Tym razem rozmawiamy o najnowszej superprodukcji Marvela. Czy Avengers: Czas Ultrona dorównał przebojowej pierwszej części? Opinie są bardzo podzielone, co widać także w naszej dyskusji. 

Kajetan: Powiem Ci, że seans nowych Avengersów był dla mnie sporym rozczarowaniem. Nie chodzi nawet o poziom samego filmu, bo nie spodziewałem się zbyt wiele, ale o brak tej dziecięcej radości, która towarzyszyła mi przy oglądaniu pierwszej części. Wydaje mi się, że ktoś próbował zwielokrotnić atrakcje i nie do końca mu to wyszło.

Polka: Ja chyba będę mniej sceptyczna, bo ostatecznie Age of Ultron mi się podobał. Jestem w stanie wymienić mnóstwo złych punktów filmu i narzekać na zmarnowany potencjał niektórych wątków, ale prawda jest taka, że oglądając go bawiłam się wyśmienicie. Widziałabym to tak: szalki wagi są na równi, z tym że po stronie pozytywów mamy mnóstwo odważników. Minusów jest może mniej, ale za to są dużo cięższe.

Kajetan: Ja bym na razie skupił się na minusach, bo plusy są mimo wszystko bardziej oczywiste. Największym problemem całego filmu jest dla mnie przesyt postaci i wątków. Whedon chciał poświęcić każdemu członkowi drużyny odpowiednio dużo miejsca, podobnie jak miało to miejsce w części pierwszej. Tylko, że tutaj dodatkowo mamy kilka nowych postaci pierwszoplanowych, drugoplanowych bohaterów solowych filmów i jeszcze parę osób, które nie wiem jak zakwalifikować. Niektóre wątki rzeczywiście są udane, jak na przykład rozwinięcie postaci Hawkeye’a, ale na przykład taki Banner/Hulk wydaje się zupełnie zbędny. Nie da się usprawiedliwiać tego brakiem czasu, bo w końcu film trwa prawie trzy godziny.

Polka: Przy pierwszych Avengersach narzekano, że brakuje pogłębionego rysu postaci, teraz cierpimy na przesyt wątków. Rzeczywiście, brak złotego środka. Bohaterowie zamiast (chyba zgodnie z założeniem Whedona) prezentować się w możliwie całej okazałości, bronią się jedynie jakimiś drobnymi “smaczkami”. A co powiesz o tytułowym Ultronie? Przebijając się przez kilka recenzji, znalazłam sporo negatywnych opinii na temat “głównego złego”. Sama raczej się z nimi nie zgadzam. Może nie jest to budzący jakąś niesamowitą grozę i wywołujący ciarki na plecach bohater, ale całe backstory i prezentacja tego charakteru wyjątkowo trzyma się dla mnie kupy. No i ten głos Jamesa Spadera!

ultron

Smutny Ultron wygląda trochę jak DD Reporter

 

Kajetan: Największym problemem jaki mam z Ultronem jest taki, że zupełnie nie kupuje próby nadania mu jakieś większej głębi i motywacji. Lepiej sprawdza się jako super robot, któremu źle zrozumiał swój program. Jego plan też jest dla mnie trochę bez sensu, ale w działania Lokiego w pierwszej części też nie miały go za dużo, więc się nie będę czepiał. Największą zaletą przeciwnika Avengersów jest posiadanie jakiegokolwiek charakteru, co trudno powiedzieć o większości Villainow z filmów Marvela. Można się go czepiać, ale przynajmniej go zapamiętujemy. James Spader odwalił kawał dobrej robot, choć muszę się przyznać do pewnego zgrzytu. Jednym z moich aktualnych guilty plerasure jest The Blacklist – serial, który oglądam głównie dla postać Raymonda Reddingtona, super zagranej właśnie przez Spadera. Po prostu za często na ekranie widziałem go, a nie złego robota. W związku z głównym złym chciałbym poruszyć jeszcze jeden wątek? Nie wydaje Ci się, że jego działania miały zbyt mały wpływ na ciągłość uniwersum? Po filmie kończącym drugą fazę spodziewałem się jakiegoś większego przełomu. Członkowie drużyny znowu się trochę pokłócili, dołączyło kilka nowych postaci i w sumie tyle.

