Moim kolejnym rozmówcą jest wszędobylski Robert Sienicki. Twórca niezliczonych projektów opowiada między innymi o tym, jak trudno jest opanować artystyczne ADHD, o miłości do popkultury i o przyjemności jaką daje zawodowa praca przy komiksach.

 

Przed rozmową próbowałem spisać listę rzeczy, którymi się zajmujesz albo kiedyś zajmowałeś. Wyszło tego naprawdę sporo. Udaje Ci się to wszystko ogarnąć, czy już sam się gubisz w swojej twórczości?

Nie udaje. Doszło to do mnie dopiero niedawno, że włożyłem łapy w zbyt wiele projektów i każdy z nich przez to cierpi. Mam kreatywne ADHD, ale nie mam wystarczająco dużo wolnego czasu by ogarnąć wszystko co bym chciał. W tym roku stoję przed ważnymi decyzjami, by mocno przyciąć swoją przydługą listę i skupić się wyłącznie na paru tematach, dociągnąć je do końca, a dopiero potem angażować się w kolejne.

W tym roku jeden już przyciąłeś, bo pożegnaliście wydawnictwo Bazgrolle. Jakie inne projekty czeka odejście na ławkę rezerwowych?

Jeszcze nie ustaliłem. Na pewno lekki kopniak dotknie „TheMovie”, które nie będzie aktualizowane tak często jak miałem nadzieję. Nie jestem gotów jeszcze by całkowicie pożegnać się z tym komiksem, ale przy obecnym trybie pracy nie jestem w stanie zagwarantować mu regularnych aktualizacji.

Jak już wspomniałeś „The Movie”, które prowadzisz już osiem lat, to cofnijmy się do Twoich początków. Jak wspominasz czasy, kiedy nastoletni Robert dopiero zaczynał internetową działalność i nie łapał stu srok za ogon?

Wydaje mi się, że zawsze łapałem tyle srok, tylko nastoletni Robert miał dużo więcej czasu. Liceum, studia, wylecenie ze studiów, etat. Wolnych chwil było znacznie więcej, więc można było sobie pozwolić na więcej. W tamtych czasach zdecydowanie więcej rysowałem. Nie pamiętam kiedy ostatnio nabazgrałem coś spontanicznie, ot tak pod wpływem impulsu. Teraz jeśli coś rysuje, to zawsze musi mieć to jakiś cel. Narysowana kilka lat temu ilustracja do książki Pratchetta zaowocowała planem zrobienia okładek do wszystkich 40 książek osadzonych na Świecie Dysku, a przerabianie postaci z Doctora Who na popkalczer ma na celu stworzenie gigantycznego plakatu z masą postaci z tego serialu, który będę mógł sobie kiedyś powiesić na ścianie. Nie jestem fanem rysowania do szuflady.

rys-2

W moich rozmowach z komiksiarzami, temat nie wsadzania rzeczy do szuflady powraca bardzo często. Drugim jest konsekwencja i brak zrażenia z powodu początkowych niepowodzeń. W Twoim wypadku chyba też to się sprawdziło?

„The Movie” chwyciło od razu, a zacząłem je robić 2 lata po tym jak wrzuciłem pierwszy swój komiks do Internetu. Wszystko co było przed „The Movie” wrzucam raczej do szufladki „Szukanie drogi” niż „Niepowodzenie”, aczkolwiek nie powiem nigdy głośno, że były to komiksy udane. Konsekwencja jest jednak wskazana, bo jeśli artysta chce się wyrobić i naprawdę odnaleźć siebie, to może to zrobić jedynie metodą prób i błędów. No i konsekwentnie należy robić rzeczy, które sprawiają frajdę, bo i tak dłubie się te cholerne komiksy po godzinach.

W podobnym okresie co „The Movie” zaczął powstawać „Kolektyw”, który chyba ciągle jest niedoceniany jako magazyn będący furtką dla wielu działających obecnie twórców. Czy to wtedy zacząłeś odnajdywać się w najbardziej niewdzięcznym zadaniu świata, czyli redagowaniu?

Na początku Kolektyw redagowaliśmy zgodnie z nazwą, ale po dwóch numerach już zaczęliśmy dostrzegać, że demokracja nie ma sensu i trzeba silną ręką kierować magazyn w inne strony. Tak utworzyła się grupa, która później przemieniła się w mini-wydawnictwo Dolna Półka, które – tak jak Kolektyw – miało na celu pomaganie amatorom w przedostaniu się na półki sklepów komiksowych. Problemy się zaczęły kiedy każdy z nas chciał kierować magazyn w inną stronę i nie mogliśmy dojść do kompromisu. Dlatego kiedy padł pomysł, aby zakończyć Kolektyw to w jego miejsce natychmiast powstało „Profanum”, które redaguję z Jankiem Mazurem.

ryc-2

Czy uważasz, że taki magazyn jest niezbędny w rozwijaniu środowiska komiksowego? Wydaliście jak na razie 3 numery „Profanum”, które zebrały dużo pochlebnych recenzji, a czy czujesz, że dzięki temu udało się Wam kogoś naprawdę wypromować?

