjonatów, znowu pozostaje tylko poklepanie po główce i stwierdzenie “no tak, starałeś się, ty mój dzielny pomagierze”.

Specjalnie czekałem z takim tekstem na moment, w którym zacznie mi się jako tako kręcić lody na swoim pisaniu o kulturze i jej tworzeniu, aby nikt nie krzyczał “bo ta łajza chciałaby kasę i  jęczy, a nie na wszystkim trzeba zarabiać”. Chodzi o to, że właśnie się da, ale trzeba zacząć szanować swój czas, samego siebie i czasami po prostu stanąć okoniem w sytuacji, w której ktoś ewidentnie czerpie korzyści z naszej pierdołowatości. Jednak dopóki sami nie zaczniemy cenić swojej pracy, to nie oczekujmy, że ktoś inni będzie próbował to zrobić za nas.