Autor zaznacza, że tekst ma wydźwięk humorystyczny i nie należy brać go zupełnie do siebie. Napisał go także ku przestrodze dla samego siebie, bo zdarza mu się odpłynąć w opisywane poniżej rejony.

Hobby, pasja lub zajawka nazwa nie jest ważna to wspaniała sprawa. Każdy fascynat danego tematu wie, jak wspaniałym uczuciem jest możliwość ucieczki w swój prywatny, związany z nim wszechświat. Na parę magicznych chwil znikają wszelkie problemy życia doczesnego, bo my przenieśliśmy się właśnie gdzie indziej. Problem w tym, że w wielu wypadkach pasja to władca chciwy, którego nie jest łatwo zaspokoić tylko wycinkiem swojego życia. Jego imperium często zaczyna rozrastać się do olbrzymich rozmiarów i przejmować całą egzystencję swojego nosiciela. A kiedy przejmie kontrolę całkowicie, to zaczyna szukać kolejnych możliwości na swój rozrost. Czasami może się to udać, ale bardziej prawdopodobna jest społeczna kwarantanna nałożona przez znajomych, którzy mają dość towarzysza w kółko gadającego na jeden temat.

nerd

Nie chodzi tutaj tylko o nerdów (mogą być to fani sportu, zdrowego żywienia, oglądania ptaków, czegokolwiek), ale z takimi osobnikami w życiu miałem do czynienia najwięcej, więc będę się ich trzymał. Wydaje mi się, że pod tym względem wszelkie odmiany nerdostwa są dość specyficzną grupą, która po milionach lat prześladowań w końcu przestała się chować pod skałą i musi pokazać całemu światu, jak bardzo związana jest ze swoimi pasjami. I musi robić to wszędzie. Osobiście jestem trochę cięty na wszystkie teksty z tytułami typu “pięć najlepszych wycieczek dla nerdów”, “inspiracje na ślub dla nerdów”, “najlepsze zakłady odwykowe dla nerdów”. Ten dopisek sprawia, że od razu wyobrażam świat ludzi, którzy są tak pożarci przez swoją pasję, że powoli przestają widzieć inne aspekty rzeczywistości. No i oczywiście wciągają w to innych.

telemaniak

Chyba każdy z nas ma takiego znajomego, który nie do końca rozumie, że jego zainteresowania nie zawsze są podzielane przez resztę towarzystwa. Pół biedy, kiedy to tylko tymczasowe objawy związane z premierą długo wyczekiwanego wydarzenia, to się może zdarzyć każdemu. Nie, tu chodzi o ludzi, którzy nawet w otoczeniu zupełnych laików w temacie będą próbowali skierować dyskusję właśnie na jego tory. Wiecie, to ten typ, co w czasie imprezy stwierdzi, że nie podoba mu się muzyka, przy której wszyscy się bawią i włączy potajemnie “swój” kawałek niekoniecznie pasujący reszcie. To ten kolega z pracy, który będzie Ci przez miesiąc opowiadał o grze, w którą gra mimo, że ostatnią produkcją, w jaką pykałeś była Pasjans Pająk. W ich głowie pewnie wciąż zachęcają Cię do ukochanego tytułu, ale nie wiedzą, że już niedługo na jego dźwięk wyrobisz sobie odruch wymiotny.

 

nerds futurama

Jeszcze gorzej jest jeśli taka osoba ma jednocześnie zaparcie organizatorsko-towarzyskie (zdarzają się takie dziwne połączenia) i robi to na tyle dobrze, że ostatecznie stawia na swoim. Idziecie na sylwestra? To niech może wszystko będzie w nerdowskiej tematyce np. superbohaterów. Nie masz o tym pojęcia i nie chcesz się przebierać? No co to Ty, na pewno Ci się spodoba, zobaczysz! Na wszelki wypadek przez następny miesiąc będę Cię codziennie zamęczał w zamiarach edukacyjnych, oczywiście dla Twojego dobra. Często można spotkać też metodę “na łowcę”. Osobnik taki nasłuchuje, nie wychyla się, ale tylko powiedz, że choćby odrobinę interesujesz się daną, dość specyficzną tematyką. Od tego momentu masz już przesrane i zdobywasz stanowisko najlepszego przyjaciela. Możesz się spodziewać, że jakiekolwiek zdarzenie związane z “Waszym” hobby nie umknie Twojej uwadze. I nawet jeśli po raz dwudziesty nie przyjdziesz za namową na karciankowy turniej, to i tak możesz spodziewać się dalszych zaproszeń. Czasami swoje zainteresowania warto trzymać blisko przy nerkach i nikomu o nich nie mówić.

nerdy z regular show

Piszę to z perspektywy osoby, która sama mocno siedzi w wielu nerdowskich sprawach i ma duże tendencje do zamęczania nimi innych. Jednak staram się też być normalnie funkcjonującym członkiem społeczeństwa, który rozumie, że wielu moich znajomych te tematy zupełnie, ale to absolutnie nie obchodzą. I nie ma w tym nic złego, a nasze spotkania nie zmieniają się w świętą wojnę mającą na celu nawrócenie zbłąkanych stron. Jasne fajnie mieć wspólne zainteresowania, to zawsze szybciej cementuje znajomości, ale skupmy się też na poznawaniu się jako ludzie, bo na samej zajawce wieczność nie pociągniemy.