Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Filmowa superdrużyna spotkała się tym razem, aby opowiedzieć o tytułach, które kojarzą się jej z hasłem “wyprawa”.

Aguirre, gniew boży

aquirre gniew boży

Kajetan Kusina 

Jedna z kwintesencji filmowego szaleństwa, obraz tak duszny i niepokojący, że aż ciężki w oglądaniu. Tytułowy bohater to członek ekipy konkwistadorów, który postanawia wzniecić bunt i poprowadzić wyprawę w poszukiwaniu legendarnego Eldorado. Oczywiście z tragicznymi konsekwencjami. Nieznośne gorąco, dzikie zwierzęta i tubylcy oraz nieprzychylność samej przyrody – to wszystko sprawia, że ekspedycja szybko zaczyna się kurczyć. Jednak zamiast przyjąć sygnały od losu mówiące, że jego pomysł jest szaleństwem, Aguirre coraz bardziej przekonany jest o swojej nieomylności. Ta atmosfera popadania w obłęd jest wręcz namacalna, w czym wielka zasługa niepokojąco przekonywującej gry aktorskiej Klausa Kinsky’ego. Zresztą cała ekipa także była narażona na koszmar uczestnictwa w marzeniu innego maniaka, jakim okazał się Werner Herzog – opętany wizją stworzenia arcydzieła wielokrotnie ryzykował zdrowiem swoim, jak i współtowarzyszy. To jeden z najbardziej klaustrofobicznych (mimo, że rozgrywa się na otwartej przestrzeni) filmów, które miałem okazję oglądać w życiu. Szczególnie polecam seans w jakiś naprawdę upalny dzień, kiedy człowiek sam myśli, że zaraz oszaleje od temperatury. Wrażenie jest wtedy dodatkowo spotęgowane.

Jay i Cichy Bob Kontratakują

Jay i Cichy Bob

Dominik Stankiewicz – Filmy, które ryją banie zbyt mocno 

Kiedy padło hasło „wyprawa”, to pierwszymi filmami, o których pomyślałem były Władca pierścieni i  Wszystko za życie. Droga też mi się jakoś tam skojarzyła, ale jako przewrotny osobnik, postanowiłem wybrać przygody dwóch popkulturowych ikon: Jaya i Cichego Boba. Panowie są bohaterami niemal wszystkich „luźnych” obrazów Kevina Smitha, ze Sprzedawcami i Dogmą na czele. To nie jest wielce wybitna produkcja i zdecydowanie dość hermetyczna, ale jako, że jestem mega fanem tych kolesi, to czemu by nie zaproponować filmu, w którym nie chcą dopuścić do powstania… filmu o nich? Ba, filmu na podstawie komiksu, w którym są superbohaterami! Ta produkcja to jedna wielka beka z Hollywoodu, internetu, kina sensacyjnego, science-fiction – w często grubiański sposób obrywa się wszystkim, jak to zresztą zwykle u Smitha bywa. Całość ocieka seksualnością, wulgarnością, ale też jest po prostu luźna, pocieszna, z wyraźnym sznytem prześmiewczego reżysera. A sama wyprawa jest pełna absurdalnych przygód, pokręconych sytuacji i wybornych cameo – na drodze zblazowanej dwójki pojawiają się bowiem Will Ferrell, Carrie Fisher, Mark Hamill, George Carlin czy Matt Damon. Nie jestem wielkim fanem kloacznego humoru, ale tam gdzie pojawiają się Jay i Cichy Bob, tam pojawiam się i ja!

Nie możemy żyć bez kosmosu

nie mozemy żyć bez kosmosu

Bartek Przybyszewski – Liczne rany kłute

Przepiękna rosyjska animacja krótkometrażowa, w swoim czasie nominowana do Oscara (skandaliczną decyzją jury przegrała z fatalną Niedźwiedzią opowieścią). Buddy-komedia, która w kwadrans jest w stanie wycisnąć łzę nawet najtwardszemu astronaucie. Bez zdradzania zbyt wielu szczegółów: dwóch kumpli bierze udział w tym projekcie kosmicznym. Wspólnie jedzą, grają w szachy, nawet czytają w jednym łóżku. Ale czy kosmos to najlepsze miejsce do pielęgnowania przyjaźni?

Film pod oryginalnym tytułem „Мы не можем жить без космоса” można chyba legalnie obejrzeć na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=3MvgBmj8qWs

Strach na wróble

strach na wróble

Kajetan Kusina 

Trochę zapomniany, a świetny film z genialnymi kreacjami Pacino i Hackmana. Gorzka opowieść o dwóch wykolejeńcach, którzy spotykają się w czasie łapania stopa, gdzieś na zadupiu USA.  Nie potrafiący się przystosować do rzeczywistości, zupełnie odmienni, ale połączy ich wspólny sen o założeniu swojego interesu i szansie na normalne życie. Wiadomo jak takie historie się kończą, więc od początku czujemy, że spotka ich jakaś tragedia, ale mimo tego ciągle im kibicujemy. Ktoś kiedyś powiedział, że to film drogi mówiący o tym, co spotyka ludzi, którzy ostatecznie muszą się gdzieś zatrzymać, ale nie potrafią tego zrobić. I dużo w tym gorzkiej prawdy – kiedy kończy się kontentacja, największym dramatem jest odkrycie, że nie miało się nic poza nią. Nie jest to obraz podnoszący na duchu ,choć ma kilka wyjątkowo ciepłych momentów, jak chociażby najlepsza scena striptizu w historii kina, w wykonaniu Hackmana. Bardzo ciekawy element układanki jaką jest amerykańskie kino buntu lat siedemdziesiątych.

