Pytanie o to, jak dużo w postaciach celebrytów jest wykreowane przez nich samych to jeden z najciekawszych aspektów showbiznesu. Niektórzy postanowili zabawić się z swoim wizerunkiem i zagrać w filmie samych siebie. Oto cztery tytuły, każdy utrzymany w innej konwencji, będące efektami takich właśnie eksperymentów.

JCVD – Jean Claude Van Damme nie ma lekkiego życia. Jego wielka sława przeminęła, boryka się z brakiem pieniędzy i właśnie przegrał sprawę o opiekę nad swoją córką. Zgorzkniały i zmęczony życiem aktor powraca do rodzinnej Belgii by tam przemyśleć parę spraw. Na miejscu zupełnie przypadkiem wchodzi na pocztę, która stała się celem napadu kilku bandytów. JVCD zostaje uwięziony, a opinia publiczna wierzy, że to on stoi za całym skokiem. Po opisie fabuły spodziewałem się raczej humorystycznej opowieści, ale zostałem srogo zaskoczyłem. To film utrzymany w ponurym nastroju, w którym Van Damme dokonuje gorzkiego rozliczenia z własną karierą i tym, jak widziany jest przez ludzi. To portret przybitego przez życie człowieka nie potrafiącego dać ludziom tego, czego od niego oczekują. Film czasami skręcony jest zbyt nieporadnie, niektóre wolty narracyjne męczą, ale jako całość pozostawia pozytywne wrażenie. Szczególnie warto zobaczyć dla samego Jean Claude’a, który całkiem dobrze sprawdza się w dramatycznej roli.

jvcd


Być jak Micheal Madsen – Klasyczny przykład na to, że nawet najlepszy żart może zostać zarżnięty przez brak wyczucia twórców. “Być jak Micheal Madsen” to mockdokument mający na celu zakpienie ze świata celebrytów i paparazzich. Micheal Madsen męczony przez wścibskiego reportera postanawia się zemścić i sam wynajmuje ekipę mającą na celu śledzenie natręta przez dzień i noc. I przez pierwsze pół godziny jest całkiem zabawnie, potem jednak fabuła zaczyna iść w dość dziwną stronę. Ekipa śledząca staje się ulubieńcami Ameryki i otwiera się przed nią wielki świat. Mogłoby to być ciekawe, ale całość jest szyta zbyt grubymi nićmi i nakręcona z niezbyt wielkim polotem. Poza tym film posiadający Micheala Madsena w tytule, ma go za mało w samej fabule. Niestety, duży zawód.

being micheal madsen

Porwanie Michela Houellebecqa – Po filmie o enfant terrible francuskiej literatury można było spodziewać się obrazu kontrowersyjnego i równie nieprzyjemnego w odbiorze, co książki Houllebecqa. Zamiast tego otrzymujemy ciepłą komedię utrzymaną w dość absurdalnym tonie. Oto kilku porywaczy-amatorów dostaje zadanie pojmania znanego pisarza w celu otrzymania sowitego okupu. Jednak już po dokonaniu porwania okazuje się, że Houellebecqa niezbyt przejmuje się całą sytuacją, a po pewnym czasie wręcz zaprzyjaźnia się z swoimi oprawcami, zresztą z wzajemnością. Humor filmu opiera się głównie na kontaktach pisarza z dość prostymi łotrami. Jednak nie spodziewajcie się, że będzie to popis tytana intelektu. Autor “Cząstek elementarnych” bardziej przypomina tutaj dworcowego dziada, którego najbardziej interesuje swobodny dostęp do papierosów i alkoholu niż filozoficzne dywagacje, o uzyskaniu wolności nie wspominając. To typowy snuj składający się z ciągu scen, w których postaci głównie rozmawiają, w sumie nie zmierzając do żadnego celu. Widać, że sam Houellebecq doskonale bawił się na planie, co udziela się także widzowi. Jeśli lubicie takie specyficzne poczucie humoru i chcecie zobaczyć jak francuski skandalista uczy się podstaw MMA, to śmiało sięgajcie.

porwanie

I’m still here – W 2009 roku będący na szczycie swojej kariery Joaquin Phoenix ku zaskoczeniu wszystkich stwierdził, że rezygnuje z aktorstwo na rzecz swojej prawdziwej pasji jaką jest Hip Hop. Przez prawie dwa lata Hollywood obserwowało jego nieporadne próby zrobienia z siebie muzyka i powolne staczanie się na dno. Phoenix nadużywał alkoholu i narkotyków, przytył oraz zaczął mieć wyraźnie problemy z higieną osobistą. Jednym słowem, stał się pośmiewiskiem. Jednak w końcu okazało się, że cała historia była jednym wielkim zgrywem, który aktor wymyślił razem z Caseyem Affleckiem, prywatnie swoim szwagrem. “I’m still here” to wyreżyserowany przez Afflecka dokument z tego dziwnego okresu w życiu Phoenixa. Film jest o tyle specyficzny, że bez wcześniejszej wiedzy nie widać po nim, że jest nagraniem wielkiego żartu i szydery ze świata gwiazd. Obserwujemy wszystkie upadki Phoenixa, od jego pokracznych prób rapowania, załamania nerwowe, a nawet imprezy kończące się rzyganiem w toalecie. Film jest kręcony dość siermiężnie, więc ogląda się go dość ciężko, zwłaszcza, że nie szczędzi momentów, po których pozostaje wyraźny niesmak. Jednak jako część specyficznego eksperymentu, naprawdę daje do myślenia.

Im-Still-Here1

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>