Już niedługo czeka nas prawdziwe filmowe święto, jakim będzie premiera “Milczenia”, najdłuższego obrazu w bogatym dorobku Martina Scorsese. Z tej okazji podjąłem się ambitnego zadania opisania paroma zdaniami wszystkich jego pełnometrażowych fabuł.

Dla wielu kinomanów może to zabrzmieć banalnie, ale dla Martin Scorsese pozostaje jednym z najważniejszych reżyserów kina. Nie będę ukrywał, że mam do niego wielki sentyment moje odkrywanie świata ambitnego filmu w pewnym stopniu pokrywa się z poznawaniem jego kolejnych obrazów. Mogę uderzyć w górnolotne tony i stwierdzić, że to jeden z reżyserów, z którym uczyłem się oglądania filmów.  Jednak nawet osoby nie czujące nostalgii muszą docenić niesamowity dorobek Scorsese. Dla mnie pozostaje on jedną z coraz mniej licznych osób stanowiących jasną stronę przemysłu filmowego. To twórca, który niezaprzeczalnie kocha kino i prawie za każdym razem stara dodać się coś nowego do jego chwały, jednocześnie okazując pełen szacunek dla bogatego dziedzictwa dziesiątej muzy.

Niedługo czeka nas premiera jego najnowszego filmu “Milczenie” i z tej okazji postawiłem sobie dość ambitne zadanie napisania paru zdań o każdej pełnometrażowej fabule, jaką wyreżyserował. Pierwszy okres jaki opisałem obejmuje lata 1967-1980, w czasie których Scorsese, młody twórca dopiero uczący się rzemiosła, przerodził się w nowego mistrza kinematografii.

kto-poka

Kto puka do moich drzwi Pierwszy pełnometrażowy film przyszłego mistrza trudno nazwać bardzo dobrym, ale jak na obraz nakręcony przez dwudziestopięciolatka i tak robi duże wrażenie. Prosta historia młodego katolickiego Włocha, któremu religia przeszkadza w kontaktach z ukochaną dziewczyną zapowiada wiele tematów, z którymi reżyser będzie się borykać w przyszłości i pokazuje, że Scorsese od początku nie lubił łatwych rozwiązań fabularnych. Jest tu sporo nastrojowych ujęć, trochę artystycznych zabaw z kamerą i debiutanckiego chaosu, przez co całości brakuje spójności. Dla historii kina ważny także dlatego, że na ekranie debiutuje też Harvey Keitel. Pozycja raczej dla kinowych archeologów.

boxcar-bertha-6

Wagon towarowy Bertha Gdybym miał wskazać film z początków kariery Scorsese, który spokojnie można sobie odpuścić, byłby to właśnie ten. Po pierwsze koszmarnie się zestarzał, a po drugie jest mocno wtórny w stosunku do tego, co wtedy działo się w kinie. Historia wiejskiej dziewczyny, która rusza w świat, aby ostatecznie zejść na drogę występku to kolejna wariacja na temat mającego premierę trzy lata wcześniej “Bonny i Clyde’a” z końcówką doprawioną dużą dawką kina spod znaku Sama Peckipnaha. Jeśli ktoś uwielbia takie klimaty to ewentualnie może się skusić, ale chyba lepiej po prostu będzie obejrzeć ponownie jeden z bardziej zapamiętanych filmów.

ulice-nedzt

Ulice nędzy Pierwszy głośny film Scorsese wyraźnie się postarzał, ale nadal ogląda się go nad wyraz dobrze. Pewnie dlatego, że ocieka niesamowitym klimatem Nowego Jorku, którego już nie uświadczymy w kinie. To nie kolorowy miejski lunapark znany ze współczesnych filmów. Uwielbiam te brudne, pełne ciemnych zakamarków ulice ze wczesnych obrazów Scorsese (i w ogóle z kina lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych). Świat cwaniaczków przedstawionych w filmie nie ma nic wspólnego z obrazem wielkiej mafii – bohaterowie to tylko zwykli ulicznicy próbujący znaleźć pomysł na samych siebie. Bieda i zagubienie postaci wręcz emanuje z ekranu. Wrażenie robi nadal świetne aktorstwo, zwłaszcza Keitela i De Niro. Film szczególnie godny polecenia miłośnikom historii kina – to od niego rozpoczęła się wielka kariera Scorsese i jego długoletnia współpraca z De Niro, czyli jeden z najlepszych duetów aktor-reżyser. Bardzo ciekawe, że już trzy lata później powstał “Taksówkarz”, który jednak stoi o kilka poziomów wyżej.

