Tak się złożyło, że sześć z siedmiu opisywanych komiksów w jakiś sposób dotyczy podróży. Zarówno tych w odległe zakątki kosmosu, jak i tych ograniczających się do najbliższej dzielnicy. 

Descender. Blaszane Gwiazdy

Jeff Lemire wyrasta na jednego z moich ulubionych scenarzystów komiksowych. Tym razem przedstawia nam wciągającą od samego początku historie o międzyplanetarnej wspólnocie, którą spotkała zagłada. Pewnego dnia przy każdej zamieszkałej planecie pojawiły się kolosalne roboty zwane Żniwiarzami, które zaczęły siać zniszczenie, a zaraz potem zniknęły. Akcja rozgrywa się dziesięć lat później, kiedy niedobitki wciąż próbują odkryć, co właściwie się wydarzyło, a kluczem do tego może być mały android Tim-23. Lemire kreuje świat, który wydaje się naprawdę bogaty i rozbudza ciekawość w kwestii jego kolejnych zakątków. Trudno przewidzieć, czy utrzyma się w to następnych tomach, ale ja wsiąkłem w tę historię od razu. Duża w tym zasługa warstwy graficznej malowane kadry Dustina Nguyena dodają tej opowieści aury pewnej ulotności, która świetnie koresponduje z atmosferą świata po apokalipsie. Mucha Comics znowu postawiła na powiększony format, przez co otrzymujemy kolejny komiks, który jest także pięknym przedmiotem do przeglądania i napawania się jego wyglądem.

Empress. Cesarzowa

Empress. Cesarzowa 

Trudno mnie nazwać fanem scenariuszy Marka Millara, a ten komiks raczej nic w tej kwestii nie zmienia. Założenie jest całkiem ciekawe to science-fiction rozgrywające się w dalekiej przeszłości, kiedy to Ziemia była częścią międzygwiezdnego imperium rządzonego przez potężnego tyrana. Główną bohaterką jest jego żona, która postanawia zabrać swoje dzieci i uciec spod władzy sadystycznego męża. I tak rozpoczyna się ich wielka podróż pomiędzy planetami. Widać, że Millar ma na te wszystkie światy jakiś pomysł, ale problem polega na tym, że akcja pędzie do przodu wręcz skokowo i nie jesteśmy w stanie skupić się na żadnym nich. Naprawdę, czasami miałem problem ze zorientowaniem się, co właśnie się stało, bo fabuła przeskakiwała już do następnego wątku. Tego chaosu nie ratują ani ciekawe pomysły (trochę ich jest), ani sprawne rysunki Immonena. Tylko dla zgłodniałych fanów gatunku.

Lone Sloane 2

Lone Sloane 2

Już w pierwszym tomie fabuła przygód kosmicznego pirata nie była łatwa do śledzenia, ale dopiero w tym albumie Druillet odlatuje naprawdę. Narracja jest tu chaotyczna, archaiczna i czasami przypomina bełkot wynikający z majaków niż składnie opowiedzianą historię. Jednak to wszystko schodzi na drugi plan, bo liczą się tutaj ilustracje, a te nadal potrafią wywołać dreszcze na skórze. Niesamowite i zakręcone wizje rodem z najgorszych koszmarów oprawione w szatę mistycznego science-fiction. Łapałem się na tym, że w pewnym momencie przestawałem śledzić historie, tylko wpatrywałem się w te dziwne cuda. Samo to przeżycie sprawia, że tomem warto się zainteresować, choć jego specyfika może być dla wielu odrzucająca.

