Wiele się w społeczeństwie zmienia, ale samotne chodzenie do kina nadal dla wielu pozostaje rzeczą niezwykle dziwną. To w końcu czynność wybitnie towarzyska, związana od zawsze z grupowymi spotkaniami. Jednak trzeba powiedzieć temu dość i głośno wykrzyknąć światu, że odwiedzanie przybytków X muzy samodzielnie nie jest żadnym powodem do wstydu. Ba, może przynieść wrażenia niedostępne dla swojej zbiorowej odmiany!

Chodzisz do kina sam? To musi być strasznie smutne. – Taką wypowiedź usłyszałem niejednokrotnie, kiedy opowiadałem znajomym o tym, że na filmy często i gęsto wybieram się samotnie. Z jakiegoś powodu przyjęło się w naszej kulturze, że odwiedzanie kina to zajęcie grupowe i społeczne. Samotnie to możesz czytać książki, oglądać filmy na kompie, grać w gry, gotować lub się masturbować. Jednak jeśli chodzisz do kina sam, to musi być z Tobą coś nie tak. Chyba tylko samotne chodzenie na koncerty daje większa piętno odludka. Sam przez długi czas miałem pewną blokadę wynikającą z dziwności solowego kinowania i zawsze wybierałem się na filmy w towarzystwie przynajmniej jednej osoby. Jednak pewno dnia przełamałem to tabu i odwiedziłem kino bez żadnego kompana. Potem zrobiłem to znowu i znowu, a obecnie zdarza mi się to zdecydowanie częściej niż grupowe wyjścia. Nie znaczy to, że ich nie lubię, ale oglądanie filmów bez towarzystwa ma kilka znaczących zalet.

samotnosc

Swoboda – Grupowe wyjście do kina ma jedną zasadniczą wadę związaną z każdą czynnością towarzyską – trzeba zgrać ze sobą wolny czas kilku osób. A to nie jest wcale takie łatwe i z każdym rokiem wydaje się coraz trudniejsze. A to ktoś jest zmęczony po pracy, a to akurat ten termin mu nie pasuje, a to nie chce wybrać się na ten film, a to mu nie pasuje kino, a to po prostu mu się nie chce. Dyskusje o tak banalną sprawę, jak termin seansu mogą trwać godzinami i często kończą się na niczym. Moment wyjścia przekłada się i przekłada,  w końcu film znika z ekranów, a my straciliśmy okazję, bo koniecznie trzeba było iść na niego wspólnie ze znajomymi. Takich sytuacji mógłbym naliczyć naprawdę wiele. Od kiedy zacząłem wieść żywot samotnego kinomana, oglądanie filmów stało się o wiele łatwiejsze, bo chodzę do kina kiedykolwiek mam na to ochotę. Nudzi mi się w domu, wsiadam w autobus i za pół godziny jestem już na sali, czekając na seans. Przechodzę obok kina i widzę plakat, który mnie zaintrygował – wchodzę i kupuję bilet. Po zrzuczeniu społecznego jarzma oglądam o wiele więcej i nigdy nie pozwalam, aby jakiś film uciekł mi z tak błahego powodu, jak brak czasu i ochoty innych.

samotnosc

Pełne skupienie  – Nie będę ukrywał, że jestem straszną gadułą i w towarzystwie gęba mi się nie zamyka. Będąc na sali kinowej ze znajomymi nie jestem w stanie się powstrzymać i prawie zawsze muszę rzucić kilka szepczących komentarzy, najczęściej podśmiechujek, dotyczących oglądanego filmu. Dodatkowo mam strasznie irytujący nawyk, którego nie jestem w stanie powstrzymać – często sprawdzam reakcje i wyrazy twarzy współtowarzyszy. Strasznie irytująca dla nich, ale także wybijająca z rytmu oglądania sprawa. Poza tym zostaje problem tych parunastu minut po zakończeniu seansu. Bardzo lubię sobie po cichu przemyśleć obejrzany obraz, ale w towarzystwie moje gadulstwo wygrywa i od razu zaczyna się rozmowa – często szybko uciekająca w inne tematy niż sam film. W tym wypadku samotne kinowanie jest dla mnie ratunkiem przed moimi własnymi kłopotami z zachowaniem skupienia. Kiedy jestem w kinie sam, liczy się dla mnie tylko film i to na niego skierowana jest cała moja uwaga.

samotnosc 2

Moja kinowa samotnia – Kino jest dla mnie miejscem magicznym, bo jako jedno z nielicznych zapewnia mi pełne odcięcie od świata zewnętrznego. Nie ma w nim żadnych okien, etykieta wymaga zachowania ciszy, więc liczę się tylko ja i wielki ekran przede mną. Uwielbiam ten stan, zwłaszcza jeśli w najbliższych rzędach nie ma nikogo innego. Naprawdę w tym momencie zupełnie oddzielam się od codzienności i zatapiam w fotelu. Na zewnątrz mogłaby właśnie wybuchnąć wojna, a ja i tak bym się o tym nie dowiedział, bo jestem już gdzie indziej. Zupełnym odlotem jest wylądowanie na seansie, na którym nie ma żadnego innego widza – kilkukrotnie mi się to zdarzyło i było to dość abstrakcyjne przeżycie. Wielka sala na kilkaset widzów, a na niej tylko ja, na swoim prywatnym seansie filmowym. Bardzo ciekawe uczucie, którego nie dałoby się przeżyć inaczej niż w pojedynkę.

Loneliness_blog_photo_3-13
Nie oszukujmy się – wielu ludzi nie zrozumie nigdy naszego wyboru i zawsze będzie uważało samotne chodzenie do kina za objaw socjopatii oraz braku znajomych. Jednak wiem, że jest nas więcej i w końcu nadejdzie moment, w którym nikt już nie będzie się bał społecznych szykan. Prawda jest taka, że oni nam zazdroszczą naszej pasji miłośników kina, która wystarczy nam sama w sobie. Dlatego, kiedy w najbliższym czasie będziecie kupowali pojedynczy bilet, to nie wstydźcie się tego. Weźcie go w rękę, pomachajcie nim i zakrzyknijcie – niczego więcej nie potrzebuję.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>