Tym razem rozmawiam z jednym z najbardziej znanych ludzi polskiego internetu – Jakubem “Demem” Dębskim. Autor między innymi komiksów, filmów na youtube i recenzji opowiada o swojej twórczości i ostatniej największej pasji jaką jest kino. Jeśli kojarzycie go głównie jako człowieka od “śmiesznych filmików”, to ten wywiad może zmienić Wasze spojrzenie.

Aktywnie działasz w sieci od ponad 11 lat. Czujesz się już internetowym weteranem?

Od 11 lat wrzucam komiksy do sieci, ale już w 2002 działałem na scenie RPG Makera – takiego programu do tworzenia gierek. Co do bycia weteranem – chyba prędzej mogą to czuć inni, a nie ja sam. Moimi kolegami są w dużej mierze komiksiarze, którzy zaczęli w tym samym momencie, plus-minus dwa lata. Pewnie istnieje sporo młodszych osób postrzegających mnie jako gościa, który istniał w necie od zawsze, ale ja sam nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Na Twojej stronie nadal można znaleźć Twoje stare komiksy, choć sam piszesz, że o niektórych świat powinien zapomnieć. Nie myślałeś, by wymazać je na zawsze?

Napisałem to w czasach, kiedy traktowałem z góry wszystkie poprzednie wersje siebie. Długo miałem przekonanie, że to kim byłem i co tworzyłem dawniej niż rok temu trzeba ukrywać, bo ktoś może uznać, że tamten ja to obecny ja. Rzecz jasna cały ten strach przed byciem ocenianym był kompletnie bez sensu, ale zajęło mi trochę czasu wyleczenie się z niego. Nadal mam trochę za mało dystansu do siebie i ciut niechęci do swoich poprzednich ja, ale jestem na dobrej drodze, żeby zakopać wojenny topór.

A jesteś w stanie określić, kiedy stałeś twórcą znanym jako Dem? Czy było to w momencie powstania pierwszych odcinków Dużej naraz ilości psów?

Byłem Demem jeszcze przed komiksami – to był mój pierwszy i ostatni pseudonim w internecie i tym nickiem podpisywałem się pod gierkamis tworzonymi w RPG Makerze. Rzecz jasna nie były to zbyt popularny rzeczy, tak samo jak i pierwsze komiksy z 2004. Szerszy internet usłyszał o Demie pierwszy raz po tym, jak “Mnichu, komiks klasztorny” zaczął się ukazywać regularnie. Chyba w 2005? Nadal się cieszę w każdym razie, że ten mój ja z 2002 nie postanowił nazwać się MajinVegetą87 czy czymś w tym stylu.

O Mnichu pamiętają już głównie internetowe dinozaury, ale nadal tworzysz Psy będące Twoim znakiem rozpoznawczym. Przez te wszystkie lata powstało naprawdę dużo odcinków. Jesteś w stanie spamiętać chociaż połowę?

W sumie nie nazywają się już tak, ale ludzie tak się zżyli z tą nazwą, że sam nadal na nie czasem tak mówię. I nie, nie pamiętam większości starych komiksów i nie potrafię często określić, kiedy i w jakich okolicznościach który powstał, gdy już widzę jeden przed oczami. Dlatego nie mam skrupułów przed wrzucaniem na tablicę na FB swoich starszych tworów raz na jakiś czas. Jeśli nadal mnie któryś śmieszy, a zapomniałem o jego istnieniu, to pewnie inni też się ucieszą, jak im go przypomnę.

psy

Wydaję mi się, że jednak prawdziwy wybuch internetowej sławy zaczął się wraz z wejściem na youtube. Pamiętam Twój pierwszy filmik, w którym opowiadasz, że mama kupiła Ci kamerkę. Te z Panem Gangsterem też. Już wtedy chciałeś się wziąć za to na poważniej?

Nigdy za nic nie biorę się na zbyt poważnie. “Ogarnij Się”, które wyniosło mnie do “internetowego gwiazdorstwa” tworzyłem gadając o niczym i z jednego posiedzenia przed kamerą wyciągałem pięć odcinków. Chyba naprawdę ciężko pracowałem dopiero nad niektórymi Codziennikami Demlandu, a pierwszą serią, do której naprawdę poważnie podchodzę jest Kinowy Ekspres. Nadal cenię sobie zabawę i improwizację, stąd pojawia się tyle nowych serii, które upadają po chwili. To bierze się z tego, że wszystko, co kręcę i rysuję jest dla mnie twórczym ćwiczeniem, a nie wykonywaniem roboty.

