David Foster Wallace należy do rzadkiego rodzaju pisarzy, których książki mogą naprawdę zmienić sposób patrzenia na niektóre zjawiska dzisiejszego świata. To typ literatury zmuszający do rozdrapywania swędzących miejsc aż do krwi. I dlatego każdy powinien się z nim zapoznać.

 

Rozmyślania nad kształtem poniższego tekstu zajęły mi wyjątkowo dużo czasu. Nie mogłem się zdecydować, z jakiej strony powinienem poruszyć temat twórczości Davida Fostera Wallace’a. Powodów ku temu było kilka, ale przodowało w nich poczucie pokory wynikające ze strachu przed zmierzeniem się z tak ważną dla kultury postacią. Stwierdziłem, że nie do końca mogę podjąć się tematu głębszego spojrzenia na samą jego literaturę, bo są to książki na tyle skomplikowane formalnie, że mało jest w tym kraju osób, które mogłyby w pełni je przeanalizować. Poza tym to temat na kilka doktoratów, a nie krótki wpis na blogu. Byłoby to na pewno niepełne, zwłaszcza w świetle tego, że wciąż czekamy na polskie wydanie Infinite Jest, które powszechnie uznawane jest za jego największe dzieło. Podobnie ma się sprawa z komentarzami Wallace’a dotyczącymi zachodniego społeczeństwa doby późnego kapitalizmu. Tu z kolei bałem się, aby nie bagatelizować jego roli, sprowadzając ją tylko do “głosu pokolenia”, bo tematyka przez niego poruszana dotyka o wiele szerszych kręgów, a on sam okazał się całkiem dobrym prorokiem zmian, za które odpowiedzialne są współczesne media i rozwój szybkiego dostępu do informacji. Mając w głowie powyższe obawy postanowiłem, że podejdę do tego wyzwania z bardziej osobistej strony i postaram się Wam pokrótce opisać dlaczego twórczość i postać Wallace’a są tak istotne dla współczesnej kultury. Lub pisząc uczciwiej: co najbardziej zaintrygowało mnie w ciągu ostatniego miesiąca spędzonego w dużej mierze w zapoznawaniu się właśnie z nimi.

Jason Segal jako David Foster Wallace w filmie The end of the Tour

Kluczowe dla jego twórczości wydają mi się dociekania próbujące odnaleźć źródła pewnego specyficznego smutku i niespełnienia mającego swój początek w końcówce poprzedniego wieku. Wallace szukał ich między innymi w przesyceniu późnym kapitalizmem, nieustannie podkręconym kultem własnej indywidualności oraz zastępowania prawdziwego rozwoju coraz łatwiej dostępną, niewymagającą żadnej aktywności rozrywką. Szczególnie ciekawy wydał mi się ten ostatni temat, bo to w jego kwestii komentarze pisarza okazały się wyjątkowo trafne. Sam należał do pierwszego pokolenia mieszkańców USA wychowanych przez telewizję, która stała się dla niego symbolem niekończącej się rozrywki wymagającej od widza tylko biernego obserwowania. Zresztą, Wallace przyznawał się do własnego problemu z telewizją, która była dla niego uzależniającym sposobem na wyłączenie własnego mózgu. Nic więc dziwnego, że w Infinite Jest głównym tematem są wszelkiego typu uzależnienia, ze szczególnym naciskiem na rozrywkę odrywającą człowieka od potrzeby kontaktu z innymi żywymi ludźmi. Pisarz snuł także (pod koniec lat dziewięćdziesiątych) wizje rozwoju Internetu, w którym wszechobecny zalew danych doprowadzi do tworzenia filtrów, przez które przechodzić będą treści spreparowane pod indywidualne gusta, tak aby odbiorca był wiecznie zadowolony z tego co widzi. Skojarzenia z dzisiejszymi algorytmami rządzącymi siecią nasuwają się same.

Kolejnym aspektem współczesnej kultury, który Wallace uznawał za znaczący był jej problem ze zbyt dużym oddaniem się wszechogarniającej ironii, co stanowiło bezpośrednią konsekwencję myśli postmodernistycznej. Autor zauważał, że telewizja przyczyniła się do rozpromowania (głównie za pomocą seriali komediowych) popularnych programów, które stawiały ironię jako cel w sobie. W amerykańskiej popkulturze zaczął panować trend wyśmiewania za wszelką cenę, bez podania konkretnych rozwiązań (znaczące jest to, że właśnie wtedy w telewizji pojawiły się South Park i Family Guy). W małych ilościach celnie wykorzystany sarkazm i szydera mogą stanowić orędzie w pewnych dyskusjach, ale w za dużych dawkach sprawiają, że jakiekolwiek próby poruszania poważniejszych problemów zostaną zmienione w kolejny dowcip. Wallace uważał to za wielki problemem dzisiejszej cywilizacji, a przecież od tego czasu problem posunął się w stopniu, o którym dwadzieścia lat temu nikomu się nie śniło. Myślę, że to stawia Wallace’a wśród twórców nad wyraz aktualnych. Chcących lepiej poznać go od tej strony polecam wywiady dostępne na Youtube oraz zbiór esejów Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię.

