Mamy lato, więc wśród filmowych premier przeważają produkcje lekkie i służące przyjemności. Wśród przeglądanych tytułów “Okja”, “Król Artur: Legenda Miecza”, “Toższamosć Zdrajcy” i “Baby Driver”.

okja
Okja – dowód na to, że Netflix jest w stanie wyprodukować film, który zjada na śniadanie większość superprodukcji przeznaczonych do klasycznej dystrybucji. Piękna wizualnie i muzycznie, przezabawno-straszna opowieść , która bezlitośnie drwi z wielu hipokryzji związanych ze współczesną ekologią – dostaję się zarówno wielkim korporacjom, jak i maniakalnym obrońcom przyrody. Bong to mistrz miksowania gatunków przeskakujący płynnie z komedii do grozy i z powrotem. Aktorsko także petarda, świetna młodziutka Seo-hyeon Ahn i komediowe popisy Tildy Swinton, Paula Dano i Jake’a Gyllenhaala. Ten ostatni paradujący w wąsach ala Groucho Marx po prostu rozbraja swoją maksymalnie przerysowaną rolą. Jestem szczerze zachwycony i gorąco zachęcam do jak najszybszego obejrzenia, aby zrozumieć ile może zyskać kino pozbawione hollywoodzkich interwencji – Bong miał podobno, pomimo wielkiego budżetu, zapewnioną kompletną swobodę twórczą.
 zdrajca
Tożsamość zdrajcy – idealny przykład filmu, który wywala się na tym, że nie wie czym do końca chce być. Z jednej strony mamy do czynienia z szpiegowskim thrillerem typu “zabili go i uciekł”. Zwrot akcji goni zwrot akcji, strzelaniny i ucieczki – to wszystko ogląda się całkiem miło. Jednak niestety scenarzysta postanowił też, że powie coś na temat walki z dzisiejszym terroryzmem i tutaj zgrzyta za dużo elementów. Normalnie głupotki by mi nie przeszkadzały, ale kiedy ktoś mi mówi, że to wszystkojest na poważnie, wtedy zaczynają draźnić. Aktorsko bardzo fajna Naomi Repace, nijaki Bloom i Douglas, który już chyba zastygł w jednym rodzaju gry. Najlfajniej się patrzy na Malkovicha, który zachowuje się jakby urwał się z zupełnie innego filmu – ogląda się go super, ale to tylko zwiększa poczucie rozdarcia w kwestii przynależności gatunkowej.
artur

Król Artur: Legenda Miecza – Ritchie nie ma założonej żadnej autocenzury na swoje pomysły, przez co film jest chaotyczny, przeszarżowany, czasami wygląda jak trailer, a czasami jak teledysk. Niektóre rozwiązania wizualne i narracyjne są cudowne, ale sporo jest tych mocno chybionych. Jednak to wszystko nie jest ważne, bo całość po prostu kipi energią i ma pełno szelmowskiego serducha. Te elemeny sprawiły, że przez dwie godziny seansu po prostu cieszyłem japę. Zupełnie rozumiem, że gangsterski Król Artur może nie przypaść do gustu, ale ja zostałem kupiony.

Ps. Czy tylko mi walki z siłami ciemności przywodziły na myśl “Dark Souls”?

baby driver
Baby Driver – Jeśli spodziewaliście się doskonale zrealizowanej sensacyjnej komedii, która wypełniona jest filmowymi cytatami i sama tworzy je hurtowo, to mam dla Was świetną wiadomość. Ten tytuł można opisać jednym określeniem – cukiereczek dla oczu i uszu. Warstwa wizualna i dźwiękowa są dopieszczone do tego stopnia, że ociera się to o perwersje. Nie wiem kiedy ostatnio widziałem film, w którym to co słyszymy tak dobrze oddaje, to co widzimy. Wszystko zrobione jest w rytm muzyki – nawet trzaskanie drzwiami i dźwięki wystrzałów. Jest to możliwe dzięki doskonałemu montażowi nakładającymi majtki na głowę tym wszystkim patałachom od współczesnego kina akcji. Warto nadmienić, że dobór kawałków muzycznych jest niebanalny i samo oczekiwanie na kolejny jest sporą frajdą. Fabuła jest prosta i symboliczna, ale ma kilka ciekawych zwrotów akcji i sprawdza się jako fura dla tej całej kinowej zabawy. Aktorsko jest wyśmienicie, wszyscy wyraźnie bawią się swoimi rolami i wypadają naturalnie. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to widoczny spadek tempa na krótki moment w połowie filmu, ale potem wszystko wraca na swoje miejsce i już o tym zapominamy. Bawiłem się doskonale, pewnie wybiorę się do kina jeszcze raz i mam nadzieję, że Edgar Wright w końcu zdobędzie ogólny szacunek, na jaki zasługuje, bo to jest filmowy kot nad kotami.