Czy da się zrobić pełnometrażowy film mając pomysł na jakieś dwadzieścia minut? Oczywiście – jeśli tylko można przykleić do niego znaną mordę.

Uwaga autorska: Ta recenzja to pewien eksperyment. Napisałem ją w ciągu, bez ponownego czytania. Zrobiłem to  aby oddać nastrój opisywanego filmu. Skoro autorzy mogą sobie nie sprawdzić swojego dzieła, to ja też sobie pozwolę.

Czesława Mozila można nie lubić, uznawać za grafomana i wyjca, ale trudno mu odmówić bycia postacią charakterystyczną. Ma on w sobie ten prosty urok człowieka, któremu przypadkiem udało się w życiu i bardzo chętnie z tego faktu korzysta. Koleś po prostu ma ten rodzaj charyzmy, który sprawia, że ludzie po prostu chcą go oglądać. Nic zatem dziwnego, że ktoś w końcu postanowił tę popularność wykorzystać na dużym ekranie i zrobić film z udziałem najbardziej znanego akordeonisty w Polsce. I co ciekawe, ktoś miał nawet na to pomysł, a dokładniej pomysłów kilka. Szkoda tylko, że nie zdecydował się na wszystkie naraz, a każdy z nich starczył na jakieś dziesięć minut fabuły, z których postanowiono zrobić pełen metraż.

czeslaw-2

Pierwszym pomysłem jest zrealizowana historii w konwencji dokumentu. Znane osoby ze świata rozrywki (m.i.n Materna, Gaba Kulka, Nergal czy Cezik) opowiadają historie o załamaniu się Czesława, który przestaje grać muzykę i szybko stacza się na dno i zaczyna mieszkać z bezdomnymi. I ta warstwa filmu jest najciekawsza – Mozil pokazywany jest tutaj w swoich najbardziej kompromitujących momentach, strasznie fałszuje, jest pijany itp. Fajnie pokazywany jest tutaj dystans muzyka do własnej osoby. Uwielbiam taką stylistykę, ale tutaj materiału starczyłoby na skecz na youtube, więc trzeba było dodać kolejną warstwę fabularną. Jako oś całej historii poznajemy dwóch stoczniowców ze Świnoujścia, którzy po stracie pracy postanawiają założyć swój biznes. To para naiwniaków dająca się wkręcić w kupno licencji na tytułową szkołę uwodzenia, która oczywiście okazuje się niewypałem. Dziwnym zrządzeniem losu udaje im się do niej sprowadzić będącego na dnie Mozila i w ten sposób zachęcić potencjalnych uczniów. I tutaj ponownie widać szansę na film w stylistyce “Goło i wesoło” – grupa przegrańców wbrew przeciwnościom losu zaczyna odnosić sukces i uczy się własnej wartości. Tylko ponownie – materiału starczy tu tylko na fragment filmu. Trzeci pomysł, wprowadzony ewidentnie na siłę, zakłada satyrę na świat polskich mediów i celebrytów.

szkola-czeslawa

Jak już wspomniałem, te wszystkie pomysły starczyły na jakieś piętnaście minut filmu. I dlatego na początku nie było aż tak źle. Myślałem sobie, że owszem aktorstwo jest raczej, wszystko dość sztuczne i drętwe, ale to tragedii na poziomie naprawdę słabych polskich filmów jest daleko. Trochę zaczynałem się obawiać, czy przypadkiem moje gusta nie są jakieś spaczone, ale potem nastąpiła reszta filmu i każdą minutą było coraz gorzej. Oglądanie tej anomalii jest trochę jak spieprzanie się z wysokiej górki – na początku spadamy powoli i liczymy na to, że nic nam się nie stanie, ale potem wbijamy się w pierwszy kamlot i zaczynamy przyśpieszać. Pod koniec zasuwamy jak błyskawica, uderzamy we wszystkie możliwe przeszkody i modlimy się o koniec. Film sprawia wrażenie, jakby w procesie kreatywnym nie nastąpiła żadna selekcja i scenariusz pisany był na jednym posiedzeniu, bez późniejszego ponownego czytania. Pełno tutaj scen i postaci, które nic nie wnoszą do fabuły, znikają na godzinę, a potem wracają. Im bliżej końca, tym większa randomizacja, a sam finał pozostawia w osłupieniu swoją nijakością i brakiem jakiekolwiek napięcia. Aktorzy, zwłaszcza Mozil, zachowują się jakby na niczym im nie zależało i byli w tym filmie za karę. Naprawdę, nie wiem kiedy ostatnio widziałem film, w którym wszystko tak mocno by się rozklejało. Niesamowite przeżycie.

czeslaw-materna

Chyba jedyna zabawna scena w całym filmie

Jednak jest w tym filmie przesłanie, o tyle ciekawe, że autotematycznie związane z samym dziełem. Na końcu tej niesamowitej historii wystawiane jest show, które okazuje się wielkim pośmiewiskiem, ale pojawia się Mozil i ratuje sytuacje. To bardzo ważna lekcja mówiąca nam, że można zrobić najgorszy szajs, ale przyklei się do niego znaną mordę, to i tak uda się go sprzedać. Taka autorefleksja jest czymś niezwykłym w kinie rozrywkowym, dlatego też okazuje się, że mamy do czynienia z prawdziwą i mądrą satyrą na nasze społeczeństwo.

Ps. Na sali kinowej byłem zupełnie sam, więc w ramach relacji mogłem zrobić poniższe zdjęcie ukazujące mój stan pod koniec seansu.

czeslaw-ja