Gwiezdne Wojny wróciły! Niektórzy po prostu zakochali się w Przebudzeniu Mocy, inni  są trochę bardziej sceptyczni.  W naszej rozmowie doskonale widać ten podział.

Kajetan: Czy w trakcie seansu przebudziło się Twoje wewnętrzne dziecko?

Polka: Oj tak, zdecydowanie. Emocje porównywalne z tymi, które towarzyszyły mi wtedy, kiedy tata pokazał mi starą trylogię kilkanaście lat temu. Wczorajszy seans dostarczył mi i radości i wzruszeń, jestem absolutnie zachwycona. Miałam mnóstwo obaw, ale dziś muszę powiedzieć: Dziękuję J.J. i cała ekipo. Myślę, że ponowna podróż do tego kolorowego świata to prawdziwa frajda i dla takich zapaleńców, jak ja, którym świat Gwiezdnych Wojen towarzyszy prawie od zawsze, ale i dla zupełnie nowej widowni. Obawiam się, że będę w tej rozmowie stroną bezkrytyczną : )

Kajetan: Trochę uwag mam, ale rozumiem, że niektóre z nich mogą dotyczyć spraw, które innym przypadły do gustu. Więc może najpierw skupię się na rzeczach, które mi się podobały. Po pierwsze i najważniejsze, to są prawdziwe “Gwiezdne Wojny”. Abrams doskonale zrozumiał w tym tkwi magia serii i dał fanom to, czego oczekiwali. W przeciwieństwie do Lucasa, który stał się przypałowym wujkiem próbującym być na siłę cool i młodzieżowym. Tutaj od samego początku czuć atmosferę serii, z jej wszystkim zaletami i wadami. Film od razu wrzuca nas w wir wydarzeń i przedstawia nowe postacie, z których przynajmniej jedna udała się bardzo dobrze, a jedna jest kompletnym niewypałem. Jak myślisz, o kogo mi chodzi?

ray

Polka: Mówisz o Finnie? Bo chyba nie o cudownej Rey. Absolutnie podbiła moje serducho – zaradna, samodzielna babka, która nie potrzebuje, żeby trzymać ją za rękę : ) – takich kobiet w kinie potrzebujemy! A może chodzi Ci o Kylo Rena? Ja w konstrukcji postaci obu panów mogłabym szukać drobnych wad, ale żadnego nie nazwałabym mimo wszystko niewypałem.

Kajetan: Tak, czarnoskóry bohater niestety głównie mnie irytował, jakoś nie byłem w stanie się do niego przekonać. Natomiast zgodzę się co do Rey, ta dziewczyna jest esencją gwiezdnowojeństwa i naprawdę trudno jej nie lubić. Przy okazji zostsłs świetnie zagrana, co jest  istotne, bowcieliła się w nią zupełna debiutantka. Jeśli chodzi o Kylo Rena to on wydawał mi się trochę … niedokończony. To było najbardziej niepasujące, bo jego niekompetencja i często dziecięce zagrywki nadawały mu ciekawy charakter nieznany wcześniej u Sithów. Fajny potencjał tkwi także w Poe, widać dobry podkład pod przyszłoroczny spin-off o pilotach. Swoją drogą strasznie mi się podobały walki powietrzne w tej części, ale o tym może za chwilę. Bo oprócz nowych postaci mamy w końcu także powrót starych. Miło widzieć, że Harrison Ford mimo wieku nadal posiada ten niepodrabialny szelmowski wdzięk.

Dla Chewego czas okazał się bardziej łaskawy.

Dla Chewego czas okazał się bardziej łaskawy.

Polka: Rey to spełnienie moich dziecięcych marzeń o byciu Jedi. Finn może trochę mniej przypadł mi do gustu, ale chyba nie jestem aż tak sceptyczna jak Ty. To taki swój chłop, postać, która ma być przewodnikiem po tym uniwersum dla nowych widzów. Trochę wie, ale dopiero poznaje świat wokół niego. Bardzo chciałabym dowiedzieć się w kolejnych częściach czegoś więcej o nim – skąd jego moralna postawa, jakie są jego korzenie. Mam nadzieję, że twórcy nam to naświetlą nieco bardziej. Podobnie zresztą jak bardzo chciałabym wiedzieć duuuużo więcej o Kylo Renie. Dlaczego, po co, jak to się stało?! Milion pytań i odpowiedzi, na które musimy jeszcze poczekać. Póki co muszę przyznać, że wkręciłam się trochę w czytanie fanowskich teorii dotyczących tajemnic wokół większości bohaterów. Ale te spekulacje też są ważną częścią zabawy. Bałam się, że Harrison jest już zgorzkniałym dziadem. Można odnieść takie wrażenie oglądając jakieś wywiady z nim. Ale w filmie widzimy 100% Hana Solo, jest bardzo w punkt. Carrie Fisher także nie wypadła najgorzej. Serca widzów podbił też BB-8. Przyjemny powrót do początków, w których pokochaliśmy R2D2. W ogóle mamy mnóstwo odniesień do Nowej Nadziei. Niektórzy mówią o tym w superlatywach, inni zarzucają pójście na łatwiznę. Co o tym myślisz?

