“Arktyka”, “Jeszcze jeden dzień życia”, “Kraina wielkiego nieba”, “Przedszkolanka” i “Rover – oto filmy, które trafiły do nowej odsłony przeglądu filmowych tekstów publikowanych na profilu Kusi na Kulturę.

 

Arktyka 

Arktyka Mad Mikkelsen

Arktyka to jeden z tych filmów, w których widza atakuje specyficzna mieszanina dwóch emocji – fascynacji “uuuu, ale ma przejebane” połączonej z podziwem dla ludzkiego ducha i determinacji. To sprawia, że obserwowanie samotnego bohatera walczącego z żywiołem nie nudzi, pomimo że fabuła jest tu bardzo prosta, a dialogi w nim nie istnieją. Mikkelsen coś tam czasami powie sam do siebie, ale gra głównie ciałem, grymasami bólu i desperacji oraz różnymi chrząkającymi odgłosami. Cała uwaga skupiona jest tylko na nim, ale wychodzi z tego starcia zwycięsko. Z racji swojego umiejscowienia to produkcja bardzo cicha i malownicza, skierowana do wielbicieli nieskończonych przestrzeni. Dużo przyjemności czerpię się właśnie z oglądania przepastnych plenerów, dlatego warto “Arktykę” odpalić sobie na jakimś większym ekranie. Myślę, że bez tego seans może być o wiele mniej wciągający.Nie jest to kino wyjątkowo wybitne ani oryginalne, ale w swojej specyficznej konwencji sprawdza się należycie. Choć jestem pewien, że dla wielu wystarczającym argumentem jest to, że cała uwaga skupia się tu na samym Madsie.

Jeszcz dzień życia

jeszcze jeden życia kapuściński

Animacja oparta na książce Ryszarda Kapuścińskiego na temat wojny domowej w Angoli lat sześćdziesiątych. Projekt bardzo ambitny, ale dla mnie nieco zbyt chaotycznie zrealizowany i niezbyt dobrze oddający klimat książek mistrza reportażu. Zacznijmy od samej formy, która jest dość nietypowa. Mamy tu do czynienia z animacją, która przeplatana jest zdjęciami archiwalnymi oraz współczesnymi wypowiedziami żyjących bohaterów opowiadanej przez Kapuścińskiego historii. Do tego dochodzą krótkie nagrania ze współczesnej Angoli. To wszystko tworzy wspomniane już wrażenie chaosu, który podbija jeszcze podział części animowanej na fragmenty realistyczne i oniryczne. Dużo tu scen, w których Kapuściński widzi latające przedmioty, duchy swoich rozmówców, czy sam unosi się wśród wojennego chaosu. Jest to dość kiczowate oraz odbiera całości reporterski ciężar. Jednak papier lepiej znosi takie wizje.

jeszcze jeden dzien zycia film

Także używane cytaty wydają mi się dobrane tak, że odbierają tekstom Kapuścińskiego ich siłę. Najwięcej jest tutaj wzniosłych wypowiedzi dotyczących natury wojny, polityki i rewolucji. No dobra, ale przecież jego książki są nimi wypełnione, więc w tym problem? A w tym, że w reportażach te wszystkie podniosłe tony kontrowane są przez bardzo przyziemne opisy ludzkiego życia. To właśnie ta kombinacja uduchowionych opisów z znajdywaniem normalnych, ludzkich zachowań w najbardziej ekstremalnych sytuacjach była dla mnie jedną z najważniejszych cech tego pisarstwa. Choćby, pochodząca własnie z Jeszcze  dzień życia, scena z żołnierzami, którzy co noc oglądają Emanuelle, bo to jedyny film, do którego mają dostęp. To jest jedna z esencji, której w tej produkcji bardzo mi brakowało. Wydaje mi się, że to rzecz, po którą mogą sięgnąć zagorzali fani Kapuścińskiego, głównie dla porównania wizji oraz dla fragmentów z wypowiedziami żyjących bohaterów. Te ostatnie stanowią ciekawe posłowie do książki sprzed pięćdziesięciu lat.

Kraina wielkiego nieba

Kraina Wielkiego nieba

Reżyserski debiut Paula Dano to osadzona w latach sześćdziesiątych, kameralna historia o rozpadzie małżeństwa widziana z perspektywy nastoletniego dziecka. Małżeństwo Jeanette i Jerry’ego zostaje wystawione na próbę z powodu kłopotów finansowych i zawodu spowodowanego niespełnieniem amerykańskiego snu. Kiedy on wyjeżdża za pracą, ona zaczyna robić się coraz bardziej nieodpowiedzialna i zagubiona, co zmusza ich nastoletniego syna Joe’go do przyspieszonego dorastania. “Kraina wielkiego nieba” to gorzki i bolesny melodramat o niespełnionych nadziejach i życiowych zawodach. Film skupia się na niuansach i symbolice, co na początku wychodzi całkiem sprawnie, ale pod koniec miałem wrażenie, że Dano nie do końca poradził sobie z ciężarem kreowanej przez siebie opowieści. Ostatni akt wydaje się się ździebko przesadzony, ale przez większość czas film jest raczej stonowany i powinien się spodobać wszystkim miłośnikom tak zwanych “okruchów życia”.

