Maniac to serial, który przykuwa uwagę przede wszystkim ładną oprawą i aktorskimi kreacjami. Szkoda tylko, że opowiedziana historia ostatecznie okazuje się dość banalna.

Maniac to produkcja, która przykuwała moją uwagę już od pierwszych zapowiedzi, i to przynajmniej z kilku powodów. Pierwszym z nich były oczywiście informacje o gwiazdach serialu, czyli bardzo lubianych przez mnie Emmie Stone i Jonah Hillu. Ta pierwsza to jedna z najciekawszych aktorek młodego pokolenia, a ten drugi od lat pokazuje, że świetnie sprawdza się nie tylko rolach komediowych. (Warto przypomnieć, że ta dwójka spotkała się już na początkach swoich karier za sprawą słynnego Supersamca). Jeszcze ciekawiej zapowiadała się konwencja, w której utrzymana ma zostać ta historia. Z pierwszych materiałów trudno nie było mieć skojarzeń z takimi twórcami, jak Charlie Kaufman (zakręcona fabuła i narracja), czy Wes Anderson (przeszarżowana stylistyka). Jednak takie porównanie jest nie do końca uczciwe, bo okazuje się, że twórca serialu – Cary Fukunaga – zachował oryginalny styl, a z wymienionymi filmowcami najmocniej łączy go zamiłowanie do przerostu formy nad treścią.

Fabuła Maniaca ostatecznie zawodzi

Fabuła Maniaca należy do tych, o których trudno opowiadać bez zbędnego zdradzania szczegółów, bo szybko odpływa w dość specyficzne rejony i łatwo popsuć sobie dobrą zabawę wynikającą z ich odkrywania. Głównymi bohaterami są Owen i Annie, dwójka młodych ludzi, która z różnych powodów kompletnie nie potrafi odnaleźć się w codziennym życiu. Para nieznajomych zgłasza się do programu tajemniczych badań mających na celu całkowite zażegnanie smutku i problemów psychicznych trapiących ludzkość. W tym celu poddawani są wizjom produkowanym przez komputer, który sam chętnie skorzystałby z porady specjalisty. Jak to w tego typu opowieściach science-fiction bywa, cała sprawa szybko wymyka się spod kontroli i rozpoczyna się niezły bajzel. Maniac szybko okazuje się być specyficzną antologią, w której obserwujemy kolejne wcielenia Annie i Owena, w jakiś sposób odwołujące się do ich problemów w realnym świecie. Problem jest taki, że w pewnym momencie całe to połączenie zaczyna wydawać się szyte naprawdę grubymi nićmi, a fabuła rozciągnięta na dziesięć odcinków, mogłaby się zmieścić w połowie mniejszej liczbie. Nie miałbym z tym takiego problemu, gdyby nie poczucie próby wmówienia przez twórców tego, że oglądam coś o wiele ambitniejszego i sprytniejszego niż ma to miejsce naprawdę.

maniac netflix

Wydaje mi się, że do pełnego czerpania przyjemności z oglądania Maniaca potrzebne jest pogodzenie się z zupełnym przerostem formy nad treścią, który ten serial sobą reprezentuje. Bo w kwestii audiowizualnej dzieje się tutaj naprawdę dużo ciekawych rzeczy, zaczynając od samej wizji świata, który pozornie zdaje się łudząco podobny do naszego, ale jednocześnie znajduje się w nim sporo elementów kojarzących się z retrofuturyzmem (choćby automaty sprzątające ulice). Prawdziwym odjazdem jest natomiast centrum badawcze, w której przeprowadzany jest cały eksperyment. Tutaj na myśl przychodzą tanie filmy science-fiction z lat siedemdziesiątych przepuszczone przez różne zabiegi charakterystyczne dla quirkywave – spodziewajcie się dużej ilości pastelowych barw i przedmiotów bardziej przypominających dziecięce zabawki niż naukową aparaturę. Do tego dochodzą jeszcze same wizje, które też mocno się od siebie różnią. Dzięki temu Stone i Hill mogli wykazać się naprawdę dużą dawką aktorskich umiejętności, bo tak naprawdę wcielają się w kilka postaci, które wymagają od nich zupełnie innego podejścia. Widać, że bawienie się tymi rolami musiało dawać im sporo frajdy, co przenosi się na bardzo pozytywny efekt końcowy.

Maniac to bardzo ładna wydmuszka

maniac netflix

Maniac dość mocno mnie rozczarował w warstwie fabularnej, ale nie jestem w stanie odmówić mu pewnego specyficznego uroku. To całkiem przyjemny w oglądaniu miniserial, którego największym problemem jest to, że nie do końca radzi sobie z narzuconym przez twórców zadaniem. To nie jest produkcja stawiająca ciekawe pytania o ludzkiej naturze, ale “zaledwie” bardzo ładna i dobrze zagrana opowieść o dwójce zagubionych ludzi znajdujących bratnią duszę. Jeśli tyle Wam wystarczy, to powinniście bawić się całkiem dobrze.