O, sam doszedłeś do rzeczy, o którą chciałem zapytać. Do Kinowego Expressu podchodzisz poważnie i widać, że tematyka jest dla Ciebie ważna. Ale z drugiej strony, wcześniejsze filmiki dały Ci łatkę internetowego śmieszka. Nie boisz się, że będziesz miał problemy z wyrwaniem się z takiego właśnie wizerunku? Bo teraz jest jakby dwóch Ciebie.

Dużo myślałem o tych swoich różnych personach i w końcu stwierdziłem, że nie umiem ich od siebie odróżnić – to chyba tylko różne moje humory a nie osobowości. Co prawda przeskok między Ogarnij Się a Kinowym Ekspresem jest ogromny, bo to dwa różne końce skali, ale jeśli ktoś widział Codziennik albo moje streamy, to mniej więcej ma pojęcie, kim jestem i gdzie udaję, a gdzie nie. Poza tym ostatnio staram się więcej swojej ironicznej osobowości wsadzać do Ekspresu, żeby poza przekazaniem czegoś móc przy okazji bawić, bo wcześniej czasem zauważałem, że zbyt długo tkwię w trybie pana profesora. Wygląda na to, że lekka zmiana tonu przyjmuje się to super.

To połączenie to rzeczywiście dobra sprawa, bo może w końcu ludzie zrozumieją u nas, że da się o filmach gadać inaczej niż wyegzaltowanym głosem Tomasza Raczka. W Stanach świetnie robi to np Doug Walker. Zastanawia mnie jedno: sam chyba wspominałeś, że Twoja edukacja filmowa odbywa się w turboprzyspieszonym tempie. Zdarzają się sytuację, że ktoś narzeka: Ej to ja tutaj jestem poważnym panem filmoznawcą po studiach, a tutaj jakiś koleś z internetu się mądrzy po jakichś dwóch latach?

E, nie antagonizowałbym poważnej krytyki i unikałbym słynnego Gościa w Okularach jako lepszego przykładu mówienia o filmach. Ja sam mam już dość ludzi, którzy dwoją się i troją w filmach, żeby mnie rozbawić i dużo bardziej cenię poważne teksty i podcasty anglojęzyczne. Moim ulubionym jest Filmspotting, który nauczył mnie, że krytyka nie musi być tylko wygłaszaniem kilku zdań o tym, że aktorstwo słabe, reżyser zna się na rzeczy, muzyka była za głośna, a CGI wyglądało wybornie + skrót o czym jest film. Bo to są banalne wytłumaczenia i jazda po wierzchu. Dlatego sam często podkreślam, że jestem amatorem, ale nie traktuję tego jako wymówkę do bycia niedoinformowanym i wypowiadania opinii opartych na ignoracji. Pewnie, czasem coś objadę lub obśmieję, ale nawet wtedy staram się podpierać argumentem.

Poczuwasz się do jakieś misji w edukowanie internautów? Dużo czasu w swoich nagraniach poświęcasz uświadomienie, że istnieją inne filmy niż te z wielkich posterów. Jakiś czas temu cieszyłeś się z odkrycia kin studyjnych. Myślisz, że udało Ci się do nich nakłonić chociaż parę osób?

Na pewno się udało, bo sami mi o tym piszą. Dostałem fantastyczną szansę dotarcia do grupy widzów, która w żadnym innym wypadku nie zostałaby narażona na kontakt z wysoką sztuką i chcę ją wykorzystywać. Cały czas szukam tego doskonałego punktu równowagi i próbuję przemycać informacje o repertuarze kin studyjnych reklamując odcinek recenzją znanego blockbustera. Na przykład na koniec Ekspresu Jurassic World wspomniałem o Timbuktu i postawiłem widzów przed wyborem – możesz pójść jeszcze raz na to samo i pozwolić swojemu mózgowi kisić się w tym samym sosie albo zobaczyć coś zupełnie nowego, mającego miejsce w prawdziwym świecie. A teraz dzięki współpracy z festiwalem T-Mobile Nowe Horyzonty mam szansę zarazić ludzi artystycznym bakcylem jak nigdy wcześniej.

I pytanko na koniec. Jak podchodzisz do nadrabiania klasyki? Swobodne czy masz listę i boisz się, że nagle umrzesz, a tu Godard wciąż nieruszony?

Ty wiesz, że Godard faktycznie nadal nietknięty? Zobacz za kogo ja się mam, jak przez całe życie jeden film Feliniego widziałem! Pewnie powinienem zacząć od tych, bez których znajomości będę wyśmiewany w rozmowach z poważnymi ludźmi, ale ostatnio zamiast tego zainteresowania wyniosły mnie w kierunku kina irańskiego. Spoko, w końcu wezmę się za Francję i Włochy. Jakoś zdążę. Póki co trzymam kciuki, że Raczek mnie o Godarda nie spyta, kiedy zobaczę się z nim pierwszy raz.

Autorem zdjęcia jest Daniel Hilbrecht

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>