Rozpoczynamy nowy cykl tekstów na blogu. Będę w nich rozmawiał na tematy okołofilmowe z moją koleżanką Pauliną “Polką” Pohl. Polka zna się na temacie jak mało kto (nawet się z niego doktoryzuje), więc mam nadzieję, że nasze konwersację okażą się wystarczająco ciekawe. Na pierwszy ogień idzie najgorętszy temat tego tygodnia, czyli oscarowa wygrana “Idy”

Kajetan Ucieszyłaś się z Oscara dla polskiego filmu?

Polka Oczywiście! Nie należę do grupy wstrętnych malkontentów, którzy uważają, że “Ida” nie zasłużyła na to wyróżnienie. A już na pewno nie do tej, która wolałaby żeby Oscarem honorować jedynie słuszne kino historyczne i filmy o rotmistrzu Pileckim. Z całym należytym szacunkiem do Witolda Pileckiego…

Mimo, że bardziej od filmu Pawła Pawlikowskiego podobał mi się “Lewiatan”, szalenie cieszę się z polskiego sukcesu. Można mówić, że werdykty Amerykańskiej Akademii Filmowej są tendencyjne i że bardziej chodzi o sukienki niż filmy. Nie można jednak zaprzeczyć, że otrzymanie Oscara zapewnia produkcji największy możliwy rozgłos. Nie widzę powodu, dla którego polskie kino miałoby na takie uznanie nie zasługiwać.

Kajetan Jeśli chodzi o tendencyjność tych werdyktów, to w przypadku kategorii za film nieanglojęzyczny jest chyba trochę inaczej. To jedyna kategoria, w której ocenia się obrazy, użyję szumnego określenia, artystyczne. To jest oczywiście super sprawa, ale myślę, że trochę osób się z tego powodu na “Idę” natnie. Typowy film nagrodzony Oscarem jest skrojony tak, żeby podobać się jak największej ilości osób. “Ida” na pewno takim filmem nie jest i niedzielni kinomani mogą się trochę na niej wynudzić. Bo chyba się zgodzisz, że nie jest tytuł, który porwie każdego.

ida01

Polka Rzeczywiście, ostatnie trzy lata potwierdzają to co mówisz. Zarówno nagrodzona w 2013 roku “Miłość” Hannekego, jak i zeszłoroczne “Wielkie piękno” to również filmy arthousowe, podobnie jak “Ida”. Mam jednak wrażenie, że to co łączy te obrazy, to pewna uniwersalność, czy może raczej sposób produkcji nastawiony na widza zagranicznego. Myślę, że wbrew pozorom “Ida” może znaleźć więcej miłośników poza Polską, niż w naszym kraju. Idąc jednak dalej tym tropem, czy wielki zwycięzca tegorocznego rozdania – “Birdman” to film, który porwie każdego?

Kajetan Wielki oscarowy sukces filmu Iñárritu jest dla mnie sporym zaskoczeniem, ale jest on jednak o wiele łatwiejszy w odbiorze. “Ida” natomiast ma w sobie wiele cech, za które wyśmiewane są obrazy “artystystyczne”. Powolna narracja, czarno biały obraz i specyficzne operowanie kadrami. Nie chodzi o to, że film mi się nie podobał, bo tak nie było. Jest naprawdę intrygujący, a palącą fajki Kuleszę mógłbym oglądać w nieskończoność. Obawiam się tylko tego, że jak film wróci do naszych kin to wszyscy będą walili na niego drzwiami i oknami, zwłaszcza szkoły. I widzę te wszystkie dzieciaczki, dla większości których będzie to katorga, ale trzeba, bo to nasz wymarzony Oscar.

Polka  Podzielam w pewnym stopniu twoje obawy. To trochę tak, jak powiedział sam Pawlikowski na ceremonii: “Zrobiłem czarno-biały film o potrzebie ciszy i wycofania się ze świata, kontemplacji, a teraz jestem centrum uwagi całego świata.” (Skądinąd ta pięknie zwariowana i spontaniczna mowa – cudo!). Zmuszanie kogokolwiek do oglądania tego filmu, tylko ze względu na to, że otrzymał szereg prestiżowych nagród może nie być najlepszym pomyśłem. A może z drugiej strony, starsza młodzież (bo nie sądzę, żeby na “Idę” wysłano podstawówki) znużona martyrologią i klimatami “katyńskimi” uzna taki rodzaj artystycznego wyrazu za ciekawszy…