kraina wielkiego nieba

Dużo dobrego robią tu zdjęcia i gra aktorsko. Mam wrażenie, że to film bardzo “fotograficzny”, pełno w nich kadrów, które nadawałyby się do oprawienia i powieszenia nad kominkiem, co zresztą ma swoje uzasadnienie w fabule filmu. Melancholijny nastrój dobrze podbijany jest przez ciągnące się w nieskończoność plenery Montany (tutaj polskie tłumaczenie tytułu fajnie uchwyciło ten nastrój), które jednocześnie imponują ogromem, jak i swoim ascetycznym charakterem. Duet Carey Mulligan (jej jest więcej na ekranie) i Jake Gyllenhaal spisuje się znakomicie, zwłaszcza gdy są na ekranie razem, wtedy czuć to napięcie wynikające z chowanych przez lata pretensji i uraz. Jednak radzę zwrócić uwagę też na nastoletniego Ed Oxenboulda – to kolejny bardzo młody aktor, który ma potencjał na wkroczenie do wyższej ligi. Jeśli ktoś poszukuje filmu, który wprowadzi go bezpiecznie w jesienną atmosferę smutku i nostalgii, to “Kraina wielkiego nieba” jest chyba odpowiednim kandydatem do tego zadania.

Przedszkolanka

przedszkolanka maggie gyllenhall

Lisa Spinelli to zakochana w sztuce przedszkolanka, która pragnie, aby jej życie nie było tak bardzo wypełnione banałem. Sama stara się pisać wiersze, ale jest ewidentnie pozbawiona talentu. Dodatkowo ani jej mąż ani trójka nastoletnich dzieci nie cenią rozwoju duchowego i skupiają się na materialnej stronie egzystencji. Wszystko zmienia się, kiedy Lisa odkrywa, że jeden z jej wychowanków, pięcioletni Jimmy, posiada wrodzony dar i tworzy wiersze stanowczo wykraczające zaawansowaniem poza jego wiek. Tytułowa bohaterka postanawia hodować talent chłopca, co szybko zaczyna przybierać dość niepokojącą formę. Przedszkolanka to kameralna, bardzo cicha opowieść, która niesie ze sobą sporo ciekawych pytań na temat tego, jak daleko można się posunąć w kwestii dbania o rozwój czyjegoś talentu, wbrew woli całego otoczenia. Jest tu dużo także o projekcji własnych niespełnionych marzeń na wychowanków, popadanie w obsesję i niemożności pogodzenia się z własnym brakiem umiejętności. Szczególnie ciekawe są tutaj dwa pierwsze akty, końcówka uderza trochę w przesadę i lekko zakłóca budowany nastrój, ale nie na tyle, aby psuć pozytywny odbiór całości. Pamiętajcie tylko, aby nie oglądać trailera, bo to jeden z tych przypadków, w których ktoś postanowił streścić w nim właściwie cały film.

Rover  Rover Patitnson

Kameralne postapo, w którym nie ma miejsca na żadne szaleństwo i przesyt często kojarzony z tą konwencją. Jest za to beznadzieja, nihilizm i poczucie braku celu. Obserwowany świat znajduje się dziesięć lat po niesprecyzowanej katastrofie, która doprowadziła do upadku znanej nam cywilizacji. Głównym bohaterem małomówny mężczyzna, który stara odzyskać się auto ukradzione mu przez bandytów. Jego nieoczekiwanym sprzymierzeńcem okaże się głupkowaty brat jednego z przestępców, który został porzucony z raną postrzałową po nieudanym napadzie. Ta dwójka podróżuje razem, ale trudno powiedzieć, że kiełkuje między nimi choćby nić porozumienia. To świat, w którym nie ma miejsca na bliskie relacje. Bardzo podoba mi się wizja świata przedstawionego – to postapo zbliżone do wizji znanej z pierwszego Mad Maxa. Ludzkość zaliczyła upadek, ale pozostali przy życiu ciągle radzą sobie dzięki pozostałościom sprzed katastrofy. Noszą w miarę normalne ubrania, jedzą żarcie z puszek i zachowują się tak, że jesteśmy w stanie czuć do nich empatię. Z drugiej strony wiemy, że to tylko stadium przejściowe, a chaos będzie się pogłębiał i nie ma co marzyć o poprawie sytuacji. Od samego początku możemy się spodziewać, że bohaterowie nie przejdą znacznej przemiany, bo nie ma ona żadnego sensu. To wszystko podbudowywane jest przez bardzo powolne prowadzenie narracji i sceny wypełnione znaczeniową pustką – historia jest tu bardzo prosta, dałoby się ją pewnie przedstawić w pół godziny. Niektórych może to irytować, ale mi to dziwne trwanie w beznadziei przypadło do gustu.

rover pattinson

To jeden z tych filmów, które powinniście obejrzeć, aby zrozumieć jak ciekawym aktorem jest Robert Pattinson. Grany przez niego, niezbyt lotny i napędzany tikami nerwowymi Reynolds jednocześnie budzi irytację i pewien specyficzny sposób współczucia. Dużo tutaj bardzo ciekawego grania ciałem – Pattinson bardzo dobrze oddaje pewną łajzowatość ruchów swojego bohatera. “Rover” to także rzadka okazja na oglądanie w czym ciekawym Guya Pearce’a – tutaj oddającego bardzo szorstki i niedostępny charakter głównego bohatera. Jeśli lubicie powolne, niezbyt przyjemne kino, w którym bezcelowość jest wartością samą w sobie, to powinniście koniecznie nadrobić. W innym wypadku możecie się trochę wynudzić.