W coraz większym natężeniu filmów o superbohaterach chyba zaczynamy zapominać, że powinny być one głównie dobrą zabawą. Na szczęście Ant-Man dobitnie nam o tym przypomina.

Od jakiegoś czasu odczuwam przesyt filmami spod szyldu super-hero. Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe, ale zaczynam podchodzić do nich coraz chłodniej. Nie zwalałbym tego na kwestie dojrzałości, bo nadal jak głupi potrafię się cieszyć prostymi produkcjami opierającymi się głównie na efektownych wybuchach. Może to kwestia tej całej promocji, która próbuje nam wmówić, że są one czymś więcej niż przyjemną rozrywką. Tak było na przykład z drugimi Avengersami, którzy po prostu byli zbyt napompowani. Choć Marvel to i tak pół biedy, bo dopiero to, co prezentuje DC w swoich trailerach dopiero zapowiada się wzniośle aż do przesytu. “Strażnicy Galaktyki” podobali mi się głównie z powodu wszechobecnego luzu i widocznej zabawy twórców niewidzianej u Marvela od czasów pierwszego Iron Mana. Na szczęście Ant-Man pokazuje, że ten luz nadal jest możliwy i nie każda produkcja o superkolesiach będzie patetyczna aż do bólu.

Ant-Man powstawał w bólach

Ant-Man lata

Przyznaję, na najnowszy film Marvela także wybierałem się ze sporymi wątpliwościami wynikającymi głównie z zamieszania w trakcie powstawania filmu. Pierwotnie miał go stworzyć Edgar Wright, czyli twórca genialnie przezabawnej “trylogii Cornetto”. Jednak przez różnice w wizji rozstał się on z wytwórnią, a jego miejsce zajął niejaki Peyton Reed. Takie akcje nigdy nie wróżą niczego dobrego, ale na szczęście w scenariuszu czuć dużo ducha angielskiego twórcy. Podziwiam producentów za to, że odważyli się na zrobienie filmu o bohaterze, który nigdy nie należał do marvelowskiej pierwszej ligi i sprawia wrażenie reliktu z lat sześćdziesiątych. Nie oszukujmy się : Człowiek Mrówka naprawdę nie brzmi zbyt dumnie. Co prawda, to on był założycielem i długoletnim członkiem Avengers, ale nie stał się tak popularny jak Iron Man, Thoe czy chociażby Hulk i na pewno nie ma takiej siły przyciągania widzów do kina, jak jego koledzy po fachu. Zwłaszcza, że twórcy filmowego uniwersum Marvela pozbawili go już (a właściwie będącego nim Hanka Pyma) dość istotnej roli, czyli stworzenia Ultrona, która przypadła Tony’emu Starkowi. Jednak to wszystko paradoksalnie dało twórcom więcej swobody w interpretacji tej postaci.

Ant-Man strój

Wspomniałem już, że kostium Ant-Mana pierwotnie noszony był przez Hanka Pyma, ale rola ta przypadła także Scottowi Langowi. Jest to o tyle ważne, że to ten drugi jest głównym bohaterem filmu. W momencie, kiedy go poznajemy Scott nie ma za wiele do zaoferowania światu. Właśnie został zwolniony z więzienia, gdzie trafił za uprawienia fachu włamywacza.Po wyjściu z kicia nie może znaleźć pracy i musi zadowolić się podawaniem mrożonych napojów w podrzędnej sieciówce. Do tego jeszcze dochodzi fakt, że jest rozwodnikiem nie mającym zbytniego dostępu do swojej córki. Nazywając rzecz po imieniu – jest zwyczajnym zerem. Załamany swoim losem daje się namówić swojemu przyjacielowi Louisowi na kolejny włam do pewnej posiadłości. Okazuje się, że należy ona do wspomnianego wcześniej Hanka Pyma, który szuka nowego kandydata do roli Ant-Mana. Jest mu on potrzebny do włamania się do laboratorium i wykradnięcia z niego “serum Pyma” pozwalającego na działanie stroju Ant-Mana. Inaczej zostanie ono użyte jako broń.

Ant-Man to przede wszystkim heist movie

Fabuła Ant-Mana nie jest skomplikowana, ale w tym wypadku jest to spora zaleta. Twórcy nie silili się na nie wiadomo co i zainwestowali w sprawdzony schemat od zera do bohatera. Jednak skorzystali z kilku elementów, które pozwoliły go urozmaicić. Najważniejszym z nich jest sięgnięcie po tradycje tak zwanych “heist movie”, czyli filmów o wszelakicj napadach i przekrętach. Zbieranie ekipy, znajdywanie luk w ochronie i w końcu realizacja całego planu dodają świeżości superbohaterskiej opowiastce. Drugim elementem jest bardzo duży luz i poczucie humoru twórców. Znowu nie jest to może dowcip z najwyższej półki, ale w film wpasowuje się idealnie. Całość uzupełnia inteligentne osadzenia całości w Marvel Cinematic Universe. Są całkiem subtelne i nie walą z kopa, co także jest miłą odmianą po niektórych łopatologicznych motywach znanych ze wcześniejszych filmów Marvela. Bardzo podobało mi się potraktowanie z wielką powagą postaci herosa, mimo świadomości jak bardzo jest ona absurdalna Jeśli dodamy do tego dobre aktorstwo, fajne pomysły na wykorzystanie mocy bohatera oraz szybką akcje uzyskamy idealne kino rozrywkowe, które nie próbuje być niczym więcej niż porządną rozrywką. I takie superhero nigdy mi się chyba nie znudzi.