Czy historia kobiety, która dorobiła się na modyfikacji mopa może być ciekawa? Oczywiście, jeśli nie będzie to kolejna ckliwa opowiastka oparta tylko na występie znanych aktorów. A tym właśnie jest “Joy”

David O. Russel to reżyser specyficzny, będący ucieleśnieniem obecnego Hollywood i gustu amerykańskiej akademii filmowej. Szerzej nie znany reżyser znalazł się na ustach wszystkich, kiedy w 2010 do kin wszedł jego “Fighter”, którego pamiętać należy głównie z powodu, nagrodzonej Oscarem, fenomenalnej roli Christiana Bale’a. Jego następne dwa filmy także zostały obsypane nominacjami do najróżniejszych nagród. Jest to dość ciekawe, bo Russel nie stworzył jak na razie żadnego wybitnego filmu. “Poradnik pozytywnego myślenia” to przyjemny komediodramat idealny na jesienną depresję, a “American Hustle” to nieudana próba stworzenia komedii o przekręcie. W czym tkwi więc sekret popularności tego reżysera? Ma on jeden talent, którym jest świetne prowadzenie swoich aktorów. Filmy O.Russela mogą tracić tempo, razić zagraniami fabularnymi, ale na pewno nie można im odmówić świetnego aktorstwa. To dzięki niemu Bradley Cooper awansował z przystojniaka grającego w komediach do aktorskiej pierwszej ligi, a Robert De Niro może spojrzeć na siebie w lustrze. Jednak największą gwiazdą jego filmów jest z całą pewnością Jennifer Lawrence. W końcu dzięki swojemu występowi w “Poradniku pozytywnego myślenia” została jedną z najmłodszych aktorek, które dostały Oscara za rolę pierwszoplanową. Następny film tego duetu przyniósł kolejną nominację, więc nic dziwnego, że najnowszy obraz O. Russela, “Joy”, to prawdziwy show Lawrence, która obecna jest na ekranie praktycznie przez cały czas. Szkoda tylko, że wiele więcej o tym filmie powiedzieć się nie da.

prawdziwa joy

Tak wygląda prawdziwa Joy Mangano

Sam wyjściowy pomysł na fabułę filmu jest na tyle dziwny, że mógł absolutnie chwycić albo okazać się kompletnym niewypałem. “Joy” opowiada historię tytułowej Joy Mangano, ubogiej matki dwójki dzieci, która dorobiła się fortuny dzięki wynalezieniu samowyżymającego się mopa. Nie brzmi to zbyt porywającego, ale Hollywood już nie takie opowieści przerabiało na hity. To typowa historia “od pucybuta do milionera”, czyli jeden z najukochańszych amerykańskich schematów. Gdy ją poznajemy, Joy znajduje się w niezbyt ciekawej sytuacji. Tyra na trzy zmiany, by utrzymać dwójkę swoich dzieci, wiecznie oglądającą telenowelę matkę i babcie, która jest jej jedynym prawdziwym oparciem. Do tego jej były mąż mieszka u niej w piwnicy, a wkrótce spada jej na głowę także niedojrzały ojciec. Jednak zaradna dziewczyna nie jest w ciemię bita i dzięki swojemu sprytnemu wynalazkowi zaczyna walkę o swoje lepsze jutro. W czym bardzo pomoże jest telesprzedaż. Jest to o tyle istotne, że O. Russel traktuje swoich widzów w podobny sposób jak telezakupy swoją klientelę. Czyli krótko mówiąc uważa ich za idiotów podatnych na najtańsze chwyty.
 bradley

Może taki był ukryty zabieg reżysera, w końcu film rozpoczyna się sceną z telenoweli, ale jeśli tak, to nie widać tego za wyraźnie. Historia opowiedziana w “Joy” to znany do bólu schemat podrasowany do takiego stopnia, że zbiera się mdłości. Co chwilę słyszymy banalne dialogi mówiące o tym, że nie należy się poddawać i wierzyć w to, co się kocha i lubi robić. Bohaterka dostaje także rady od dwóch najbliższych sobie kobiet: swojej babci i córki. Ta pierwsza prawi dyrdymały i sędziwe mądrości, a ta druga daje słodkie rady wynikające z jej dziecięcej naiwności. Szkoda, bo ten cały banał wybija Joy z jej pozycji twardej babki, która rzeczywiście mogłaby być wzorem dla innych kobiet, a nie kolejną bohaterką z reklamy proszku. Tak naprawdę jedynym elementem ratującym film przed katastrofą jest porządna rola Lawrence. Nie oszukujmy się, nie pokazuje nam nic nowego, ale to nadal porządne rzemiosło.

lawrence glob

Wiecie, co w tym wszystkim jest najlepsze? Mimo całej swojej mierności, “Joy” zdobyła już kilka ważnych nominacji, w tym do Złotego Globa i zapewne znajdzie się na liście oscarowych kandydatów. O.Russel znalazł jakiś magiczny klucz, według którego kręci swoje filmowe wydmuszki w taki sposób, że Akademia to kupuje. A to też wymaga niezłych umiejętności.