Jedną z najbardziej niesamowitych cech w pisarstwie Wallace’a jest jego umiejętność oddawania stanów emocjonalnych swoich bohaterów, tak że przechodzą one na czytelnika. Idealnym przykładem jest tu dla mnie jego opowiadanie Osoba w depresji pochodzące z tomu Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi. Jest to wyjątkowo wkurzające doświadczenie, w którym pisarz opisuje problemy bohaterki targanej ciężkimi stanami depresyjnymi i lękowymi, przedstawiając wszystko z jej perspektywy. Prosta i zwyczajna historia komplikowana jest ciągle piętrzącymi się przemyśleniami i potopem autodestrukcyjnych myśli opisywanej osoby. Opowiadanie jest duszne, męczące i niezwykle irytujące. Ale jako osoba znająca aż za dobrze takie stany mogę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie czytałem niczego, co tak dobrze oddawałoby koszmar, w jaki mogą zmienić się myśli kogoś cierpiącego na tę paskudną chorobę. W tym przypadku Wallace doskonale wiedział o czym pisze, bo sam przez lata nieskutecznie walczył z depresją, która ostatecznie doprowadziła do jego samobójczej śmierci w 2008 roku. Jednak skupmy się jeszcze przez chwilę na wspomnianym przekazywaniu emocji. Czytanie Wallace’a bywa niezwykle irytujące, potrafi sprawić wręcz fizyczny ból wynikający z budowania poczucia dyskomfortu. Człowiek czuje się jakby pod jego skórą znalazło się coś swędzącego, czego nie da się porządnie podrapać. Dla mnie taka umiejętność zupełnego przelewania emocji na papier jest dowodem na literackie umiejętności najwyższej próby. To ten rodzaj pisarstwa, które nie zna litości i zmusza odbiorcę do pełnego zmierzenia się z omawianymi problemami. Nie ma w niej żadnej taryfy ulgowej.

Wszystkie powyższe cechy i przemyślenia Wallace’a spotykają się w jego ostatniej, niedokończonej powieści, czyli Bladym królu, która niedawno miała swoją polską premierę. Głównym tematem książki jest nuda w swoich wszystkich, często dewastujących przejawach. Wybór tego tematu bardzo sprawnie wiąże się z wcześniej wspomnianymi dociekaniami na temat współczesnego uzależnienia od rozrywki, które sprawia, że znudzenie jest stanem wywołującym u nas wręcz paniczny strach. Unikanie nudy stało się dla niektórych równie istotnym, co jedzenie, sen czy seks. Podjęcie tego problemu tłumaczy dość nietypowy wybór fabularnej osi tej powieści: akcja ostatniej książki Wallace’a kręci się wokół IRS (Internal Revenue Service), czyli amerykańskiej agencji zajmującej się ściąganiem podatków. A konkretniej, pracowników (pod koniec lat osiemdziesiątych) mało znaczącego oddziału położonego gdzieś w nigdzie pośrodku USA (Peoria w stanie Illinois). Poznajemy szereg dziwnych (choć niektórzy są też brutalnie zwyczajni) osobników, którzy schwytani zostali pracy z założenia polegającej na podporządkowaniu się niewyobrażalnie nudnym,, biurokratycznym czynnościom. Choć znajdują się też tacy, którzy  czują się wyzwoleni oddaniu się mechanicznemu życiu.

W Bladym królu Wallace mistrzowsko wykorzystuje swoją umiejętność przelewania na czytelnika konkretnego rodzaju uczuć. Najlepiej to widać w rozdziałach, w których kartki zalewane są przez niezliczone paragrafy i zasady dotyczące amerykańskiego prawa podatkowego. Wiedząc, że to świadomy atak, próbowałem walczyć i świadomie się przebijać przez te wszystkie, koszmarnie nudne zapiski. Oczywiście nie podołałem i musiałem poddać się znużeniu połączonym z irytacją na to, że nie jestem w stanie skupić się na czas czytania kilku stron. To z kolei łączy się z tezą wysuwaną w książce, według której wyrobienie sobie odporności na nudę może dać prawdziwą władzę. Zresztą podobnych rozważań jest w książce o wiele więcej. Jednym z najbardziej frapujących jest to dotyczące nudy jako środka ukrywania informacji przed społeczeństwem. Nie ma sensu ukrywać rzeczy, bo tajemnica zawsze intryguje i zmusza do poszukiwań. Lepiej zawalić coś lawina przepisów i nadmiaru informacji, który sprawi, że nikomu nie będzie się chciało po dany temat sięgać. Powieść ta jest także przykładem maestrii Wallace’a jako literackiego kameleona. Mamy tu do czynienia z całym wachlarzem bardzo różniących się od siebie stylów literackich. Znalazło się miejsce na klasyczny strumień świadomości, zapiski bliskie reportażowi, chaotyczne, jak i bardzo klarowne opisy, wywiad pozbawiony pytań, rozdział składający się z bardzo długiego dialogu, dialogi wyrwane z kontekstu i zupełnie przezroczystą, pozbawioną autorskiego charakteru prozę. Jest tego naprawdę dużo, a w całym tym bałaganie Wallace za każdym razem wychodzi naturalnie i sprawia wrażenie, jakby mógł napisać całą książkę tylko jedną z tych metod.

Mam wrażenie, że napisałem już sporo tekstu, a i tak tylko pokazałem Wam czubek olbrzymiej góry lodowej jaką było pisarstwo Davida Fostera Wallace’a. Jednak mam nadzieję, że poruszyłem akurat te aspekty, które sprawią, że sięgniecie po jego twórczość. To naprawdę wyjątkowe książki, choć nie ukrywam, że niektórzy mogą je znienawidzić, ale na pewno nie pozostaną obojętnymi. Najważniejsze, aby umysł zaswędział przynajmniej przez chwilę i zmusił do jakichkolwiek rozważań na temat współczesnego życia w cywilizacji wiecznej rozrywki i niedosytu.

Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem W.A.B

Autorem zdjęcia przedstawiającego autora jest Steve Rhodes. Zostało udostępnione na licencji Crative Commons Generic 2.0 https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en