Ostatnio w moje ręce wpadło tyle komiksów, że moja kupka zaległości zaczyna nabierać niepokojących rozmiarów. Oto fragment relacji z rozpaczliwych prób jej zwalczenia. 

Planeta Macierzysta – w czasie Krakowskiego Festiwalu Komiksu pogrzebałem trochę w stoisku Komiksy krztoniowe i Mydło Zin w celu nabycia zinków. Opisywany komiks nabyłem jako ostatni, bo miałem akurat jeszcze wolną dyszkę w kieszeni. I bardzo się cieszę, że to zrobiłem, bo jestem po prostu zakochany w tym małym cudzie. Szymon Szelc to chyba zaginiony brat Jacka Świdzińskiego, tylko bardziej odjechany. Zobaczcie tylko na ilustrację na górze i powiedzcie, że nie jest cudowna. Absurdalna historyjka o życiu na obcej planecie jest przezabawna, zarówno pod względem tekstowym, jak i graficznym. Autor łączy z sobą minimalizm swoich rysunków z ich maksymalnym natężeniem, czego efektem są plansze, w które można wpatrywać się długimi minutami w poszukiwaniu wszystkich niuansów. To chyba najlepiej wydane 10 zł w tym roku, sprawdzajcie, kupujcie i zachwycajcie. Czekam na więcej.

Punisher MAX 1 – Garth Ennis to psychol lubujący się w pokazywaniu przemocy i wszelkich patologii tego świata. Uwielbia także postaci milczących twardzieli o kwadratowych szczękach. Jednym zdaniem: jest idealnym scenarzystą do komiksów o Punisherze. Nie mająca końca krwawa krucjata Franka Castle’a nabiera w tym tomie prawdziwego pazura i zmienia się w mocnego kopa prosto w twarz. Wartka akcja, galeria wykręconych czarnych charakterów i brawurowe rysunki sprawiają, że to chyba najlepszy komiks o Punisherze, który miałem przyjemność czytać. Lektura większości komiksów Marvela przypomina jedzenie mielonych kotlecików o niskiej zawartości mięsa – “Punisher MAX” to krwisty stek z najlepszej gatunkowo wołowiny. Myślałem, że Ennis mi się przejadł, ale tym razem ponownie poczułem do niego sympatię.

Zdjęcie użytkownika Kusi na Kulturę.

Nie musisz się mnie bać – oj dziwny ten nowy Sfar, nawet jak na jego standardy. Tym razem prezentuje nam historię o miłości osadzoną we współczesności. Fabuła jest bardzo rozmyta i stanowi raczej pretekst do ciągu rozważań: o miłości, seksie, sztuce i innych istotnych kwestiach. Brak istotnej historii przestaje przeszkadzać, bo francuski autor znowu udowadnia, że jest mistrzem pisania dialogów i wprowadzania nastroju dzięki dygresjom i anegdotom. Dużo pieprznego humoru ujmującego swoją bezpruderyjnością. O warstwie wizualnej nie ma się co rozpisywać, bo wiadomo, że to jest absolutna ekstraklasa europejskiego rysunku.

Gotham Central. Klauni i Szaleńcy – Drugi tom serii opowiadającej o pracy policji w Gotham City utwierdził mnie w przekonaniu, że to jeden z najlepszych mainstreamowych tytułów ukazujących się na naszym rynku. Greg Rucka i Ed Brubaker, dwóch mistrzów gatunkowego scenopisarstwa, stworzyli postaci z krwi i kości i to one są tu najważniejsze. Owszem, ich śledztwa są wciągające i często zaskakujące, ale dla mnie stanowią tło. Ważniejsza jest opowieść o zwykłych ludziach, którzy muszą stawać przeciwko zagrożeniom znacznie przekraczających ich kompetencje. Pełni wad działają w cieniu Mrocznego Rycerza, który nie ma czasu zajmować się ich przyziemnymi sprawami. Dzięki temu otrzymujemy komiks o wiele ciekawszy niż standardowe przygody superbohaterów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>