Dzisiaj w przeglądzie komiksowy miszmasz, ale każda z pozycji jest jak najbardziej godna polecenia. Wśród omawianych tytułów “Bazmag 1”, “Briggs Land tom 1”, “Władza tom 1”, “Samotny smakosz” oraz “Ziemia swoich synów”.

Bazmag 1 
Bazmag 1 

Za tą rewelacyjną okładką kryje się kolejna pozycja od niestrudzonych bohaterów z Wydawnictwo Bazgrolle. Tym razem mamy do czynienia z zinem z prawdziwego zdarzenia, bo zaproszono tutaj różnych twórców, mamy kilka historii i nawet miejsce na humorystyczny artykuł. Ta różnorodność sprawia, że całość jest mniej hermetyczna niż większość komiksów wydawnictwa, przez co nada się także dla niezorientowanych w klimacie polskiego komiksu. Większość przedstawionych prac to początek jakiejś serii, więc apetyt jest rozbudzony i człowiek ma nadzieję na więcej. Niech lepiej nie będą to tylko takie jednorazowe strzały, bo wielu czytelnikom będzie bardzo smutno. Za 15 zł dostajemy zeszyt wypełniony absurdalnym dowcipem i świetnymi rysunkami, więc nikt nie powinien żałować tego zakupu. Polecam sprawdzić, choćby dlatego, aby sprawdzić, z czym właściwie się ten polski nieżal je.

Briggs Land. Kobieca rękBriggs Land. Kobieca ręka 

Egmont kontynuuje wydawanie ciekawych pozycji z oferty Dark Horse Comics. Tym razem mamy do czynienia z opowieścią o niezależnej enklawie na terenie USA. Tytułowe terytorium Briggsów to społeczność rządząca się swoimi prawami i uciekająca od jurysdykcji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jej przywódca od wielu lat rządzi nim za krat więzienia, gdzie odsiaduje wyrok za nieudany zamach na samego prezydenta. Jego żona, mająca dość roli popychadła postanawia przejąć kontrolę, o którą walczyć musi między innymi ze swoimi synami. Bardzo lubię historię o takich enklawach, w których piętrzą się problemy trawiące te mniej miejskie miejsca w USA. Dla wprawnego scenarzysty to świetna okazja na ukazanie ich w pewnym mikroklimacie, a Brian Woods wydaje się mieć właśnie taki zamiar. Jednocześnie specyfika gatunkowa sprawia, że nie sposób się nudzić, bo taka bezprawna ziemia wypełniona przecież jest problemami, których nie da się rozwiązać bez odrobiny akcji. Po pierwszym tomie jestem bardzo ciekaw, jak to wszystko się rozwinie i niecierpliwie czekam na kolejny.

Samotny smakosz  

Samotny smakosz  

Pozornie bardzo nudny komiks składający się z kilkunastu scen z życia pewnego Japończyka w średnim wieku, który dużą wagę przykłada do jedzenia. Schemat rozdziałów jest bardzo podobny – bohater znajduje się w sytuacji, kiedy musi coś zjeść i trafia na nieznane mu wcześniej miejsca. Wydaje się to niezbyt porywające, ale autorzy jak mało kto potrafią wyciągnąć życiowe obserwacje nawet z najbardziej błahych aspektów życia. Poszukiwania naszego bohatera zmieniają się w rozważania na temat przemijania, własnych wyborów czy preferencji. Jest w tym pewna monotonia, ale też łatwo wpaść w wręcz medytacyjny klimat. Może wynika to z tego, że sam osobiście potrafię podchodzić do jedzenia w wręcz uduchowiony sposób? Książka posiada też spory walor edukacyjny – każdy z rozdziałów rozpoczyna się od wstępu, w której tłumaczone są niuanse japońskiej kuchni. Polecam nie tylko łasuchom.

Władza tom 1. Pora demonów

Władza tom 1. Pora demonów

Bardzo ładna wydmuszka, która opiera się na fajnym koncepcie, ale nie do końca potrafi go wykorzystać. To wizja świata po apokalipsie, w którym władzę po ludziach przejęły antropomorficzne zwierzęta. Podzieliły się na różne frakcje, każda rasa ma swoją specyfikę, ale łączy je jeden problem – świat regularnie nawiedzany jest przez katastrofy naturalne na olbrzymią skalę. Bohaterami jest grupa najemników pomagającą pewnym szlachcicom dostać się do sanktuarium, w którym bezpieczne przeczekają kolejny atak. Oglądanie tych wszystkich pomysłów na ludzkie zwierzęta jest bardzo przyjemne, ale fabularnie nie ma tu niczego, co by mogło przykuć uwagę na dłużej. Do tego rażą strasznie sztampowe i drętwe dialogi bohaterów. Dopiero pod koniec tomu pojawia się coś, co sprawiło, że dam jeszcze szansę następnej odsłonie, bo może jednak wyjdzie z tego coś bardziej interesującego. Jednak na razie trudno mi polecić serię komukolwiek, kto szuka w komiksach czegoś więcej niż ładnych obrazków.

Ziemia swoich synów

Ziemia swoich synów

Gipi prezentuje czytelnikom wizję postapo, która nie jest tak często spotykana w popkulturze. To nie jest swoisty Disneyland pełen atrakcji dla chłopców marzących o wykazaniu się męskością. To ponura, zimna przyszłość, w której żadne z nas nie chciałoby się znaleźć. Dwóch chłopców mieszka w chatce razem z swoim surowym ojcem, który próbuje przystosować ich do życia w tym wyjałowionym świecie. Po jego śmierci wyruszają na poszukiwania nowego miejsca dla siebie. Trudno z nimi poczuć jakąś więź, bo to istoty, które pozbawione są wielu emocji podarowanych przez życie w cywilizacji. Jednak w porównaniu z innymi dziwnymi mieszkańcami ponurej okolicy, wydają się wręcz sympatyczni i niewinni. Ta wszechobecna dehumanizacja i chłód emocjonalny sprawia, że nawet najmniejsze ludzkie gesty wydają się czymś niezwykłym. Bardzo nieprzyjemny w odbiorze komiks, który zostawia w głowie trwały ślad. Polecam, innego końca świata nie będzie.