alicja-juz-tu-nie-mieszka-1974
Alicja już tu nie mieszka  Mocno zapomniany film wart przypomnienia z przynajmniej kilku powodów. Już sam wybór gatunku jest dość ciekawy proste melodramaty nie są raczej tym, z czym kojarzymy nazwisko Scorsese. A tu jeszcze dochodzi kobieta w roli głównej bohaterki, która nie chce ponownie wpaść w pułapkę związku z klasycznym męskim mężczyzną. Niezwykle charyzmatyczna rola Ellen Burstyn (nagrodzona Oscarem) udowadniająca, że Scorsese zawsze był geniuszem w kwestii prowadzenia aktorów. Kolejnym plusem jest świetnie oddana relacja samotnej matki z nastoletnim synem nie ma w niej żadnej sztuczności, jest za to ciepło i przyjaźń. Jednak przede wszystkim jest to film, który najzwyczajniej na świecie angażuje emocjonalnie, a to przecież najlepsze, co można powiedzieć o melodramacie. W tym prostym scenariuszu naprawdę zostały uchwycone skrawki życia, w jego dobrych i złych momentach. Zdecydowanie polecam, nie tylko fanom Scorsese.

taksowkarz-tekst
Taksówkarz Jeden z najważniejszych filmów w moim życiu, który niezwykle mocno ukształtował mnie jako widza. Po czterdziestu latach od premiery nadal pozostaje dziełem niezwykłym i unikatowym. Mroczny klimat, nihilizm i Nowy Jork pokazany jako przedsionek piekła. A jako przewodnik Travis zagubiony w życiu i swoich paranojach taksówkarz, który postanawia zmienić świat na lepsze ale czy aby na pewno? Niesamowita rola De Niro, który wzniósł się na wyżyny aktorstwa metodycznego. Nie jest to film łatwy w odbiorze. Niepokojący, brudny nastrój udziela się widzowi, a sama fabuła kilkukrotnie się rozłazi i ostatecznie wręcz rozmywa. Za każdym razem, gdy wracam do “Taksówkarza”, odnajduje w nim coś nowego. Gdyby Scorsese nakręcił tylko ten jeden film, to i tak zostałby zapamiętany jako geniusz kina.

new-york-new-york

New York, New York dla mnie jeden z mniej udanych filmów Scorsese. Po pierwsze jest zdecydowanie za długi dwie i pół godziny to za dużo na tę historię. Po drugie bohaterowie to niezbyt przyjemna para De Niro gra maczo dupka, a Minnelli słodką idiotkę. I dopóki zajmują się muzyką to nie ma problemu, ale oglądanie ich wzajemnej relacji srogo mnie wymęczyło. Na szczęście rekompensuje to klimat i widoki tytułowego miasta oraz sama muzyka, no i dobre aktorstwo. Obejrzeć warto, ale trzeba pamiętać, że sporo w nim dłużyzn.

byk

Wściekły Byk Nie dajcie sobie wmówić, że to film o boksie  tak naprawdę sport jest tutaj tylko tłem do opowieści o niszczycielskiej sile wściekłości. Jake La Motta to bohater wypełniony gniewem, wręcz składający się z niego, który pomaga mu zwyciężać na ringu, ale niszczy jego życie osobiste. Ta agresja wydaje się rozsadzać ekran. Stało się to możliwe dzięki kolejnej wielkiej kreacji De Niro, którego przygotowania do tego filmu przeszły do legendy. Wpierw nauczył się boksować, a potem przytył 30 kilo, aby zagrać starszego La Mottę. Można to uznać za ekstremum, ale w tym wypadku sprawdziło się niesamowicie. Do tego piękne zdjęcia, muzyka i to trudne do nazwania coś, dostępne tylko arcydziełom. Ja osobiście jestem zakochany w openingu, w którym obserwujemy bohatera “tańczącego na ringu” czyste filmowe piękno.