Każdy z nas kiedyś znalazł się w relacji, z której nie mógł zrezygnować pomimo narastającej niechęci.  Jednak wraz z wiekiem przychodzi zgorzknienie i świadomość uciekającego czasu. Dlatego warto odrzucić sentymenty i powiedzieć sobie: dość!

Muszę się przyznać do problemu, który już niejednokrotnie doprowadził do złamania mojego serca. I choć tyle się zdarzyło, to ono głupie wciąż wyrywa do przodu. Zawsze byłem człowiekiem, który szybko potrafił się przywiązać i dać szansę nawet wtedy, kiedy wydawałoby się, że z dalszego poznania i tak nie wyjdzie nic dobrego. Najczęściej okazywało się to prawdą, ale czasami wychodziło na moje. Jednak najgorzej wspominam relacje, które rozpoczynały się świetnie, można mówić o miłości od pierwszego spotkania. Było cudownie przez pierwsze dwa-trzy lata, ale później wyraźnie coś zaczynało się psuć. W takim momencie trudno już tak nagle zerwać, bo po pierwsze szkoda spędzonego wspólnie czasu, a po drugie zawsze jest ten cień nadziei, że będzie tak jak kiedyś. Teraz wiem, że to zwykła naiwność, która tylko spiętrza okropne rozgoryczenie.

Znalezione obrazy dla zapytania rozstanie

 

Rozpoczęcie nowego związku z serialem to nie jest spacer po bułki. Mało jest równie angażujących czasowo rozrywek, to w końcu tkwi w ich pierwotnych założeniach. Zaczynając takie “House of Cards” musimy być świadomi, że pięćdziesiąt dwa odcinki zabiorą nam ponad dwie doby życia. Nasz czas na Ziemi jest mocno ograniczony i przed jego skróceniem trzeba sobie zadać pytanie – czy warto poświęcić jego część na kolejny serial? Zostając przy tym przykładzie – przez dwa sezony jest super, jednak już w trzecim Frank Underwood podupadł na formie i wiele osób poczuło się oszukane i uznało czas za stracony. Ja twardo zostałem wierny i w czwartym znowu mogłem cieszyć się z naszej relacji. Jednak ten przykład to jeden z nielicznych przypadków. O wiele częściej, jak serial  raz się popsuł, to nie wracał na właściwą ścieżkę, a ja jak głupi szedłem z nim dalej.

Znalezione obrazy dla zapytania rozstanie

Flagowym przykładem takiego niezdrowego związku było dla mnie “Sons of Anarchy”, którego byłem wielkim fanem do trzeciego sezonu. Czwarty był jeszcze okej, ale potem zaczęła się dla mnie męczarnia. Nie mam pojęcia, czemu nie przerwałem oglądania i cierpiałem przez kolejne trzy sezony. Po prostu głupio było mi przestać. Tak jak bardzo dawno temu z “Prison Break”. Chyba moja wierna natura okazała się dla mnie pułapką. Tyle zmarnowanych godzin, które mogłem poświęcić na bardziej wartościowy związek. Tyle wylanych łez z powodu obserwowania kolejnych upadków ukochanych serii. Gdzie teraz szukać tej uleciałej młodości i dawnej pogody ducha?

wolvie

Te wszystkie bolesne wspomnienia nauczyły mnie jednak czegoś ważnego – gdy coś się psuje to trzeba pozbyć się sentymentów. Serialowe morze jest pełne rybek jak nigdy przedtem i nie ma co trzymać się serii, która już nie daje nam radości. Dlatego nie czuję już bólu, kiedy zrywam z serialem w trakcie trzeciego sezonu – to znak, że i tak powinien się już skończyć, a producenci po prostu chcą wyciągnąć z niego jeszcze więcej kasy. Tak samo nie słucham już rad na zasadzie – pierwszy sezon trzeba przemęczyć, ale potem już zaczyna się robić fajnie. Dwanaście godzin śledzenia jakieś nudy tylko po to, aby zaryzykować dalszy zawód? Ja podziękuję, obecnie jak serial nie wciągnie mnie po czterech odcinkach to zazwyczaj go porzucam. Może jestem łatwy i powierzchowny, ale młodszy się nie robię i nie mam już siły ponownie zaangażować się w długotrwałe relacje bez przyszłości. Lepiej przerzucić się na kolejną produkcję i ostatecznie odnaleźć coś, co mi pasuje. I to radzę Wam wszystkim – nie tkwijcie w toksycznych relacjach z serialami, naprawdę szkoda życia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>