 Polka: Dla mnie od początku do końca Ultron jest właśnie tym super robotem, o którym mówisz. Nie wytykałabym twórcom tego ciągłego “ludzkość musi ewoluować; chcecie chronić świat, ale boicie się zmian” itd., bo domyślam się, że o tym mówisz w kontekście próby umotywowania jego działań. Wydaje mi się, że odpowiednio często padają słowa, że został zaprojektowany, zaprogramowany po to by chronić planetę. Ja w Ultronie widzę przede wszystkim odbicia lęków i cieni, które drzemią w Tonym Starku. “No strings on me” powtarza Ultron. Jego plan jest “trochę bez sensu” właśnie dlatego, że jest super obiektywny, pozbawiony związków emocjonalnych, wykalkulowany. Nie tylko Tobie Spader przywoływał skojarzenia z innymi rolami. Ja kilkukrotnie zaśmiałam się pod nosem, przypominając sobie jego znakomitą kreację Roberta Californi w amerykańskim The Office. Nie jestem pewna czy Ultron nie ma aż takiego wpływu na przyszłość Avengersów. Czy nie jest on mimo wszystko sygnałem rozbicia wewnątrz drużyny, na które czekamy w Civil War?

avengers-age-ultron

Kajetan: Mam nadzieję, że Civil War rzeczywiście coś zmieni w superbohaterskim układzie sił, bo kolejną irytującą mnie rzeczą jest brak konsekwencji wynikający z poprzednich części. Pod koniec trzeciego Iron Mana Stark niszczy wszystkie swoje zbroje i postanawia zerwać ze swoją rolą. Po czym na początku Czasu Ultrona widzimy go w pełnym opancerzeniu i nikt nawet tego nie próbuje tłumaczyć. W drugim Kapitanie Ameryce upada S.H.I.E.L.D, która pod koniec Avengersów jest już zreaktywowana. Trochę to nie pozwala wierzyć w nadchodzące wielkie zmiany. Powiem Ci, że z niecierpliwością czekam na zupełnie nowe tytuły, które mają się pojawić w trzeciej fazie, szczególnie na Doctora Strange’a. Możliwe, że obecne postacie już mi się znudziły, bo w końcu Iron Man pojawia się na ekranie po raz piąty, a Thor i Kapitan po raz czwarty. Zaczyna mi w tym wszystkim brakować świeżości jaką przynieśli z sobą Strażnicy Galaktyki. Dlatego też wielka finałowa walka wywoływała u mnie głównie ziew, bo nie różni się zbytnio od tych z poprzednich filmów.

Polka: Obawiam się jedynie, że kolejne długoletnie plany Marvela sprawiają, że twórcy mniej skupiają się na tu i teraz. Stąd może właśnie spadek formy i potraktowanie niektórych motywów po macoszemu w Age of Ultron. Mam nadzieję, że gromy które były rzucane w ostatnich tygodniach na Whedona i resztę ekipy zostaną przyjęte jako żółta kartka przez twórców Kapitana Ameryki i porządnie odwalą swoją robotę. Zwłaszcza, że jak widać oczekiwania fanów są całkiem wygórowane. I mogą być jeszcze wyższe, bo po drodze mamy jeszcze Netflixowe adaptacje, które są osobną jakością. Może się okazać, że zatrudnienie topowych gwiazd takich jak Benedict Cumberbatch czy Martin Freeman nie będzie wystarczające.

Kajetan: Zatrudnianie gwiazd stało się już normą, więc trzeba byłoby się wręcz obrazić za brak takowych w nowych produkcjach. Mam zaufanie do braci Russo, bo Kapitan Ameryka: Zimowy Zołnierz miał to czego bardzo brakowało nowym Avengersom – był oparty na konkretnym gatunku(thrilerze szpiegowskim), co pozwalało mu być filmem zintegrowanym w jedną całość. Fenomenalny Daredevil swoją siłę bierze między innymi z tego, że opowiada tylko o pewnym wycinku świata Marvela. Nadzieję budzi fakt, że trzeci Avengers mają być skupieni na walce z Thanosem, więc może otrzymamy po prostu zwieńczenie rozwijanych wątków bez dodawania niepotrzebnych nowości.

Polka: Swoją drogą to fajne, że Russo potrafią zrobić naprawdę świetne sytuacyjne komedie (kultowe już chyba Arrested Development, Community) i równie dobrze sprawdzają się w kinie gatunkowym. Najwyraźniej warsztat wyrobiony na sitcomach sprzyja opowieściom superbohaterskim. To samo przecież dotyczy Peytona Reeda, twórcy najbliższego nadchodzącego filmu ze stajni Marvela – Ant-Mana. Choć muszę przyznać, że ze smutkiem przyjęłam informację, że nie wyreżyseruje go Edgar Wright, nadal jest to produkcja, na którą również czekam. Pewne jest to, że przez kolejne pięć lat Marvel na pewno nie pozwoli nam odetchnąć od siebie na dłużej.

Kajetan: Aspekt komediowy zawsze był nierozłącznym elementem filmów Marvela, co odróżnia je od nadętego DC. Tutaj dowcipów było za dużo, ale nadal parę razy się uśmiechnąłem. To, że Marvel nie da nam odsapnąć jest prawie pewne, ale nie mam nic przeciwko temu, ja nawet jak jestem średnio zadowolony z ich filmu, to i tak nie uważam seansu za zmarnowany czas. Kilka godzin superbohaterskiej rozpierduchy raz na pół roku to idealny sposób na odstresowanie.

penny

Najzdrowsze podejście jakie można mieć przy filmach o superbohaterach.