Poniższy tekst oparty jest na moich osobistych doświadczeniach związanych z depresją, nie roszczę sobie praw do bycie autorytetem, mam na celu próbę przekazania “jak to jest” oraz wsparcia ludzi borykających się z tą paskudną chorobą.

Budzę się wymęczony, dobre dwie godziny po pierwszym budziku. Tego dnia nie mam zaplanowane nic ważnego, ale i tak czuję już lęk i zniechęcenie, jakbym miał przystąpić do egzaminu. Mam poczucie, że w ciągu ostatnich kilku dni nie zrobiłem nic, co usprawiedliwiałoby moje przemęczenie. Czas po prostu przelatuje nie zostawiając żadnych wartościowych wspomnień. Przez cały dzień czuję, że jedyne czego chcę, to ponownie położyć się do łóżka i wyłączyć na parę godzin. Tylko kiedy pora na sen, ten nie przychodzi, za to przez głowę pędzie kawalkada myśli, która przekonuje, że następny dzień także będzie zatopiony w szarości i pozbawiony znaczenia.

Powyższy opis u kogoś nie obytego z depresją może wywołać reakcję “przecież każdy ma takie dni, że jest mu trochę gorzej i smutniej, weź się w garść”. Z osobistego doświadczenia uważam, że właśnie w takim podejściu tkwi główny problem ze zrozumieniem tego, czym naprawdę jest codzienne funkcjonowanie z depresją. Warto zwrócić uwagę właśnie na słowo “codzienne” – są osoby, które czują się tak praktycznie bez przerwy, to nie są momenty ani stany przejściowe, tylko wieczny problem ze zmotywowaniem się do każdej, najprostszej czynności. Jednak ludzie, u których depresja występuje w “epizodach” też czują jej obecność każdego dnia, tyle że schowaną gdzieś z tyłu głowy. To funkcjonowanie z bombą, której detonacja jest ustawiona losowo. Możesz mieć szczytowy nastrój i naprawdę sprawnie działać, ale wiesz, że w każdej chwili to wszystko ma szansę jebnąć.

Właśnie nicość, pustka, czarna dziura, która wszystko w siebie wsysa. Dużo osób myśli, że głównym czynnikiem depresji jest smutek i od razu wyobraża sobie jakieś egzystencjalne cierpienia. Jednak gdy atakuje depresja to masz je w dupie, bo po prostu nic Cię nie obchodzi. Smutek jest wręcz dobry, bo oznacza konkret, wokół którego można coś zbudować i mu przeciwdziałać. A depresja to brak emocji, chęci i energii. To stan, w którym wszelkie bodźce lądują w jednym dole bez dna. Nie ma możliwości na pocieszenie czy podreperowanie sobie samopoczucia przyjemnościami, bo nic nam ich nie sprawia. No może poza podnietami pokroju używek, które na chwilę potrafią zagłuszyć poczucie beznadziei. Jednak ta wraca potem z jeszcze większą siłą. Depresja sprawia, że każda czynność jest niezwykle trudna i nie możesz pojąć, jak ludzie mogą w ogóle funkcjonować. To wszystko jest z boku zupełnie irracjonalne – wiem o tym doskonale, bo za każdym razem, kiedy mija mi najgorsza faza sam patrzę ze zdumieniem, jak mogło mi być tak ciężko. I tutaj ważna sprawa – jeśli ktoś bliski choruje na depresję to musicie się uzbroić w nieskończony zapas cierpliwości, bo łatwo z kimś takim nie będzie. Skoro chorujący sam nie jest w stanie siebie znieść i wytłumaczyć swoich reakcji, to ktoś nie siedzący w jego skórze właściwie nie ma to szans.

Teraz rzecz najważniejsza: jeśli pojawia się obawa, że możesz mieć depresję to natychmiast idź do lekarza. Może być to trudne, bo rzadko zdarza się, aby mieć siłę podjąć taką decyzję samemu. To draństwo zatruwa mózg powoli i sprawia, że sami nie zauważamy zmian. Dlatego jeszcze bardziej uwagę powinni mieć na to bliscy takiej osoby. Jeśli widzisz, że ktoś ma wyraźny problem to zaciągnij go do specjalisty, choćby za pomocą koni i łańcuchów. To jest choroba, która wymaga konsultacji z lekarzem. Niekoniecznie musi się to skończyć na faszerowaniu lekami, może wystarczy psychoterapia albo znalezienie problemu gdzie indziej niż w głowie (hormony, trzustka, milion rzeczy do przebadania). Nie ma żadnego “to może przejdzie”, “weź się w garść”, “dasz radę” – to tylko szkodzi. Jednak jeszcze bardziej szkodzi pieprzenie w stylu słynnej pani podróżniczki wydające podręczniki do walki z depresją lub kołczingowe szamaństwo wmawiające, że to wszystko zależy od nastawienia. Te wszystkie poradniki “znalazłam sama rozwiązanie” są jednym z najgorszych zagrożeń dla rzeczywiście chorych ludzi i powinny zostać spalone na stosie. Od tego są specjaliści, których nie należy się bać albo tłumaczyć “nie pójdę, bo nie jestem świrem”. Możliwe, że nim jesteś, ale mam też dobrą wiadomość – to nie jest powód do wstydu i ludzie wokół też to zrozumieją. Czasy się zmieniają i nie należy się już bać.

Znalezione obrazy dla zapytania depression comic

Piszę to z perspektywy osoby, która leczy się już od kilku lat i akurat ma za sobą dość ciężki epizod. Jednak zdarzają się one coraz rzadziej i są coraz krótsze, poza tym jako-tako potrafię się do nich przystosować. Co ważniejsze – coraz częściej mam poczucie, że czuję się normalnie. Nie jakoś super optymistycznie, ale właśnie normalnie. Może to zabrzmi dziwnie, ale kiedy po kilku miesiącach leczenia poczułem ten stan po raz pierwszy, był to jeden z najbardziej niesamowitych momentów w moim życiu. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże komuś podjąć odpowiednią decyzje i pozwoli mu doznać tego samego.

źródła ilustracji

http://theawkwardyeti.com/

https://www.gemmacorrell.com/