Kylo-Ren-1-970x545

Kajetan: Dla mnie w pewnym momencie te nawiązania zrobiły się zbyt bezpieczne. Brakowało mi czegoś ryzykownego. Pod koniec filmu myślałem sobie “No J.J, pokazałeś, że czujesz klimat, ale weź mnie czymś zaskocz”. Wynika to trochę z tego, że w ten sposób tak naprawdę kastruje Gwiezdne Wojny z magii odkrywania nowych światów. Co najbardziej widać w przypadku Jakku, które jest po prostu innym Tatooine. To nie tak, że nie ma tego klimatu zupełnie, ale więcej znalazłem go w pierwszej połowie filmu. Moją ulubioną, bardzo prostą sceną jest chyba ta, w której Ray zjeżdża po wielkiej wydmie. Ma w sobie taki przyjemny urok. A najbardziej nie kupiła mnie jeszcze większa stacja bojowa należąca do tych złych. To miał być żartobliwy aspekt, ale okazał się trochę zbyt tandetny. Wcześniej wspomniałem o fajnych walkach w powietrzu i to też jest element filmu, który wywołał u mnie dziecięcą radość. Ciekawi mnie bardzo jak wyjdzie przyszłoroczny spin-off, bo ma spory potencjał na pokazanie tego uniwersum z trochę innej strony. Nie ukrywam, kilka tajemnic mnie zaintrygowało i też czekam na ich rozwinięcie. Sam mam kilka teorii, z których prawdziwości bym się ucieszył.

najwyzszy porzadek

W gimnazjum na pewno ustawiłbym sobie taką tapetę.

Polka: Mam cały czas z tyłu głowy, że film powstaje również z myślą o zupełnie nowych widzach. Stąd może pewne uproszczenia i brak wielkich zaskoczeń. “Nowa Nadzieja” zaskakiwała 40 lat temu swoją świeżością, mniej twistami w fabule. Może tutaj mamy trochę tak samo – nowa trylogia dopiero się rozkręca, oby! Jakku rzeczywiście wygląda jak znana nam już planeta, ale jednak mnie zachwyciła. Może mniej ze względu na samą przyrodę i jej mieszkańców, ale zdecydowanie bardziej na powojenny krajobraz. Czuje się jak bardzo konflikty obejmujące Republikę odcisnęły piętno na tym miejscu i ludziach. Może próbuję trochę na wyrost tłumaczyć scenariuszowe zagrania, ale ja tę nową gwiazdę śmierci odebrałam jako wyraz ślepego zapatrzenia w ideały Imperium przez siły Nowego Porządku. Trochę potwierdzałaby to też postawa Kylo Rena w stosunku do Vadera. Podobnie jak postać Huxa, który w jak się okazuje i może okaże się jeszcze bardziej, trochę nieudolnie kopiuje podstawy tyranii, którą znamy z poprzednich części.

Kajetan: Nieudolnie to oni kopiują prawie wszystko. Trochę mi w tym zabrakło jakiegoś nowego pomysłu na zagrożenie, ale o tym już wspominałem. Druga połowa filmu jest już za mocno przekalkowana z Nowej Nadziei. To boli mnie najbardziej, bo głupotek fabularnych się czepiać nie będę, ta seria nigdy nie była mistrzostwem w kwestii logiki przedstawianych wydarzeń. Po prostu mam nadzieję, że w przyszłych epizodach jednak odejdą trochę od utartego schematu. Bo tak naprawdę twórcy zostawili historię w takim miejscu, że dalej może wydarzyć się dosłownie wszystko. Mam nadzieję, że z tego skorzystają.

Polka: Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomnieliśmy. Niby trochę obok, ale jednocześnie atakujący z siłą nowej gwiazdy śmierci – marketing! Jesteśmy świadkami niemożliwie ogromnej akcji. Dopiero teraz widać co to znaczy, że ktoś/coś wyskakuje nawet z lodówki. Z jednej strony mnie to przeraża, bo boje się, że dojdzie do takiego przesytu, który obrzydzi widowni same filmy. Z drugiej, jestem naprawdę zafascynowana praktykami promocyjnymi. Wiem, że Star Wars + merchandising od zawsze szły w parze, ale to, co się dzieje teraz… wielkie wow.

van

Czym byłyby Gwiezdne Wojny bez złotej fury C3-PO?

Słyszałam o tym, że kina w małych miejscowościach dostały zgodę na pokazywanie Przebudzenia Mocy, pod warunkiem, że przez cały czas wyświetlania w repertuarze nie znajdzie się żaden inny film. Położona w sąsiedztwie Trójmiasta Rumia nie dopłaca do dwunastu pokazów dziennie. Przedszkolaki, z którymi pracuje moja mama nie bardzo radzą sobie z liczeniem do 10, ale wiedzą, ze premiera nowych Gwiezdnych Wojen jest 18 grudnia. Naprawdę żyjemy w ciekawych czasach ; )

Kajetan: Pozostając w gwiezdnowojennych metaforach: Nie ma co się oszukiwać, Disney to marketingowe Imperium, które dławi jakikolwiek opór, kiedy tylko chcę. I w tym wypadku nie ma mowy o żadnej rebelii. Ja się z takim marketingiem pogodziłem, choć takie akcje jak pomarańcze sygnowane logo Star Wars są czymś naprawdę zabawnym. Ale takie są zasady gry, które dawno temu w odległej galaktyce ustalił sam George Lucas. I z dwojga złego, lepiej to przyjąć na spokojnie niż niepotrzebnie złorzeczyć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>