 

Tajemnicze wyprawy Jaspera Morello

Wszystkie wyprawy Jaspera Morello

 

Irena Kołtun – Blurby z celuloidu

Znacie? To posłuchajcie. Tajemnicze wyprawy Jaspera Morello to krótkometrażowa animacja, której historię przerabialiśmy w wielu powieściach Verne’a, Stevensona i Lovecrafta. Struktura ta sama, nieco inne elementy plus steampunkowy sos. Ale jakie to miłe dla oka i serduszka. Młody nawigator ze skomplikowaną przeszłością i piękną narzeczoną bierze udział w rutynowej wyprawie. Nieoczekiwanie jednak statek zbacza z kursu, a obecny na pokładzie naukowiec ma w tym swój własny skrywany cel. Historia prosta, operująca kliszami, ma w sobie jednak nieodparty urok i mrok XIX-wiecznych powieści przygodowych, z czasów kiedy świat pozostał nieodkrytą zagadką, a człowiek miał nadzieję, że nauka i technika pomogą mu tę tajemnicę zgłębić; rzeczywistość i natura potrafi być jednak bardziej zaskakująca i niebezpieczna, niż można to wyliczyć za pomocą sekstantu. Niejednoznaczne zakończenie daje pole do popisu dla wyobraźni i pozostawia z mieszanką niepokoju i zaciekawienia. Animacja jest monochromatyczna, raz przedstawiana w sepii, raz w szarościach, a raz w zieleni. Bohaterowie są jedynie czarnymi odbitkami jak w teatrze cieni, co pogłębia mroczność i tajemniczość przedstawienia. Na pogłębienie wczesnych smogowo-mglistych wieczorów jak znalazł.

 

W sieci

W sieci

Bartek Przybyszewski – Liczne rany kłute

Jeden z ostatnich filmów Ki-duka na pewno nie jest jego najlepszym, ale robi wrażenie jako zapis stosunków pomiędzy obiema Koreami tuż przed odwilżą z tego roku (lub rzekomą odwilżą – czas pokaże). Oto zwykły rybak, everyman z Korei Północnej, niechcący przedostaje się do Korei Południowej. Zachodni widz mógłby sobie pomyśleć: co za szczęściarz! Wizja reżysera jest jedna na tyle przewrotna, że nieco miesza w głowie. Bo zbieg okoliczności pchający głównego bohatera na południe nie jest dla niego najszczęśliwszy. Nie tylko rozdziela go z rodziną, ale też wprowadza do świata, którego nie rozumie: świata agresywnego kapitalizmu obrazowanego neonowo-billboardową sieczką. Świata pozornej wolności, która sprowadza się głównie do swobody w kwestii wyborów konsumenckich. Wreszcie świata, w którym metody totalitarne nie są nieobecne, a tylko mniej ostentacyjne. I który gubi się w sytuacji, która wykracza daleko poza zwyczajowe procedury.

 

Tomb Raider (2018)Tomb raider 2018

Szymon Pietrzak – Filmawka

Z najnowszą ekranizacją przygód Lary Croft związane były niesamowicie duże oczekiwania. Nie tylko ze strony fanów gier Tomb Raider, których nadzieje na dobry film legły w gruzach 17 lat temu, ale i fanów tego medium w ogóle, bo i tutaj rynek filmowy nie dostarczył jeszcze jednogłośnie udanej produkcji. W tym roku udało się coś niesamowitego – amerykański reżyser zaangażował kochaną przez wszystkich Alicie Vikander i pokazał jak piękna, inteligentna, wysportowana archeolog zaczęła swoje przygody podczas eksplorowania starożytnych i niebezpiecznych grobowców i ruin na całym świecie. Choć wyprawa czasem zdaje się zbyt szybko iść w ślady ekranizowanej gry, pokazując jak Lara głównie biega i skacze, to jednak przeżywana przygoda po różnych japońskich wyspach i walka z żywiołem pozwala ukazać drzemiącą w głównej bohaterce siłę i wytrwałość. Po drodze oprócz masy przeszkód, czekają nas również zagadki, wybory moralne i retrospektywy z życia archeolog. A na końcu? Czarny charakter, stylizowany na Kurtza z Jądra Ciemności, grany przez wybitnego Waltona Gogginsa. Dajcie się więc ponieść wyprawie, w której bohaterka dopiero odnajduje w sobie dziarską podróżniczkę, a jej postać nabiera ludzkiej twarzy. Przede wszystkim dla cudownej Vikander, która jest zarazem zjawiskowa, buntownicza, sprytna i uparta, ale jednocześnie nie przeszkadza jej to w byciu momentami bezbronną wobec wrogów dziewczynką, której doskwiera tęsknota za ojcem. To wszystko zwiastuje bowiem budowanie odpowiedniego tła, które w przyszłości najpewniej zaowocuje w pełni dopracowaną kontynuacją jej przygód.