Tak, dzięki „Kolektywowi” wypłynął Krystian Garstkowiak, miał gdzie stawiać swoje pierwsze papierowe kroki Tomasz Grządziela. Ba, żeby nie szukać daleko to nawet Kuba Dębski, Agata Wawryniuk czy ja nie bylibyśmy w tym samym miejscu gdyby nie “Kolektyw”. W tej chwili w „Profanum” nie chodzi już o promowanie nowych nazwisk, tylko o zebranie dobrego materiału dla czytelników. Sami nowych twórców raczej nie wyszukujemy, ale jeśli ktoś podeśle nam swoją propozycję i będzie to bardzo fajna rzecz, to z pewnością wciśniemy ją do spisu treści. W nadchodzącym tomie pośród starych wyjadaczy znajdą się również nowe nazwiska.

Tworzysz komiks internetowy i dajesz szansę innym autorom na publikację krótszych form. Kiedy masz zamiar wrócić do tworzenia pełnoprawnego albumu? W końcu Twój debiut, czyli Scientia Occulta, okazał się sporym sukcesem. A trochę lat od jego premiery minęło.

Ja tak naprawdę nigdy nie porzuciłem tworzenia pełnoprawnych albumów, tylko z powodu przeróżnych przyczyn te komiksy nie zostały jeszcze ukończone. Napisany wiele lat temu „Rycerz Janek: Krocząc ku zagładzie” jest obecnie w fazie przepisywania scenariusza, bo zbyt długo leżakował, a 100 stronicowa przygoda „Drużyny AK” jest u rysownika i czeka tylko na lepsze czasy, aby ten mógł wrócić do jej rysowania. Dodatkowo ja sam siedzę nad własnym albumem (może nie do końca pełnoprawnym, bo będzie on zbiorem opowieści), który planuję wypuścić na MFKiG. Swego czasu były też plany by kontynuować „Scientię Occultę”, ale pogrzebały go zmiany życiowych priorytetów Łukasza, który porzucił całkowicie zabawę w komiksy. Ja nie widziałem tego w innych rękach, więc nie miałem ochoty szukać mu zastępstwa, a potem minęło już zbyt wiele czasu i teraz nie wydaje mi się by było zapotrzebowanie na ten sequel. Jak coś za długo leży na półce to w mojej głowie traci na wartości. Wolę zostawić Scientię w 2011 roku i zająć się nowymi tematami.

rys3

Masz tę wygodę, że radzisz sobie zarówno jako “tylko” scenarzysta, jak i autor całości. W której z tych ról czujesz się lepiej?

Zawsze uważałem siebie za scenarzystę, który przypadkiem umie coś narysować. Kiedy piszę scenariusz dla kogoś to bardziej puszczam wodze fantazji. Kiedy wiem, że wymyślam coś dla siebie to budzi się we mnie leniuch, który podnosi blokadę, więc piszę bardzo oszczędnie i nie stawiam sobie wyzwań. Wielka epicka scena walki z magami rzucającymi zaklęcia i smokami ziejącymi ogniem, nigdy nie nastąpi w żadnym rysowanym przeze mnie komiksie. Ale Igorowi Wolskiemu już takie coś bez mrugnięcia okiem napiszę. On sobie poradzi. I jeszcze wciśnie tam gdzieś koty w śmiesznych czapkach, bo wie, że mnie to rozbawi. Ale w komiksach poza scenariuszem zajmuję się też kwestiami bardziej technicznymi. Spora część moich zarobków przychodzi z pracy nad spolszczaniem zagranicznych albumów. Można w sumie założyć, że poza „tłumaczeniem” to przy komiksach jestem w stanie zrobić wszystko. Składam, wklepuje literki, spolszczam czcionki, przygotowuję do druku, irytuję się na drukarnie. Pełny serwis. Fajna robota, lubię ją.

Chyba można stwierdzić, że w pewien sposób spełniłeś marzenie każdego nastoletniego nerda – zawodowo zajmujesz się popkulturą, bo to ona jest wspólnym elementem wszystkich Twoich działań. Jest szansa, że kiedyś może Ci się znudzić?

Wszystkim można się w pewnym momencie przejeść. Nie oglądam już tylu filmów co kiedyś i mam gigantyczne stosy zaległych komiksów i książek do przeczytania. Popkultura jednak zawsze gdzieś w moim życiu jest i myślę, że ciągle będzie. To tak bogata kategoria, że nawet jak zacznie nudzić, to za chwilę pojawi się jakiś nowy projekt, który zainteresuje i przyciągnie na nowo. Moją miłość do popkultury wylewam poprzez Brody z Kosmosu. Na początku był to taki mały blog, który założyliśmy razem z Radkiem Pisulą, a teraz kierujemy go w stronę magazynu internetowego. Zrobiliśmy pierwszy numer testowo, spodobał się, więc staramy się zebrać materiały na drugi. Mam nadzieję, że temat przetrwa jeszcze długo, bo wydaje mi się, że czegoś takiego brakuje. Fajnego i porządnie przygotowanego magazynu o komiksach i popkulturze, który mimo iż darmowy i robiony przez fanów to jednak wyglądający jak coś co można znaleźć w dobrych salonikach z prasą i można to z dumą pokazać dalej.

I najważniejsze pytanie na koniec: Przylatuje po Ciebie Doktor, do jakiego uniwersum polecielibyści najpierw?

Do uniwersum Rycerza Janka. Proste. Raz, że sam pomagałem ten świat tworzyć. Dwa, że taka podróż z pewnością osłodziła by oczekiwanie na te dwa albumy osadzone w tym uniwersum, które gdzieś tam migoczą na horyzoncie. Albo po prostu do przyszłości gdy te albumy już są w sklepach. Nie jestem cierpliwy. Cierpliwość : 1.

Autorką zdjęcia jest Agata Wawryniuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>