Tyler Cross, Beneficio, Sandman. Uwertura, Ratownik i Saga Winlandzka 3 – to tytuły, które znajdziecie w tej odsłonie przeglądu komiksowego.

 

Sandman. Uwertura Sandman Uwertura okładka

Trochę mi to zajęło, ale w końcu zabrałem się za prequel komiksowego magnum opus Neila Gaimana, który po latach wrócił, aby odpowiedzieć na jedno nurtujące fanów pytanie: co właściwie stało się na tajemniczej wyprawie Snu, od której rozpoczęła się cała ta saga? Mam z tym albumem spory dylemat, a kłócą się we mnie dwie istoty – kochający Sandmana bez granic ja sprzed 10 lat i obecny, podchodzący do niego z dystansem. Tamten najbardziej cenił sobie tę całą mistyczną część serii i uniwersum utkane przez Gaimana. Uwertura rozgrywa się praktycznie tylko w nim i mocno je rozbudowuje (co pewnie zostanie wykorzystane w nadchodzących spinoffach). Jednak teraźniejszy ja woli te wszystkie elementy Sandmana, które dotykają ludzi – a właściwie fragmenty, gdzie te dwie strefy sprytnie się przenikają. Zamiast tego Gaiman daję nam bełkotliwą historyjkę, w której bliżej do narracji z Lone Sloane albo komiksów Moebiusa niż jego własnemu stylowi. W kwestii graficznej album jest przepiękny, choć dla wielu może wydać się zbyt efekciarski – ja tam nacieszyłem nim oczy. Choć taki piękny i szczegółowy Sandman też trochę nie pasuje do całości serii, w której rysunki i kolory często były bardziej umowne. Podsumowując – czyta się miło, ale uważam, że w pewien sposób Gaiman odarł swoje dziecko z tego, co czyniło je naprawdę wyjątkowym.

Tyler Cross

Tyler Cross okładka

Lubicie dobrze narysowane historie o twardych i milczących facetach wyjętych spod prawa? To powinniście zapoznać się z Tylerem Crossem. Fabularnie mamy tutaj do czynienia ze sprawnym graniem kliszami – z powodu paru zbiegów okoliczności główny bohater ląduje na nieznanym sobie terenie z gnatem i dwudziestoma dolcami w kieszenie. Aha, ma jeszcze 17 kilogramów czystej heroiny, co czyni go łakomym kąskiem dla wielu podejrzanych typów. A patrząc na fakt, że trafia do miasteczka rządzonego przez bandycką rodzinę, to sprawy mogą przybrać tylko jeden obrót. Graficznie całość przypomina pozornie Parkera nieodżałowanego Darwyna Cooke’a, ale mniej tutaj szczegółów, a więcej zabawy barwami. To typowy komiks gatunkowy, który powinien przypaść do gustu każdemu miłośnikowi gangsterski rodem z USA lat pięćdziesiątych.

Ratownik

Ratownik okładka

Niesamowite jest to, jak wszechstronnym gatunkowo artystą był Taniguchi. W tym wypadku ten kojarzony raczej ze spokojnymi obyczajówkami twórca zaprezentował rasowy kryminał ze społecznym zacięciem. Tytułowy bohater to człowiek, który po tragicznej stracie przyjaciela w górach właściwie odizolował się od społeczeństwa. Jednak zaginięcie córki zmarłego kompana zmusza go do zapuszczenia się w zepsute rejony japońskiego miasta i odkrycia świata nastolatek, które, szukając uwagi i pieniędzy, oddają się towarzystwu starszych mężczyzn. Ratownik to trzymający w napięciu thriller pokazujący bardziej mroczną stronę japońskiego społeczeństwa – zarówno jego nizin, jak i najbogatszych stref. Podziw budzi sposób, w jaki Taniguchi trzyma balans między scenami akcji, a momentami zadumy. Naprawdę świetna rzecz, która może odstraszyć niezbyt ładną okładką. W środku jest o wiele lepiej.

Saga Winlandzka 3 saga winlandzka 3 okładka

Ta seria sprawia, że czuję się jak trzynastolatek czytający swoją ulubioną mangę o naparzaniu się. Napisana i narysowana z niezwykłym rozmachem historia o wyprawie brutalnych Wikingów tym razem zwalnia i skupia się na pogłębieniu charakteru głównych postaci. To znaczy częściowo, bo wszystko kręci się wokół sporej bitwy i ważnych pojedynków. Zresztą, takie manewrowanie między poszerzaniem rysów psychologicznych, a niesamowicie dynamicznymi walkami, to już charakterystyczny element tego tytułu. Jeśli lubicie historię i tęsknicie za bardzo długimi, epickimi i emocjonującymi opowieściami, to sięgnijcie po tę mangę. Dodam tylko, że ponownie szczegółowość niektórych rysunków kazała mi zbierać szczękę z podłogi.

Beneficio beneficio okładka

Są takie tytuły, po które trzeba sięgnąć w odpowiednim stanie ducha i tak właśnie mam z komiksem duetu Gawronkiewicz i Kalicki – czytało mi się go bardzo przyjemnie, ale nie byłem w stanie poczuć go w pełni, już tłumaczę dlaczego. Jest to dość rozmywa historia młodej mieszkanki Warszawy, która postanawia oderwać się na chwilę od świata i wyrusza w podróż do tytułowego miejsca. Tam skupia się na integracji z naturą i rozmyślań na temat swojego życia tu i tam. Czytając jej rozważania miałem w głowie coś na zasadzie “stek banałów”. Jednak potem uświadomiłem, że może po prostu sam dawno nie byłem w ten sposób oderwany od codziennego życia i zapomniałem o specyficznym nastroju, w który wtedy się wpada. Na pewno sprawdzę to przy powrocie z najbliższej podróży. W kwestii graficznej nie ma niespodzianek – Gawronkiewicz to absolutny top polskich rysowników i tym razem także nie zawodzi – rysunki w Beneficiozawierają w sobie odpowiednią dawkę ulotności i specyficznego smutku. Podróżujący i sentymentalni powinni sprawdzić, bo mogą odkryć swoje bratnie dusze.