Krystian Nowak napisał książkę, która stanowi satyrę na pokolenie nie potrafiące rozróżnić internetowej kreacji od prawdziwego świata. Ze mną porozmawiał o tym zagubieniu w krainie miliona lajków. 

Mam nadzieję, że jesteś kimś, kto w końcu jest w stanie odpowiedzieć na trawiące wszystkich pytanie: ile lajków potrzeba, aby zmienić fanpejdżystę w pisarza?

Chyba muszę cię rozczarować, ponieważ to pytanie raczej do wydawcy, na ile sprzedanych książek wycenia tysiące czyichś lajków. Nie jestem chyba też odpowiednią osobą, by udzielić tej odpowiedzi, ponieważ mimo że posiadam tysiące lajków i dziesiątki fanpejdży, to żaden wydawca do którego wysłałem książkę o tym nie wiedział.

Dobrze, że to zaznaczyłeś, bo od razu zamyka to usta każdemu, kto twierdzi, że prowadząc stronkę, to każdy może sobie wydać książkę.  Czy czujesz, że działalność w social media może u niektórych obniżać Twoją wartość jako pisarza?

Oczywiście, że tak. Dlatego w pełni świadomie nie chciałem uderzać do wydawnictw z tekstem na otwarciu: “Hej! Jestem X, to jest moja książka, a tak poza tym, to mam łącznie jakieś ćwierć miliona lajków na FB i co wy na to?” Chciałem, aby decyzja w wydawnictwie o tym, czy moje pisanie się do czegoś nadaje, zapadła w miarę możliwości na podstawie, że się tak wyrażę, wyceny merytorycznej. Nie jestem wczoraj urodzony i wiem, że każdy tekst w każdym wydawnictwie, zwłaszcza tym dużym, ogląda się także pod kątem “czy to się sprzeda”, ale nie chciałem, aby pytanie brzmiało: “czy możliwe, że on to sprzeda sam?”, tylko “czy nam się to podoba i czy w związku z tym, spróbujemy to sprzedać?” Ja oczywiście nie mam problemu z autopromocją, bo, wbrew temu co się niektórym wydaje, moje fanpejdże to nie są organizacje pożytku publicznego z określoną społecznie rolą, której nie powinno się mieszać z własnymi interesami. Na każdym z nich, niezależnie od tego czego dotyczą, w jakiś sposób wyrażam się twórczo (nie mylić z artystycznie) wobec czego nie wydaje mi się to niestosowne, aby poinformować wszystkich o tym, że oto zrobiłem coś poza danym FP.

wszyscy autor

Ma to sporo sensu, zważywszy na tematykę książki. Muszę Ci się przyznać, że jak pierwszy raz zobaczyłem jej opis, to pomyślałem – o nie, znowu coś o braku komunikacji wśród ludzi zagubionych w ponowoczesnej rzeczywistości. Rozumiesz o jaki rodzaj literatury mi chodzi?

Rozumiem, wg. mnie ten opis to nie jest najlepsza rekomendacja, ale wiesz, taki przygotował wydawca. Może taki był jego odbiór tej książki, a może uznał, że tak będzie mu ją łatwiej sprzedawać. Ja w to nie chciałem ingerować. Być może to kwestia mojego charakteru, bo bardzo nie lubię wtrącać się w cudzą pracę. Nie jestem chyba też najlepszą osobą do oceny tej kwestii, ponieważ najchętniej zabroniłbym jakichkolwiek opisów i blurbów na książkach. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek natrafił na taki, który by mnie do przeczytania książki przekonał. Powiem wręcz, że raczej czytam je wbrew tym opisom. Każdy jeden mnie albo wkurza, albo nie brzmi interesująco, albo zalatuje patosem czy banałem, co mnie zraża. Staram się generalnie nie patrzeć na tyły książek przy ich kupowaniu.

W takim razie pytanie “O czym jest Twoja książka?” musi być dla Ciebie niezłym koszmarem.

Nie wiem tego na pewno, ale chyba dla każdego jest. Bo co jest ważniejsze? To o czym ja chciałem, żeby była, to, o czym wyszła, czy to, jak zinterpretował ją czytelnik?

No to może przejdziemy właśnie do tego. Ja traktuję Twoją książkę jako zapis niemożliwej do zdzierżenia frustracji, która sprawnie kryje się pod płaszczykiem szydery i heheszkowania. Nie obawiasz się, że dużo osób może zauważyć tylko tę drugą część?

