Drugi sezon True Detective zakończony, więc zgodnie z obietnicą wracamy z rozmową na jego temat. Pierwszy odcinek oceniliśmy negatywnie, ale może całość okazała się warta zachodu? Ostrzegamy przed spoilerami!

Dostajemy serial na jaki zasługujemy

Polka: Osiem tygodni temu obiecaliśmy sobie wrócić do rozmowy o True Detective. Wtedy chyba jeszcze wierzyłam, że serialowi uda się przekonać mnie do stanięcia po drugiej stronie barykady. Ale sorry Nic Pizzolatto, jesteśmy siedem odcinków dalej, a ja nie zmieniam frontu – było nudno i z nadęciem. Może jesteś bardziej entuzjastycznie nastawiony i w końcu się o coś pokłócimy?

Kajetan: Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Po zakończeniu sezonu nadal nie za bardzo wiem, o czym on miał dokładnie opowiadać. W pierwszej historii mieliśmy przesłanie o tym, że nawet dla największych cyników istnieje szansa na odkupienie i nadzieję. W przypadku tegorocznej opowieści dowiedziałem się tyle, że jeśli masz w życiu przesrane, to będzie tak do samego końca. Muszę przyznać, że sama zagadka kryminalna zupełnie mnie nie wciągnęła, ale wcześniej w sumie też chodziło głównie o postaci. Czy po ośmiu odcinkach zmieniłaś swoje zdanie na temat głównych bohaterów?

Drugi True Detective po prostu nie wciąga

True Detective Farrel

Polka: Tak, zobojętnieli mi jeszcze bardziej. Ja, którą przejmuje każda pierdoła, pozostałam niewzruszona. Milionowa śmierć któregoś z bohaterów Gry o Tron chyba rusza mnie bardziej niż losy głównych bohaterów True Detective. I próbuję cały czas znaleźć odpowiedź na pytanie: Dlaczego? Przychodzi mi do głowy jedno. To, co w pierwszym sezonie było skrzętnie budowane poprzez dialogi, pejzaże i duszną atmosferę, próbowano przenieść do kolejnego sezonu. Okazało się jednak, że nie jest to matryca, która tutaj ma szansę zadziałać. Relacje między bohaterami, ich sposób mówienia, zachowania jest po prostu groteskowy. Klimat miasta jest właściwie żaden, mogłaby to być miejscowość X w stanie Y i nic by się nie zmieniło. Dla mnie to wszystko sprawia wrażenie zrobionego trochę na łapu-capu. Scenarzysta poganiany przez zleceniodawcę musiał szybko wymyślić historię, którą nam sprzeda.  

Kajetan: Ja mam jeszcze jedną teorię związaną z nieprzywiązaniem do postaci. Czwórka to po prostu za dużo na taką formę. W pierwszym sezonie mieliśmy dwie postacie i poznaliśmy je doskonale, nie było niedomówień. Tutaj zabrakło na to czasu. Najgorzej to się odbiło na postaci Paula Woodrugha, którego wątek zaprowadził nas ostatecznie zupełnie donikąd, a jego śmierć zupełnie mnie nie ruszyła. Paradoksalnie, największą sympatię czułem do bohatera granego przez Vince’a Vaughna, może dlatego, że jako jedyny działał według swoich zasad. Jednak najbardziej denerwowało mnie nieodparte wrażenie, że ktoś chce mi wmówić, że oglądam coś ambitnego i wyjątkowego. Nie uważasz, że pełno było w tym sezonie zabiegów, które w wizji twórców miały uchodzić za artystyczne?

True Detective

Polka: Wątek Semyonów rzeczywiście jest jednym z ciekawszych, albo inaczej: najmniej nudnych 🙂 Nadal utrzymuje, że Kelly Reilly całkiem nieźle sprawdza się w swojej roli. Niekiedy nieco zagubiona, ale twarda kiedy trzeba babka. Okazało się, że niekoniecznie wielka z niej femme fatale, ale wzbudziła moją sympatię. Mówisz o zabiegach artystycznych jak slow motion w  scenie, w której ginie postać Colina Farrella, czy charakterystyczne światło chwilę wcześniej  Niestety, na ich widok w pewnym momencie po prostu prychałam śmiechem. Mogliśmy też oglądać sporo ujęć autostrady. Liczyliśmy chyba oboje, że stanie się ona ważnym punktem w konstrukcji fabularnej tego sezonu. Tak się niestety nie stało. Pozostały umiarkowanie ładne obrazki. Chyba nie zostawię suchej nitki na Detektywie. Czyżbyśmy mieli do czynienia z nową praktyką hate-watchingu?

Kajetan: Mnie to światło załamało, bo było żenującym nawiązaniem do światła, które zobaczył Rust w pierwszym sezonie. Autostrada miała jeszcze sens na początku, bo wokół jej budowy działy się różne rzeczy, ale potem równie dobrze moglibyśmy oglądać zdjęcia Katowic. Hate-watching, hmmm, ja jednak trochę wierzyłem, że w którymś momencie stanie się coś, co uratuje ten sezon w moich oczach. Niestety nic takiego nie zaszło. Ciekawe czy twórcy zrozumieli swój błąd i przy następnej opowieści pójdą w innym kierunku. Inaczej, to już na pewno będzie hate-watching. Masz jakiekolwiek oczekiwania z następną serią, czy już się poddałaś? W Stanach jest dużo ciekawych regionów, może warto na przykład wybrać się na mroźną Północ.

Drugi True Detective zawodzi na wielu poziomach

Polka: Telewizja lubi surowy, zimny klimat, więc czemu nie? Sprawdzają się też przygraniczne, południowe rejony. Może to też byłby dobry kierunek? Czy czekam na kolejną serię? Mimo wszystko tak. Konstrukcja tego serialu jest inna niż większość telewizyjnych produkcji. Nie wrócimy do tej samej opowieści w kolejnym sezonie, więc można liczyć na to, że twórcy pójdą po rozum do głowy i odbiją się od dna. Na pewno będę z uwagą śledzić doniesienia o obsadzie trzeciej serii. Pewnie znowu pojawią się w niej jakieś gwiazdy.

Kajetan: Chciałem zauważyć, że ani razu nie poruszyliśmy tematu samej intrygi napędzającej ten sezon, a to chyba nie za dobrze świadczy w przypadku serialu kryminalnego. To zdecydowanie serial o postaciach, a nie śledztwach związanych z morderstwem. Też ciekawi kogo tym razem zaciągną do następnego sezonu, bo akurat ciekawych wyborów aktorskich twórcom odmówić nie można. Ja od siebie dodam, że jak dla mnie najlepszym sezonem “True Detective” pozostają dwa pierwsze sezony The Killing, który trzymają mnie w przekonaniu, że Nic Pizzolatto jednak jest w stanie nas jeszcze porwać.

Ture Detective he he he