 

Wszystkie odloty Cheyenne’a

Wszystkie odloty Cheyenea

Irena Kołtun – Blurby z celuoidu

Pierwszy amerykański film Paolo Sorrentino to na pierwszy rzut oka klasyczny obraz drogi. Bohater outsider wyrusza w podróż po Stanach, aby dopełnić zemsty zmarłego ojca, w czasie której spotykają go niecodzienne przygody. Problem w tym, że pomimo przejechania prawie całej Amerykę, Cheyenne właściwie nie rusza się z miejsca, bo mentalnie mało się w nim zmienia. Emerytowany muzyk rockowy mimo piątego krzyżyka na karku, tkwi duchowo w latach swojej wczesnej młodości. Fizycznie przedwcześnie zniedołężniały, utrzymuje buntowniczy wizerunek gotha, mimo, że nie nagrywa od bardzo dawna. Przed pójściem naprzód powstrzymuje go samobójstwo dwóch fanów i związane z nim gwałtowne poczucie winy. Podczas swojej wędrówki spotyka wielu innych ludzi, którzy mimo upływających lat, nie potrafią ruszyć dalej ze swoim życiem. Matka jego młodej przyjaciółki Mary dosłownie i w przenośni tkwi przy oknie, czekając na zaginionego syna. Jego ojciec i łowca nazistów, którzy przeżyli Auschwitz, zatrzymali się na 1945 r. i całe swoje życie poświęcili przeżywaniu na nowo traumy i szukaniu rekompensaty. Była żona poszukiwanego nazisty, starsza kobieta, żyje wśród lalek, przytulanek, porcelanowych filiżanek i pensjonarskich mebelków. Spotkana w fast foodzie Rachel po śmierci męża w czasie misji wojskowej boi się bardziej świata zewnętrznego, niż jej mały synek wody. Nie tylko jednak tragiczne przeżycia nie pozwalają bohaterom na istotne zmiany. Robert Plath, który pokazuje Cheyenne’owi kryjówkę nazisty, przeżywa wciąż na nowo moment swojej chwały, jaką było opatentowanie walizki na kółkach i opowiada o nim bardziej lub mniej chętnym przyjezdnym. Czy dobre, czy złe przeżycia, wszystkie one hamują bohaterów i powstrzymują przed rozwojem. Podróż Chayenne’a nie sprawia, że każdy jej etap jest jakąś lekcją dla bohatera, która pozwala mu dorosnąć. O nie, on w każdym miejscu zachowuje się równie gówniarsko, co na samym początku. Pozwala mu jednak zrozumieć swoje położenie i fakt, że problem nie leży w jego położeniu – bo gdzie by nie był, zawsze zabierze tam ze sobą samego siebie. Tak więc prawdziwa wyprawa Cheyenne’a, wyprawa w swoje dalsze życie, rozpocznie się w domu, w ostatnich minutach filmu, kiedy bohater zdecyduje się coś wreszcie w sobie zmienić.

Zaginione miasto Z

Zaginione miasto Z

Kajetan Wykurz – Kino Kajetana

Dla kartografa Percivala Fawcetta wyprawa do źródeł Amazonki staje się zaczątkiem obsesji wokół znalezienia pradawnej cywilizacji i wielokrotnych ekspedycji do amazońskiej dżungli. Zaginione miasto Z było moim filmowym objawieniem sprzed dwóch lat. Jest to przede wszystkim hołd złożony kinu eksploracyjnemu lat siedemdziesiątych. Epicki rozmach jest tu skontrastowany z bardzo intymnym portretem znanego podróżnika i jego rodziny. Narracja jest niespieszna, często przeplatana wspomnieniami i rozterkami bohaterów. Najbardziej jednak urzeka mnie pokora z jaką twórcy starają się oddać należny szacunek samej historii i postaciom bez popadania w patos, czy tanie efekciarstwo. Całość tworzy fascynującą filozoficzną rozprawę na temat granic ludzkiej ciekawości wobec tego, co nieznane i nieodkryte oraz ceny, jaką są w stanie zapłacić za jej zaspokojenie. Wybitny przykład kina, które zaprasza widza do wyprawy, ale robi to niezwykle subtelnie, wierząc w jego inteligencję i wrażliwość. Przy okazji jest to też popis gry aktorskiej: Charlie Hunnam pokazuje w końcu, że nie jest wyłącznie osiłkowatym sobowtórem Channinga Tatuma, a Robert Pattinson na dobre zrywa z wizerunkiem amanta-wampira. Tak naprawdę jednak na prowadzenie wybija się wybitna rola Sienny Miller jako silnie feministycznej, ale też stanowiącej oparcie dla męża, żony Fawcetta. Jak dla mnie jest to kreacja co najmniej na nominację do Oscara. Gorąco ten film polecam, zwłaszcza, że mówi się o nim o wiele mniej, niż na to zasługuje.