Pixar wrócił do swojej szczytowej formy. “W głowi się nie mieści” to piękny, zabawny i mądry film, na który powinny wybrać się całe rodzinny. My rozmawiamy o tym, co nas najbardziej urzekło w opowieści o emocjach kierujących małą dziewczynką.

Kajetan: Pixar znowu to zrobił. Kiedy część ludzi zaczęła wierzyć, że ich złote lata minęły, studio pokazało wszystkim, że nadal ma bardzo ostry pazur.

Polka: To prawda, po istnym combo jakimi rok po roku były „Ratatuj”, “WALL-E”, “Odlot” i trzecia część “Toy Story”, odnotować można było lekki przestój. Ale po pięciu latach Pixar wraca z hukiem dzięki “W głowie się nie mieści”. Istna perełka – rozbawiła mnie, ale i ścisnęła gardło. Przyznaj się, uroniłeś łezkę?

Kajetan: Metaforyczną, jak najbardziej. Może nie jest to taki wyciskacz łez jak końcówka trzeciego “Toy Story” lub początek “Odlotu”, ale film na pewno porusza czułe struny. Robi to tym większe wrażenie, że twórcom udało się zrobić coś niesamowitego z jedną z najprostszych historii świata. W końcu fabuła opiera się na pokazaniu emocji dziewczynki, która cierpi z powodu przeprowadzki do dużego miasta. Niektórzy twierdzą, że przydałaby się jakaś większa trauma, ale ja uważam, że w tej pozornie banalnej sytuacji kryje się wielka moc przesłania nowego dzieła studia. W końcu o wiele łatwiej jest zasmucić widza czyjąś śmiercią niż zwykłą prozą życia.

Polka: Mnie od zawsze najbardziej poruszają najprostsze historie. Dlatego nie mogę się w żaden szczególny sposób przyczepić do konstrukcji fabularnej “Inside Out”. Jedyną rzeczą, jaka niekoniecznie mnie porwała, to warstwa wizualna filmu. Dużo bardziej podobała mi się animacja w scenach, w których widzieliśmy Riley i jej otoczenie z zewnątrz, niż to, co się działo w środku. Mając nieograniczone pole do popisu twórcy mogli naprawdę ostro zaszaleć. Tymczasem rozwiązania są dość nieskomplikowane. Oczekiwałabym jeszcze bardziej kolorowego, pełnego świata. Nie powiem, że to było brzydkie, bo było tysiąc razy ładniejsze i bardziej wysmakowane niż większość powstających i puszczanych w kinach filmów dla dzieci. Nie zapierało jednak dechu w piersiach.

inside out1

Kajetan: Do grafiki też mam kilka zastrzeżeń, ale najpierw podzielę się pewnym przemyśleniem. To moja pierwsza animacja, na której byłem w kinie od naprawdę długiego czasu, dlatego dawno nie miałem szansy oglądać trailerów bajek innych niż te flagowe i znane. I powiem, że jestem lekko przerażony tragiczną oprawą graficzną mniej znanych tytułów. W większości przypadków wyglądają jak słabe platformówki sprzed 15 lat. Jeśli chodzi o “Inside Out”, to zgodzę się, że graficy mogli bardziej zaszaleć. Ostatnio oglądałem “Uniwersytet Potworny”, który jest zdecydowanie mniej udanym filmem, ale tam Pixar naprawdę pokazał, co to znaczy fajna wyobraźnia w kreowaniu postaci. Mi przeszkadzała jeszcze jedna rzecz: to opowieść skierowana raczej do starszego widza, ale twórcom zależało chyba na uniwersalności i dlatego umieścili też trochę scen przeznaczonych dla najmłodszych. Rozumiem zamysł, ale mi to zgrzytało.

Polka: Powstające jak grzyby po deszczu bardzo słabe i zwyczajnie brzydkie animacje to ogromny problem. Dystrybutorom wydaje się chyba, że jak władują do dubbingu gwiazdę sezonu to załatwi sprawę. Mam wrażenie, że pokutuje myślenie, według którego dzieciom (do których przede wszystkim kieruje się daną produkcję) jest wszystko jedno, jakiej będzie ona jakości. I potem mamy tysięczną wariację opowieści-paskudki o siedmiu krasnoludkach itd. Mnie mimo wszystko równowaga między treścią “dorosłą” a “dziecięcą” wydawała się zachowana. Nie czułam przegięcia w żadną ze stron. Wracając do dubbingu – piałam z zachwytu widząc listę aktorów w oryginalnej wersji językowej. Fantastyczny skład komediowy z najwyższej półki. To powód, dla którego koniecznie za jakiś czas będę musiała obejrzeć “Inside Out” po angielsku. Ale trzeba przyznać, że polscy dubbingowcy również stanęli na wysokości zadania.

inside out 2

Kajetan: To przykład tej lepszej szkoły polskiego dubbingu. Niezbyt lubię tę drugą, w której bierze się znane głosy, by brzmiały jak znane głosy. Zwłaszcza jeśli nie są to zawodowi aktorzy, tylko np. Pudzian. W przypadku „W głowie się nie mieści“ nawet nie sprawdzałem listy dubbingowej (fajnie też, że plakat nie uderza nią jako najważniejszym elementem filmu) i potem się pozytywnie zaskoczyłem na zasadzie “o, to był on/ona”. Nawet często charakterystyczny i irytujący Pazura dał radę. Choć najbardziej podobała mi się Kinga Preiss podkładająca głos Smutkowi. Trochę z innej beczki: myślisz, że możemy kiedyś doczekać się drugiej części? Jestem nawet ciekawy, jak twórcy poradziliby sobie z chaosem związanym z okresem dojrzewania.

Polka: Nie miałabym nic przeciwko. Tym bardziej, że twórcy dali nam próbkę tego, jaki wachlarz możliwości zapewnia taka formuła. Jedna z cudowniejszych scen filmu to ta, w  której zaglądamy po kolei w głąb chłopięcych, dorosłych, kocich czy psich głów. Okres dojrzewania mógłby być ciekawym punktem wyjścia, pytanie tylko, czy nie pojawiłby się problem z targetem. Czy udałoby się napisać scenariusz, który zrozumieją młodsi widzowie? Wierzę, że jest to do ogarnięcia. I znowu wracamy do kwestii tego, do kogo powinien być skierowany film. Nie wiem, jak to wygląda w Stanach, ale mam wrażenie, że u nas pokutuje bardzo silne przekonanie, że animacja musi koniecznie być tworzona dla dzieci. Albo inaczej – musi być odpowiednio infantylna. Jak pojawia się coś poważniejszego, może trochę straszniejszego, to można spotkać się z falą negatywnych komentarzy rodziców. Pamiętam co się działo z „Koraliną”.

Kajetan: Ja na seansie byłem jedynym dorosłym bez towarzystwa dziecka, więc to może o czymś świadczyć, choć może dlatego, że wybrałem się przed południem. Jeśli chodzi o elementy dla dojrzalszych widzów, to Pixar nigdy się tego nie bał. Np. “Toy Story 3” było skierowane do ludzi w naszym wieku, którzy niedawno dorośli i musieli się pożegnać ze światem dzieciństwa. W ogóle studio często porusza takie tematy jak przemijanie, samotność czy niemożność stałego szczęścia. Dzieciaki tego nie docenią w pełni, ale mogą przy okazji wynieść wartościową lekcję.

Polka: Bo to raczej kwestia widowni, a nie producenta. Tak, jak mówisz, Pixar zawsze stara się stanąć na wysokości zadania, jeśli chodzi o przemycenie poważnych treści i wychodzi im to znakomicie. To miły zbieg okoliczności, że równo dwadzieścia lat po pierwszej produkcji, jaką było “Toy Story”, wytwórnia znów odnotowuje sukces. Zobaczymy, jak utrzyma się tegoroczna passa. Na pewno widziałeś w kinie zapowiedź najbliższego filmu wytwórni “The Good Dinosaur”. Mam nadzieję, że będzie tak dobry, jak wskazuje na to tytuł 😉

4-580