Panująca za oknem aura sprawiła, że potrzebowałem remedium w postaci bezpretensjonalnej rozrywki. Dlatego sięgnąłem po kilka serii wchodzących w skład Marvel Now!, które wydaje u nas Egmont. Oto wrażenia z tej małej przygody z trykociarzami.

Thor: Gromowładny – Nigdy nie byłem wielkim fanem Thora, ale Jason Aaron wyciągnął z tej postaci wszystko, co najlepsze. Bóg Piorunów przemierza kosmos w poszukiwania rozwiązania zagadki znikających przedstawicieli rozmaitych panteonów, by natknąć się na ślad tytułowego Bogobójcy. Bardzo mroczna i nihilistyczna opowieść stanowiąca połączenie mistyki z hard science-fiction. Opuszczone boskie miasta unoszące się w kosmosie, istoty żyjące miliardy lat i inne cuda, a to wszystko podszyte dużą dawką niepokoju. Aaron prowadzi narrację w staroświecki sposób (pełno ramek z opisami), ale tutaj świetnie zdaje to egzamin. Kojarzy mi się to wszystko z mroczną europejską fantastyką z lat osiemdziesiątych. Warto, nawet jeśli nie jest się fanem trykotów, bo klimat jest tu zupełnie inny.

superior

Superior Spider-Man – Cztery lata temu z okazji siedemsetnego numeru przygód Człowieka-Pająka Marvel przygotował dla jego fanów kontrowersyjną niespodziankę. W czasie ich ostatniego pojedynku umierający Otto Octavius zamienił się z Peterem Parkerem ciałami i postanowił zostać nowym, lepszym Pajęczakiem. Pomysł ten tak wkurzył fanów, że Dan Slott (scenarzysta) regularnie dostawał listy z pogróżkami. Jednak szybko okazało się, że ten patent (nieważne, że głupi, to w końcu Marvel) nadał serii naprawdę dużo świeżości. Przynajmniej na paręnaście pierwszych zeszytów. Śledzenie tego, jak radzi sobie bardziej pragmatyczna wersja Spidera jest ciekawe, przyjemne i zabawne. Slott ma plan, który konsekwentnie realizuje. Niestety potem zaczyna się klasyczne marvelowskie przegięcie. Jakby ktoś powiedział scenarzyście – “Twoja seria jest nawet spoko, ale wsadźmy tam jeszcze Spider-Mana z przyszłości, Symbiota i takie pierdoły, wiesz aby trwało to dłużej i dzieciaki się jarały”. Przez to seria zaczyna męczyć, a dobre wrażenie powoli znikać. Największy zarzut mam wobec innego niuansu – od początku wiadomo, że Octavius ostatecznie okaże się gorszym bohaterem od Parkera. Tylko odnoszę wrażenie, że jedynym argumentem na to jest większa szlachetność tego drugiego. Sukcesy nowego Spider-Mana wydają się kończyć w momencie, kiedy scenarzysta stwierdził, że czas powoli przygotować czytelników na powrót Parkera, bo tak trzeba. A ja czuję, że wcale temu powrotowi nie kibicuje, bo Superior naprawdę fajnie sprawdza się jako nowa postać. Warto sięgnąć po pierwsze trzy tomy, a potem można sobie odpuścić.

wczorajsi-xmen

All-New X-Men – Komiksy pisane przez Bendisa to dla mnie zawsze wielka niewiadoma. To scenarzysta, który dla Marvela pisał już rzeczy wybitnie dobre, jak i kompletne koszmarki. Jednak jest jedna rzecz, którą w jego komiksach wyczuwam prawie zawsze – dziecięcą radość z tego, że może tworzyć historie rozgrywające się w swoim ulubionym uniwersum. I w tej serii czuć to bardzo mocno. Już sam koncept wyjściowy jest w końcu listem miłosnym do początków historii X-Menów. W świecie mutantów nie dzieje się za dobrze. X-meni podzielili się na dwa obozy, jeden kierowany jest przez Wolverine’a i kroczy pokojową drogą Charlesa Xaviera, drugim zarządza Cyclop, który wybrał wojenną ścieżkę Magneto. Zdesperowany Hank McCoy postanawia sprowadzić do teraźniejszości pierwotny skład mutantów, aby mogli przemówić do rozsądku dorosłemu Summersowi. Ten pomysł fabularny jest kretyński, a scenariusz nawet nie udaje, że tak nie jest. Bendisowi od początku chodzi o to, aby maksymalnie podbić stawkę i opowiedzieć zakręconą historię. Problem w tym, że ludzie nie znający dobrze historii X-Menów poczują się zagubieni. Inni mogą się zżymać, że za mało tu akcji, a za dużo wątków przypominających telenowelę. Jednak ten zakątek Marvela zawsze taki był, a Bendis prowadzi relacje między postaciami z wielkim wdziękiem. Dla mnie właśnie kontakty między członkami drużyny i ich rewelacyjnie napisane dialogi są największą zaletą tej serii. Fani mutantów będą zadowoleni, inni mogą się znużyć.

deadpool

Deadpool: Martwi Prezydenci – Nic nie mam do postaci Deadpoola i rozumiem, że z marketingowych powodów ten komiks musiał się u nas pojawić, ale jest po prostu mierny. Pomysłu wystarczy właściwie tylko na początek fabuły – ktoś ożywił martwych prezydentów USA, którzy robią bajzel, więc pyskaty najemnik musi ich sprzątnąć. A potem następuje dużo nudnego łubudu przecinanego sucharkami, z których może co dziesiąty jest naprawdę zabawny. Większość z nich to nawiązania do historii polityki Stanów Zjednoczonych, ale myślę, że żarty Kryszaka bywają subtelniejsze. Ten album jest koszmarnie nudny, źle napisany i jeszcze raz nudny. Przyznam, że parę razy się uśmiechnąłem, ale ten sam efekt uzyskałbym siedząc piętnaście minut na 9gagu. Czuję się okradziony z czasu i po następne tomy już raczej nie sięgnę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>