“Król darknetu”, czyli dorwać narkotykowego pirata.

 “Król darknetu”, czyli dorwać narkotykowego pirata.

Silk Road było pierwszą witryną, która wykorzystywała kryptowaluty do swobodnego handlu narkotykami w sieci. “Król darknetu. Polowanie na genialnego cyberprzestępce” szczegółowo opowiada historię jej założyciela oraz próbujących dorwać go agentów organów ścigania.

Jedną z najbardziej fascynujących cech współczesnego Internetu jest jego wielopoziomowość i fakt, że większość z nas nie ma pojęcia, jak wygląda mroczniejsze, ukryte przed wzrokiem zwyczajnych użytkowników, oblicze sieci. Takie hasła jak TOR czy Darknet obijają się o uszy, ale raczej mało kogo naprawdę interesują. Prawie każdy słyszał coś o działających w sieciowym podziemiu targowiskach, na których można kupić właściwie wszystko, ale nadal brzmią one bardziej jak coś wyjętego z filmu szpiegowskiego niż miejsca, do których dostęp może mieć każdy, kto włoży w to odrobinę wysiłku. Zazwyczaj nie doceniamy też skali tego zjawiska, nadal brzmiącego jak ciekawostka niż prawdziwy biznes, którego skala wciąż rośnie. Narkotyki, broń, ludzkie organy czy wykradzione dane użytkowników codziennie sprzedawane są na masową skalę, przynosząc obrotnym handlarzom gigantyczne pieniądze. Patrząc na ogrom zjawiska aż trudno uwierzyć, że to wszystko rozpoczęło się zaledwie dziewięć lat temu za sprawą Rossa Ulbrichta – byłego studenta fizyki, który postanowił połączyć swoje wolnościowe poglądy i zamiłowanie do narkotyków. W ten sposób powstało Silk Road, które z małej stronki służącej Rossowi do sprzedaży grzybków błyskawicznie zmieniło się w miejsce mające na zawsze zmienić oblicze sieci, a jego samego uczynić jednym z najbardziej ściganych ludzi w USA. To właśnie jego historię w szczegółach opowiada Król darknetu autorstwa Nicka Biltona.

Tak wyglądała witryna Silk Road

Opisana w książce Biltona historia sprawia wrażenie fabuły stworzonej na potrzeby telewizyjnego serialu, a nie czegoś, co wydarzyło się naprawdę. Bo trudno uwierzyć w to, że niepozorny, nie mogący odnaleźć swojej życiowej drogi, dwudziestoparoletni idealista rozpoczął internetową rewolucję mając do dyspozycji właściwie tylko laptop z dostępem do sieci i nieskończone pokłady determinacji. Niesamowite jest obserwowanie jak pozornie nieszkodliwy, zupełnie nie przykładający uwagi do dóbr materialnych outsider powoli zmienia się we władcę błyskawicznie rozwijającego się imperium,  jednocześnie nie dając niczego po sobie poznać w “prawdziwym świecie”. Z jednej strony wciąż pozostaje trochę oderwanym od rzeczywistości, lubiącym towarzystwo i zabawę Rossem Ulbrichtem, z drugiej zaś coraz bardziej wciąga się w kreowanie postaci Strasznego Pirata Robertsa (pseudonim zainspirowany “Narzeczoną dla księcia), który jest nie tylko sprawnym przedsiębiorcą zarabiającym miliony dolarów miesięcznie, ale przede wszystkim mentorem dla podobnych sobie wrogów państwowej kontroli. Ta dwoistość jego natury ujawnia się także w częściach książki poświęconych przedstawieniu wielkiego polowania, które prowadzone jest przez kilku różnych agentów organów ścigania. Każdy z nich ma wrażenie, że podąża tropem niesamowitego geniusza zbrodni, doświadczonego kryminalistę, a nie ukrytego za ekranem komputera młodziaka, który zarządzania swoją stroną uczy się na bieżąco, oczywiście wciąż przy tym improwizując. Przy okazji popełniając masę drobnych błędów, które w końcu doprowadzą do jego upadku. W sumie nic dziwnego, że jeden z dwóch cytatów otwierających książkę pochodzi z Breaking Bad

“Króla darknetu” czyta się jak thriller

Ross Ulbricht, czyli geniusz zbrodni we własnej osobie.