Nie, niespecjalnie. Jeśli ktoś chce tu widzieć obraz pokolenia – fajnie. Jeśli kogoś to przybija, denerwuje, ta frustracja go przytłacza – też spoko, bo to są jakieś emocje i oznacza, że książka działa. A jeśli ktoś ma po prostu kilka chwil uciechy i śmiechu, to jak dla mnie jest to tak samo wartościowe, jak te wszystkie inne reakcje. Umówmy się, to nie jest wielka literatura i nigdy do takiego miana ta książka aspirować nie miała. To jest pop. Rozrywka. Gorzka, bo gorzka, ale rozrywka. Jeśli kogoś skłania do refleksji – to super. Jeśli czytający po prostu dobrze się przy tym bawił – dla mnie nadal świetnie.

Jednak jest coś, w czym “Wszyscy ludzie…” mocno się wyróżniają. Nigdy jeszcze nie czytałem chyba książki, która tak sprawnie oddawałaby język dzisiejszej sieci. Dla kogoś nieobytego z netem, może okazać się nawet niezrozumiała.

To było moje podstawowe zmartwienie zasadniczo. Pisałem tą książkę łącznie pewnie ze dwa lata. Oczywiście nie ciągiem, ale tyle ostatecznie to zajęło. Potem od momentu podpisania umowy i premiery minął ponad rok. Język internetu szybko się dezaktualizuje. To co było zabawne tydzień, bywa już przebrzmiałe, często wręcz irytujące. Staje się bezbekiem. Ale stwierdziłem, że to nie do uniknięcia przy tej formie i tym tempie zmian trendów i ewolucji języka w sieci. Stwierdziłem więc, że co najwyżej będzie to pewien zapis swojego czasu, o którym wielu ludzi pewnie nie pamięta już po miesiącu. Bo przecież memy czy śmieszkowe trendy to nie jest to coś wybitnie wartego zapamiętania.

Twój bohater też raczej nie jest człowiekiem, którego w normalnym życiu uznaliśmy byśmy za wartego zapamiętania.

On oddaje, mam nadzieję, czy też wyśmiewa, pewne postawy panujące w naszym pokoleniu. To nie jest kwestia pamiętania o nich, tylko bycia ich świadomymi. Takich ludzi jak bohater możemy nie pamiętać, w sensie nie myśleć o nich i ich nie wspominać, ale ich znamy.

wszyscy like

Na pewno znamy też wzorce, do których aspirują. Czytając o Krystianie miałem wrażenie, że w tym człowieku nie ma nic własnego. Każde jego zachowanie podyktowane jest modą lub potrzebą spełnienia konkretnego warunku koniecznego do bycia modnym twórcą. Oprócz oczywiście samego aktu tworzenia.

Umówmy się, że mało jest na świecie ludzi, którzy są na tyle silnymi indywidualnościami, by tworzyć własne wzorce zachowań czy norm. Poza tym, ta książka jest satyrą. Oczywiście, że bohaterowie reprezentują przerysowane wzorce społeczne, które obserwujemy na co dzień. Krystian w książce miał uosabiać przerysowanie właśnie tych wszystkich aspirujących twórców, w tym zapewne mnie samego, którzy bardzo dużo czasu i myśli poświęcali kreowaniu siebie, zamiast kreowaniu swojego dzieła. To też taki przytyk do mediów, które nie zwracają bardzo często uwagi na to, co ktoś stworzył, tylko jak się nosi czy zachowuje. Tak jakby styl bycia legitymował twórcę, nie zaś jego twórczość.

Satyra się sprawdza, kiedy rzeczywiście może uderzyć w czuły punkt. Czekasz na obrażone reakcje znajomych ze socialmediowej branży?

Na nic nie czekam. To moja pierwsza książka. Nie wiem co się stanie ani czego się spodziewać. Cokolwiek to jednak by nie było, na pewno nie jestem na to gotowy.

Miliony lajków nie przygotowują na potencjalny sukces? Przecież to tylko kwestia nastawienia, jakby powiedzieli Twoi ulubieńcy z kasty motywacyjnej.

Miliony lajków mogą chyba jedynie stworzyć ułudę. Trzeba umieć rozróżniać skutek z przyczyną. Lajki były dla czegoś, a książka to coś innego. Miliony lajków nie przyniosły mi też żadnych wymiernych korzyści, a raczej same kłopoty. Nie jestem nastawiony negatywnie czy pesymistycznie. Ja po prostu nie jestem nastawiony. W ogóle. Zrobiłem coś, co czułem, a teraz patrzę co się będzie z tym dziać. I nie jest wykluczone, że nic.