Kolejna rundka z krótkimi recenzjami komiksów. Tym razem wśród opisywanych tytułów “Chłopaki z dwudziestego wieku”, “Doman”, “Ikigami” oraz “Rick i Morty”.

 

Chłopaki z dwudziestego wieku 

Podziwiam rozmach japońskich twórców, dla których czterysta stron komiksu to zaledwie początek opowieści. Gdybym miałbym określić pierwszy tom jednym słowem, to byłoby to “intrygujący”. Na samym początku konferansjer zapowiada pojawienie się kilku osób odpowiedzialnych za ocalenie świata. Zaraz potem poznajemy naszego głównego bohatera, który prowadzi słabo prosperujący sklep spożywczy i musi opiekować się malutkim dzieckiem swojej siostry. W czasie wesela swojego kumpla spotyka innych znajomych z dziecięcej paczki i wspomina z nimi swoje dzieciństwo. Wszystko to brzmiałoby banalnie gdyby nie fakt tajemniczego symbolu, który łączy ich szkolne wojaże z niebezpieczną sektą wyznawców “Przyjaciela”. Urok tego komiksu polega na tym, że elementy fantastyczne pojawiają się w nim stopniowo, na początku stanowiąc dodatek do obyczajowej historii, która sama w sobie jest bardzo ciekawa. Jednak każdy kol wojny element układanki sprawia, że coraz bardziej chcemy odkryć je w całości. Te czterysta stron połyka się ciurkiem i ma ochotę sięgnąć po następny tom.   

 

Doman

doman

Przykry dowód na to, że niektóre rzeczy warto zachować w sferze wspomnień. Seria o słowiańskim wojowniku Domanie wychodziła u schyłku Polski Ludowej i wtedy cieszyła się sporą popularnością, która niestety nie przeniosła się na sukcesy po upadku komuny. Doman stanowi wypadową popularności opowieści o Conanie połączonej z polskimi legendami i motywami Starej baśni. Czyta się to bardzo ciężko, narracja się rwie, a same dialogi bawią swoją stylizacją na dawną mowę. Same historie są niezbyt ciekawe i nawet fani wielkości Lechitów nie znajdą tu nic dla siebie. W końcowych odcinkach kreska zaczyna być nawet interesująca, ale to nadal za mało, aby nazwać ten komiks udanym. Zwłaszcza gdy pomyślimy, że w tym samym czasie powstawał oparty na celtyckich legendach Slaine. Tylko dla zatwardziałych archeologów komiksu.

 

Ikigami 

Ikigami

Manga opowiadająca o świecie, w którym Japonia podjęła się kontrowersyjnego projektu społecznego. Każdy obywatel zostaje poddany za dziecka specjalnemu szczepieniu, w którym jedna na tysiąc osób dostaje specjalną kapsułkę zabijającą ją pomiędzy 22 a 24 rokiem życia. Ma to na celu nauczenie społeczeństwa szacunku do życia i bycia przykładnymi obywatelami. Główny bohater jest doręczycielem tytułowych ikigami, czyli zawiadomień o śmierci dostarczanych na dobę przed śmiercią pechowego obywatela. Fabuła skupia się na konkretnych przypadkach – w pierwszej części jest to ofiara szkolnej przemocy, w drugim muzyk sprzedający pasję dla kariery. Sam pomysł jest intrygujący i ciekawie wykorzystany, więc chętnie sięgnę po następne tomy. Na pewno spodoba się wszystkim lubiącym snucie wizji na temat różnych dystopii.

 

Rick and Morty

Rick and morty

Komiksowa wersja przygód zapitego geniusza i jego wnuka to pozycja skierowana ewidentnie do grona miłośników serialu, którzy tęsknią za swoimi ulubieńcami. Humor i fabuła są tutaj bardzo podobne, choć wydaje się, że w kwestii ich jakości jest tutaj trochę gorzej. Może to sprawka tego, że na papier trudno przenieść dialogi oparte na słowotoku – jednak traci swój rytm. Kreska,podobnie jak w serialu, jest raczej brzydka i bardzo specyficzna. Jeśli uważasz, że serial jest obrzydliwy i niezbyt zabawny – to komiks nie zmieni Twojego zdania. Osoby nie znające animacji też chyba powinny najpierw ją obejrzeć, bo po przeczytaniu samego komiksu mogą nie zrozumieć skąd to całe zamieszanie wokół tej serii.