Króla darknetu czyta się jak dobrą powieść sensacyjną nie tylko z powodu niesamowitości całej historii powstania Silk Road, ale także fabularyzowanego stylu, w którym wszechwiedzący narrator dokładnie opisuje losy Rossa oraz ścigających go agentów. Jednak Bilton nie skupia się tylko na sytuacjach związanych ze sprawą. Każdego z ważniejszych bohaterów poznajemy bardzo dobrze także ze strony osobistej – dowiadujemy się o historii ich życia, światopoglądów, wchodzimy do ich domów i poznajemy rodziny. Autor włożył bardzo dużo wysiłku, abyśmy mogli poczuć się, jakbyśmy śledzi losy postaci z powieści, a nie tylko bohaterów klasycznego kryminału. Jest to zabieg z całą pewnością pozwalający lepiej wciągnąć się w tę historię, ale niektóre literackie zabiegi (typu opisy przyrody) wychodzą dość drewnianie i przypominają, że to książka napisana przez dziennikarza śledczego, a nie powieściopisarza.

Bardzo doceniam to, że Król Darknetu to nie tylko niezwykła opowieść, ale także próba przedstawienia ewolucji i powolnego wypaczenia poglądów głównego bohatera. Bilton świetnie portretuje postać idealisty, która każde swoje zachowanie jest w stanie wytłumaczyć sobie własnym światopoglądem. Fascynujące jest obserwowanie, jak główny bohater przekracza kolejne granice, prawne i moralne, podejmując decyzje, które służą wzrostowi jego strony, jednocześnie coraz bardziej radykalizując się w swoim wolnościowych poglądach. Nie zauważając przy tym, że jego idealistyczna wizja świata w dużej mierze służy do zarabiania pieniędzy przez ludzi mających na celu tylko zysk.  Do samego końca Ulbricht uważa, że jego główną jest zapewnienie ludziom swobodnego dostępu do wymiany dóbr i usług, z którymi każdy może zrobić co chce. On sam uważa się za wizjonera, który rozpocznie rewolucję mogącą na zawsze zmienić oblicze świata. Jednak z każdym rozdziałem granica między działaniem w imię dobrej sprawy, a karmieniem własnego ego zaczyna się zacierać.

Dla każdego coś miłego

Króla darknetu przez większość czasu czyta się świetnie, ale pod koniec można poczuć pewne zmęczenie spowodowane wcześniej chwalona szczegółowość. Bilton poświęca trochę za dużo miejsca kilku wątkom (choćby życiu uczuciowemu Rossa), które są istotne dla budowy jego rysu psychologicznego, ale w mniejszej dawce także spełniałyby swoją rolę. Mam też wrażenie, że czasami brakuje tu równowagi pomiędzy tłumaczeniem internetowej terminologii – najczęściej dostajemy dość klarowne wyjaśnienia najbardziej podstawowych haseł, innym razem można odczuć brak pomagającego przypisu. Książka może być przez to czasami irytująca dla bardziej ogarniętych w temacie czytelników – to pozycja stworzona tak, aby nawet zupełny laik mógł ją zrozumieć. Rozczarowuje też zamieszczony na końcu rozdział dotyczący zbierania materiałów potrzebnych do napisania książki. Bilton na niecałych trzech stronach wspomina o tym, że wymagało to przegrzebania się przez tysiące stron akt sądowych, zapisów czatów prowadzonych na Silk Road, setek godzin wywiadów itp. itd. Przy takim ogromie włożonej pracy ciekawie byłoby poczytać choćby odrobinę więcej na temat samego procesu. Rozczarowuje też bibliografia składająca się z kilku tekstów na portalach internetowych. 

Pomimo kilku swoich wad (odczuwalnych głównie pod koniec lektury) Król darknetu wciągnął mnie mocniej niż niejeden thriller. Łapałem się na tym, że nie mogę go odłożyć, bo jestem zbyt ciekawy, jak cała sprawa rozwinie się dalej. Polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o jednym z najbardziej frapujących zjawisk związanych z rozwojem sieci, a przy okazji spędzić czas z wyjątkowo zajmującą książką. 

Książka wyszła w nakładzie wydawnictwa Czarne. Za tłumaczenie odpowiada 

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien