Najnowsza adaptacja To okazuje się horrorem, w którym bardziej przerażające od demonicznego klauna są ludzie i ich słabości. Osadzenie w popularnym gatunku pozwala twórcom na poruszenie tematów często unikanych w rozrywkowych produkcjach. 

Kajetan: Jak tam ma się Twój strach przed klaunami? Ja go nigdy za mocno nie czułem, ale dla wielu ludzi to prawdziwy koszmar dzieciństwa.

Polka: Na mnie klauny też nigdy nie robiły wrażenia. Może za wyjątkiem sytuacji, w której breloczek z klaunem śmiejącym się po naciśnięciu w nos, odezwał się w środku nocy z czeluści mojej szuflady, jak miałam jakieś 10 lat. Wychodzi na to, że chyba nadal jestem klaunoodporna. Muszę przyznać, że Pennywise, bo przecież o nim tak naprawdę mówimy, wydaje mi się najsłabszym elementem najnowszej ekranizacji powieści To.

TO Pennywise

Kajetan: Tak, demoniczny klaun to chodzący generator jumpscare’ów, który równie dobrze mógłby trafić do jakiegoś odcinka Scooby Doo. Nie boją się go nawet dzieciaki będące głównymi bohaterami filmu. Dla nich Pennywise jest bardziej przystępną formą lęków, z którymi da się walczyć jeśli zostaną ubrane w jakiś abstrakcyjny kształt. Pod tym względem To jest ciekawe – bohaterami są dzieci, które powinny być niewinne i nie bać się prawdziwego świata. Jednak każdy z młodocianych protagonistów jest w pewien sposób zwichrowany z powodu swojego najbliższego otoczenia.

W TO najstraszniejsze są ludzkie lęki

Polka: Młodzieńcze lęki oraz opozycja świata dorosłych i świata dzieci okazały się dużo bardziej groźne, obrzydliwe i o niebo ciekawsze, niż typowo slasherowe elementy filmu. Po seansie śmiałam się, że film byłby dużo lepszy, gdyby nie pojawił się w nim klaun. Czy atmosfera grozy i napięcia nie oddziaływałaby dużo mocniej i nie poruszała bardziej, gdyby Pennywise pozostawał zaledwie cieniem wychylającym się tylko co nieco z kanałów, przypominając o tym, jakie strachy kryją się na młodych w prawdziwym świecie? Ta potworna dosłowność trochę mnie zawiodła.  

TO klub frajerów

Kajetan: Ja mam do niej trochę mieszany stosunek. W pewien sposób te wszystkie hororrowate elementy uwiodły mnie jako dobra rozrywka. W ogóle to jest trochę dziwny film, nie boi się poruszać tematów, których współczesne rozrywkowe unika (problemy i przemoc wobec dzieci), co jest mocno progresywne, ale jednocześnie jest jakby nie z tej epoki. To kolejny powrót do estetyki lat osiemdziesiątych, który rok temu objawił się za sprawą Stranger Things. Wiem, że To jest adaptacją książki sprzed wielu lat, ale nie da się uniknąć porównania tych dwóch produkcji. Przecież w obu występuje nawet ten sam nastoletni aktor.

Polka: Dzieciaki wymiatają, to jest jasne. A dzieciaki w latach osiemdziesiątych to już w ogóle. Inspiracje Kinem Nowej Przygody sprzedają się doskonale. Lada moment obejrzymy drugi sezon flagowego serialu Netflixa. Nic nie wskazuje na to, żeby widzowie byli zmęczeni tą nostalgią. Czekają nas też premiery najnowszej części Thora oraz Spielbergowskie Ready Player One. Oba też wyraźnie nawiązujące do “ejtisów”. Pytanie jak długo kino będzie żerować na tej tematyce? Zobaczymy… Mi się jeszcze nie znudziło 🙂

To lata osiemdziesiąte

Kajetan: Ta moda nie powinna dziwić, po prostu ludzie, którzy byli wtedy dzieciakami dorwali się w końcu do sterów i mają możliwość pobawić się trochę w nostalgiczne podróże. Jednak wróćmy do filmu o morderczym klaunie. Stwierdziliśmy, że sam Pennywise mordujący nastolatków jest mało straszny, ale przyjrzyjmy się właśnie tym prawdziwym strachom. Gdy przyjrzeć się im bliżej okazuje się, że każdy z nich dotyczy dorastania. Wydaje mi się, że kiedyś takich opowieści było więcej, bo dawno nie widziałem filmu, w którym ta tematyka nie byłaby potraktowana po macoszemu. Zwłaszcza w kwestii rodzącej się seksualności nastolatków i wynikającym z tego zamieszaniu. Kurczę, naprawdę czuję się jakbyśmy pisali o dwóch różnych filmach, które nie zawsze się ze sobą łączą. Może wynika to z tego, że dostajemy dopiero połowę całej historii, przez co sama tajemnica Pennywise’a i klątwy wiszącej nad miasteczkiem nie zostaje właściwie wytłumaczona. Ha, ja nawet nie jestem wyczuć, czy To Ci się właściwie spodobało.

W TO najlepsze są elementy spoza horroru

Polka: Moja wielka miłość do tzw. coming of age movies wygrywa z wrodzoną niechęcią do horrorów. Z przekonaniem mogę powiedzieć, że mimo wielu wątpliwości co do fabularnych oczywistości i sięgania po chwyty z kina Burtona, film Muschiettiego mi się podobał. Wspomniane przez Ciebie “prawdziwe strachy” przypomniały mi o innej fantastycznej ekranizacji Kinga – Stań przy mnie. Tam również młodzi chłopcy z prowincji zmagają się z własnymi demonami – dojrzewaniem, konfliktem pokoleń, szkolnymi wyrostkami, końcem beztroski. To jest prostota opowieści, którą uwielbiam. I chyba nie do końca zgodzę się z Tobą, że dawno nie oglądaliśmy dobrych historii o dojrzewaniu. Warto przypomnieć Boyhood, Moonrise Kingdom czy Królów lata – całkiem niezłe kino, każde z trochę innej beczki. Nie ma co ukrywać – w przypadku It głównym czynnikiem napędzającym zainteresowanie produkcją jest jej gatunkowy charakter. Czy gdyby nie był to horror, to dzisiaj moglibyśmy śledzić pnące się w górę słupki z zyskami? Czy film zarobiłby w weekend otwarcia dwa razy więcej niż prognozowano? Czy rozmawialibyśmy o nim z takim zaangażowaniem? Pewnie nie. Należy więc przyznać, że twórcy osiągnęli całkiem dobrą równowagę między kinem grozy, a zgrabną opowieścią o wchodzeniu w wiek dojrzewania.

TO klaun

Kajetan: Ciekawi mnie też, jakie wyniki przyniosą następne weekendy – to jeden z tych filmów, które mogą zyskać na pozytywnych recenzjach, bo wielu ludzi (ze mną włącznie) niezbyt wierzyło w sukces kolejnej adaptacji Kinga. Teraz możemy być pewni powstania następnej części, która kładzie mroczny cień także na tę odsłonę – skoro drugi rozdział dotyczy już dorosłych wersji naszych bohaterów, to oznacza, że wszystkie traumy będą im towarzyszyły całe życie. To też dość gorzka i dojrzała pigułka – nie wystarczy pokonać demonicznego klauna, aby magicznie wszystko naprawić. Hoink Hoink!