Kajetan Tu też się obawiam, czy film nie zostanie spłycony do kolejnej opowieści o holocauście. Jako spłycenia mam na myśli ograniczenie kwestii żydowskiej, a uważam, że historia opowiedziana w filmie jest o wiele bardziej uniwersalna. “Ida” mogłaby rozgrywać w wielu sceneriach, w końcu wątek osoby, która została skrzywdzona przez jeden reżimowy system, a sama skazuje na śmierć w imię innego nie jest czymś wyjątkowym tylko dla Polski. Właśnie, czy też miałaś moralny dyskomfort związany z postacią graną przez Kuleszę. Z jednej strony widz może czuć do niej sympatię, bo w końcu pomaga siostrzenicy i widocznie cierpi, z drugiej jednak sprawowała jedną z najgorszych funkcji dla tamtego okresu.

Polka Chyba już został sprowadzony do opowieści o holocauście. Słyszeliśmy już przecież z ust polityków wiadomej strony sceny, że należałoby wprowadzić na początku filmu informacje o tym, że Polacy ratowali Żydów w czasie wojny i otrzymali najwięcej odznaczeń “Sprawiedliwy wśród narodów świata”. A przecież jest, dokładnie tak jak mówisz – “Ida” z powodzeniem mogłaby być osadzona w trochę innym kontekście historycznym, a nadal traktowałaby o właściwym problemie. Mówiłam wcześniej, że według mnie “Ida” skrojona jest pod widza zagranicznego. I tu mogę powtórzyć to jeszcze raz. Obsesja związana z przedstawianiem wątków okołożydowskich w polskim kinie to temat na inną rozmowę.

Dyskomfort moralny – jak to ładnie ująłeś, dotyczący postaci Krwawej Wandy jest chyba jeszcze silniejszy, kiedy uświadomimy sobie, że postać wzorowana jest na prawdziwej prokurator z czasów stalinowskich. To właśnie rozmowy z Haliną Wolińską zainspirowały Pawlikowskiego do stworzenia “Idy”.

Kajetan Duży w to wszystko wkład ma wspaniała rola Agaty Kuleszy, która widocznie dominuje nad swoją młodszą partnerką, ale nie uznałbym tego za wadę tylko za dobre podkreślenie relacji panującymi między tymi postaciami. W ogóle bardzo przypadło mi spokojne prowadzenie aktorów, nie ma tutaj jakiś wielkich szarży, a w końcu w filmie znajduje się parę scen, w których mogłoby do nich dojść.

Polka Agata Trzebuchowska w tym filmie istnieje, nie gra. Mam wrażenie, że doskonale widać jak zagubiona i obojętna jest wobec swojej roli. Idealny wybór. Cieszę się, że Małgośka Szumowska trafiła na nią gdzieś, przypadkiem. Bardziej przebojowa dziewczyna z “parciem na szkło” mogłaby popsuć ten kameralny klimat. A Agata Kulesza nawet w przeciętnych produkcjach wypada cudownie – pełna profeska, więc nie dziwie się, że i tutaj świetnie sobie poradziła.

Na koniec powiedz jeszcze co myślisz o “aferce” związanej z faktem, że aktorki w trakcie odczytywania werdyktu były w kuluarach sącząc drinki. Niektórzy, jak np. Jan A.P. Kaczmarek twierdzą, że to skandal. Ja, słysząc o tym i patrząc na krążące w sieci zdjęcie, widzę w tym zdrowy, fajny dystans. Widać to również w podejściu reżysera, który sprawia wrażenie niewzruszonego sukcesem swojego filmu. Statuetkę Oscara przywiózł do Polski w siatce po kartoflach. Jest to na swój sposób urocze.

Kajetan Absolutnie nie widzę w tym wszystkim niczego złego, to tylko gala rozdania nagród, a nie uroczystość przyznawania medali dla weteranów. Nie ma co robić z tego Oscara świętości narodowej. Też uważam, że jest to urocze. Wszyscy zachwycali się dystansem Szymborskiej, która trzymała swojego nobla schowanego gdzieś w szufladzie. Więc nie rozumiem czemu twórca “Idy” nie miałby mieć takiego samego dystansu.

paniep ija