“Milczenie” – Najnowszy film Martina Scorsese na pewno nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Spokojny, bardzo długi i skupiony na religijnych dylematach. Z jednej strony hipnotyzujący specyficzną atmosferą, a z drugiej nie wykorzystujący w pełni potencjału tkwiącego w opowiadanej historii.

Kajetan: Oj, radykalizuje się nam na stare lata ten Martin Scorsese. Już poprzedni Wilk z Wall Street był dla wielu filmem zbyt intensywnym i nachalnym w przekazie. Tam mieliśmy do czynienia z degeneracją i moralnym dnem, a tym razem cała uwaga skupiona jest na duchowości i wierze. Nie da się o tym obrazie rozmawiać inaczej niż o moralitecie, ale najpierw chciałbym zacząć od lżejszego pytania: czy Milczenie nie wydało Ci się za długie i trochę nudnawe? W trakcie mojego seansu parę osób opuściło kino, a sam uważam, że pierwszy akt jest stanowczo za mocno rozciągnięty.

Polka: U mnie było podobnie. Kilka osób wymiękło już w połowie. Choć tytuł największego nudziarstwa wśród noworocznych premier przydzielam Jackie, to rzeczywiście Milczenie też nie należy do najbardziej dynamicznych. Pierwszy akt, ale również powracające jak mantra motywy, zaburzają tempo filmu. Doskonale rozumiem, dlaczego Scorsese nieustannie sięga po te symboliczne chwyty. Nie zmienia to jednak faktu, że momentami bywa to męczące. Wiadomo, z założenia nie miało być przecież przyjemnie. Wolałabym jednak czuć się przytłoczona ciężarem fabuły, a nie sposobem jej prowadzenia. Tymczasem niestety jest letnio i niezbyt przejmująco.

Kajetan: Warto chyba zaznaczyć na czym polega główny dylemat poruszany przez film. Dwaj główni bohaterowie – portugalscy zakonnicy – przybywają do siedemnastowiecznej Japonii, w której za wyznawanie wiary katolickiej grozi kara śmierci. Cały film krąży wśród dwóch problemów – czy wiara warta jest poświęcenia dla niej życia swojego i innych? Czy wiara w Boga musi wiązać się z przestrzeganiem kościelnych dogmatów? Same te pytania są ciekawe i niejednoznaczne, a film w swoich lepszych momentach potrafi to zaznaczyć, jednak ostatecznie wszystko to wydaje się zbyt jednostronne i nie pozostawiające wątpliwości, która opcja jest właściwa. Pod tym względem kuleje też pierwsza część filmu, w której Japończycy pokazani są jako szatani, pragnący chrześcijańskiej krwi. O wiele ciekawiej robi się potem, kiedy pojawiają się przedstawiciele władz, potrafiący spojrzeć na całą sprawę z pragmatycznej strony. Mi osobiście ta strona konfliktu wydała się intrygująca, jednak wspomniałaś, że dla Ciebie byli zbyt groteskowi.

milczenie 2

Polka: Wątpliwości, które rozważa Scorsese są ważne również w kontekście współczesnego kryzysu wiary i poszukiwań duchowości. Mam jednak wrażenie, szczególnie mając w pamięci ostatnią scenę, że jest to ostatecznie osobista wypowiedź reżysera. Jak wiemy z życiorysu twórcy – w młodym wieku wstąpił do seminarium, a wątki religijne i związki z katolicyzmem pojawiały się w jego filmach niejednokrotnie. Oczywiście Scorsese ma do jednoznacznej deklaracji prawo. Problem polega jednak na tym, że cierpi na tym wymowa filmu. Opowiadając się po jednej stronie, reżyser skreśla jednym szybkim ruchem niemal wszystko to, co budował przez cały film. Dodatkowo, jego końcowy manifest nijak się ma do tego, czego starałam się dociekać w trakcie seansu Milczenia. Oglądając film myślałam o tym, by od żarliwości uciekać jak najdalej, a Scorsese zdaje się do tej gorliwości namawiać.

Mam pewien problem z postaciami Kijichiro i naczelnika. Wiem, że “tak miało być…”, ale sposób ich zachowania i poruszania się, który miał chyba symbolizować kulturowe antagonizmy, był dla mnie zbyt przegięty. W zasadzie nie mogłam uwierzyć żadnej ze sportretowanych postaci – zarówno jeśli chodzi o Japończyków, jak i Europejczyków. Nieważne jak okrutne rzeczy przytrafiają się bohaterom, ich motywacja jest dla mnie wielokrotnie niezrozumiała. Ale tutaj wchodzimy raczej w rozważania poza-filmowe. Nie da się ukryć, że szalenie ważną kwestia w odbiorze Milczenia, bedą siłą rzeczy poglądy religijne i osobiste duchowe dociekania. Być może w tym tkwi siła tego filmu? Inaczej odbierze go osoba wierząca, inaczej ta stroniąca od chrześcijańskiej doktryny.