Kongo

Kongo

Opowieść o podróży Józefa Konrada Korzeniowskiego w głąb afrykańskiego Konga jest komiksem wykonanym bardzo rzetelnie, ale daleko mi do zachwytów. To sprawnie opowiedziana i narysowana historia wyprawy, która się inspiracją do późniejszego magnum opus pisarza, czyli “Jądra ciemności”. Christian Perrissin i Tom Tirabosco bardzo dobrze oddają duszny i paranoiczny klimat związany ze zdobywaniem dzikiego lądu, w czym największą zasługę mają czarno-białe rysunki tego drugiego. Gorzej ma się sprawa z bohaterami – o ile Joseph Conrad przypomina człowieka z krwi i kości, to większość spotykanych przez niego ludzi sprawia wrażenie tylko i wyłącznie narzędzi fabularnych. Jednak nie są oni aż tak ważni, jak nastrój podróży w krainę mroku, a to wyszło naprawdę ciekawie. Nie jest to rzecz do koniecznego przeczytania, ale miłośnicy podróży i twórczości Conrada powinni się zainteresować.

Idący człowiek 

Idący człowiek 

Pozornie nie ma w tym komiksie niczego ciekawego. No bo jak można uznać za ciekawe krótkie historyjki o mężczyźnie w średnim wieku, który bardzo lubi obserwować świat w czasie swoich spacerów? Jednak taka wstępna niechęć jest paradoksalnie bardzo dobrym startem do lektury, bo Taniguchi uświadamia nam, jak w codziennym poszukiwaniu niezwykłości zapominamy o zachwycie nad rzeczami zwykłymi. Może to być ucieczka przed deszczem i późniejsze grzanie się w saunie, wdzięczność zagubionej staruszki, czy odkrycie wcześniej niewidzianego miejsca w znanej okolicy.Te krótkie opowieści mają w sobie niesamowitą siłę uspokajania, ich czytanie to pewna forma medytacji. Człowiek od razu ma także ochotę wybrać się na spacer, na którym choć przez chwilę skupi się na tym, co tu i teraz. Bardzo sugestywny komiks wypełniony prostą mądrością doświadczonego życiowo człowieka. Polecam zdobyć swój egzemplarz i czytać go co jakiś czasach w ramach dbania o swoją higienę umysłową.

Saga Winlandzka 2

Saga Winlandzka 2

Drugi tom wielkiej opowieści o wikingach plądrujących XI-wieczną Anglię czytałem z wypiekami na twarzy, czując się jak nastolatek. Jaki to wszystko ma rozmach! Szczególnie niesamowicie szczegółowe rysunki. Na plansze przedstawiające bitwy można się wpatrywać i wpatrywać, bo każdy z przedstawionych elementów wyróżnia się spośród innych. Wrażenie robi też dynamiczne kadrowanie, przy którym widać sporo zabawy perspektywą. W tej części nastoletni Thorfinn schodzi na drugi plan, a więcej miejsca poświęcone jest opisowi jego przymusowych towarzyszy. I te zróżnicowane, często okrutne charaktery jeszcze mocniej podbudowują poczucie uczestnictwa w wielkiej historii. Polecam każdemu, kto lubuje się w rozbudowanych opowieściach o okresie, o którym nie powstaje wcale tak wiele tytułów. I ciekawym, jak na historię Europy spoglądają Japończycy.

Spider-Man i Czarna Kotka. Zło, które ludzie czynią

Spider-Man i Czarna Kotka. Zło, które ludzie czynią

Doceniam starania Kevina Smitha (tak, tego od “Sprzedawców”), aby stworzyć historię superhero, która poruszy trudny temat, jakim jest gwałt. Jednak całość wyszła na tyle nieporadnie, że poczułem tylko lekkie zażenowanie. Mamy tu do czynienia z dość prostą trykociarską historią, w której tytułowa parka bohaterów ponownie łączy siły, aby powstrzymać przestępcę o wyjątkowo głupich mocach (nawet patrząc na standardy Marvela), a w takim wypadku trudno utrzymać odpowiednią powagę. Zresztą sam temat gwałtu jest poruszony na zasadzie wstawki “a teraz wszyscy nauczymy się czegoś ważnego, słuchajcie uważnie. Miało wyjść poważnie, ale moim zdaniem zupełnie się to nie udało. Najlepszą rzeczą w tym komiksie są dialogi między Pajęczakiem i Czarną Kotką, ale nie wystarczą one, aby uratować resztę.