milczenie 1

Kajetan: Chciałbym teraz trochę zejść na Ziemię i zająć się wizualną stroną Milczenia. Choć w wypadku Scorsese, to nie jest takie proste, bo w jego filmach metafizyka potrafi przełożyć się na pracę kamery. Chodzi o tak zwaną “boską perspektywę”, czyli ujęcia ukazywane bezpośrednio z góry, obecne chyba w każdym jego obrazie. W tym przypadku jest ich wyraźnie więcej i niektóre są cudowne, jak np. scena przejścia po kościelnym dziedzińcu. Dużo robią tutaj plenery, Japonia pokazana w filmie jest piękna, co fajnie kontrastuje z okrucieństwem pokazywanej historii. Ujęcia natury sprzyjają filozoficznej atmosferze filmu. Wizualnie bardzo mi się podobało, choć zdarzają się bardzo kiczowate momenty, jak straszna scena, w której bohater grany przez Andrew Garfielda patrzy w swoje odbicie w kałuży i widzi tam twarz Jezusa. Mniej subtelnie już się chyba nie dało. A właśnie, co sądzisz o głównych rolach? Sporo osób narzeka, że Garfield szarżuje, ale według mnie wynika to z samej fabuły i stylistyki Milczenia. Ja jestem ponownie zaskoczony, bo chłopak widocznie wymyka się już stereotypowi ładnego chłopca. Kilka miesięcy temu zagrał świetnie w Przełęczy Ocalonych – co ciekawe, w obu przypadkach były to role głęboko wierzących osób.

Polka: Filmowa Japonia jest piękna w swojej tajemniczości i aurze niebezpieczeństwa. Gęsta mgła i fale bijące o brzegi wyspy, budują nieustanne napięcie. Przecież tam ciągle pada i prawie nie ma słońca! Wciąż oglądamy ubłocone stopy, powykrzywiane twarze ludzi i nieprzystępność tego kraju na różnych płaszczyznach. Nie tylko w symbolicznym, ale również wizualnym wymiarze mamy do czynienia z “ziemią, na której nie ma prawa nic wyrosnąć”.  W kwestii kiczowatości, widzimy Jezusa, słyszymy Jezusa – momentami bywa zbyt dobitnie. Takie jawne i dosadne zagrania odbierają znów możliwość samodzielnego dociekania i interpretacji.  

Pytasz o Andrew Garfielda. To kolejna rzecz, która ani mnie ziębi, ani grzeje. Zagrał poprawnie, nie mam poczucia, by posuwał się w swojej ekspresji za daleko. Cieszę się, że możemy go oglądać coraz częściej w takich dużych, wymagających rolach. Zdecydowanie zasługuje na to. Żałuję, że nie mogliśmy zobaczyć więcej Adama Drivera. Ciekawie zasygnalizowany kontrast między postawą obu portugalskich księży, dość szybko się urywa. Niektórzy narzekają, że sztuka aktorska schodzi na psy, że młodzi nie grają tak dobrze jak ich starsi koledzy. Nie popadałabym w panikę, jest sporo dobrych, zdolnych aktorów, jak chociażby wymienieni dwaj panowie, którzy przedzierają się szturmem do kina “z wysokiej półki”. Jeden, tak jak wspomniałeś, walcząc trochę z brzemieniem ślicznej buźki. Drugi, wykorzystując jej brak 😉

milczenie modla sie

Kajetan: Zresztą w kontekście Scorsese warto pamiętać, że jak zaczynał pracę z di Caprio, ten też uznawany był za ładną buzię i niewiele więcej. Ja trochę zawiodłem się na małym czasie ekranowym Liama Neesona, bo po prostu stęskniłem się za nim w poważnych rolach.

Na koniec trudne pytanie: czy poleciłabyś Milczenie szerszej publiczności. Z jednej strony trochę narzekamy, z drugiej nie można tego filmu skrytykować. Wydaje mi się, że jego największą wadą jest to, że historia ma w sobie o wiele większy potencjał niż zostało to wykorzystane. No i trudno ukryć, że wobec reżysera tego formatu ma się trochę zawyżone wymagania.

Polka: Poleciłabym z czystym sumieniem. Milczenie to nadal bardzo dobry film. Życzyłabym sobie tylko, by był bardziej przejmujący, poruszający. Żeby refleksja, która pozostaje po jego seansie dotyczyła filozoficznego wymiaru i pytań o duchowość, była niewygodna i niejednoznaczna. Bo taka mogłaby być, gdyby Scorsese w paru miejscach odpuścił. Niestety we mnie pozostała głównie wątpliwość dotycząca tego, co poszło nie tak. Patrząc na Milczenie przez pryzmat twórczości reżysera, którego nikt nie waha się nazywać “jednym z najwybitniejszych na świecie”, można być odrobinę zawiedzionym. Ale Martin chyba jest w niezłym zdrowiu, więc możemy mieć nadzieję, że czeka nas jeszcze dużo dobrego. W końcu w Irishmanie mamy wracać do cudownych, gangsterskich klimatów, za które tak kochamy Scorsesego.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>