Zapraszam do kolejnej odsłony zbioru komiksowych postów z profilu Kusi na Kulturę. Tym razem opisuje “Czy chcesz zostać starą panną”, “Piękną ciemność”, “Podwodnego spawacza”, “Ta małpa poszła do nieba” oraz “Bodycount.

Czy chcesz zostać starą panną? 

Manga obyczajowa będąca zbiorem krótkich historii o problemach na jakie natykają się japońskie kobiety, które nie wzięły ślubu przed trzydziestką. Konflikt między niezależnością, karierą i własną ścieżką życiowym, a konserwatywnym przekonaniem, że prawdziwe szczęście może dać tylko założenie rodziny. Oczywiście jest to zagadnienie doskonale znane także w zachodnim świecie, ale jeszcze bardziej odczuwalne w bardziej tradycyjnych kulturach. Zresztą bohaterki komiksu borykają się także z innymi problemami współczesnego świata, choćby pracoholizmem i niezdolności do nawiązania stałych relacji. Manga może w niektórych momentach wydać się trochę zbyt ckliwa, ale warto ją poznać choćby z samej ciekawości tego, jak swoją pozycję w japońskim społeczeństwie widzą tamtejsze kobiety nie godzące się na przyjęcie standardowych ról żon i matek.

Piękna ciemność

Jeden z bardziej niezwykłych komiksów wydanych u nas w zeszłym roku, . To rzecz wyjątkowo niepokojąca, choć zupełnie niepozorna. Spójrzcie na te rysunki, przecież te urocze stworki są wręcz wyrwane z łagodnych bajek dla najmłodszych. Jednak pod tymi pogodnymi buziami kryją się złośliwi okrutnicy kierowani głównie przez instynkt przetrwania i żądzę władzy. Dużo tu scen iście makabrycznych – ktoś robi sobie domek w oczodole zwłok małej dziewczynki, inna postać wykuwa w gniewie oczy swojemu przyjacielowi, a kogoś porywają mrówki. Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że te wszystkie okropieństwa są pokazywane tak, jakby dalej były częścią niewinnej bajki. Ten groteskowy kontrast potrafi przyprawić o dreszcze. Szczerze polecam fanom szeroko pojętej makabreski. Finałowe plansze to już naprawdę jest piękna ciemność i czysty mrok.

Podwodny spawacz

Atak komiksów autorstwa Jeffa Lemire’a na polski rynek trwa w najlepsze, a to chyba jego najbardziej intymna i kameralna historia. Głównym bohaterem tego połączenia obyczajówki z czymś w stylu “Strefy mroku” jest Jack Joseph – prosty, podwodny spawacz pracujący na platformie wiertniczej. Niedługo doczeka się pierwszego potomka, ale nie jest w stanie się w pełni z tego cieszyć, bo trawi go pewna obsesja. Jego ojciec wiele lat temu zaginął nurkując w czasie jesiennego sztormu. Wszyscy sądzą, że był to wypadek starego pijaka, ale Jack nie potrafi w to uwierzyć. Lemire w swoich komiksach (także tych bardziej rozrywkowych) bardzo często porusza problem rodziców, którzy zawiedli swoje dzieci i nie sprawdzili się w swojej roli. Tutaj natomiast stało się to centrum fabuły – główny bohater wspomina ojca nieudacznika i z przerażeniem odkrywa łączące ich podobieństwa. To historia spokojna, niespieszna i skupiająca się na rozwoju wewnętrznym postaci. Pojawiający się element fantastyczny także służy uwypuklenie poruszanego tematu. Scenariusz jest tu poprowadzony z dużą delikatnością i jest naprawdę przejmujący. Lemire to także rysownik tego albumu, ale jeśli widziało się inne jego prace, tutaj nie spotka nas żadne zaskoczenie. Ma swój wyrobiony i charakterystyczny styl, który spełnia rolę, ale w warstwie graficznej trudno o większe zachwyty. Inną kwestią jest natomiast rozplanowanie kadrów i umiejętność prowadzenia narracji za sprawą obrazu – pod tym względem autor może pochwalić się niesamowitym instynktem. Podwodnego spawacza polecam każdemu, kto lubi kameralne i niespieszne opowieści w stylu “okruchów życia”. Lekka dawka niesamowitości sprawia natomiast, że nie można go wsadzić na półkę z “nudnymi dramatami”. Fanów Lemire’a pewnie namawiać nie muszę. 

Ta małpa poszła do nieba 

Gosia Kulik w swoim komiksie przedstawia historię pozornie groteskową i absurdalną, ale tak naprawdę niezwykle smutną i przejmującą. Janek i Krystyna to małżeństwo prostych ludzi, którzy nie mogli mieć swojego dziecka. Jednak los zesłał im Małpgosię – małpkę traktowaną przez nich jak własna córka. Na samym początku komiksu Małpgosia umiera wskutek nieszczęśliwego wypadku, a jej przyszywanie rodzice popadają w rozpacz. Nie mogą liczyć na własne wsparcie, ani zrozumienie nikogo ze swojego otoczenia – sąsiedzi traktują ich jako dziwaków, a adopcja małpy powszechnie uznawana była za zwyrodnienie. To jedna z tych opowieści o polskim społeczeństwie, w którym panuje smutek, szarość i brak zrozumienia dla potrzeb drugiego człowieka. Absurdalna otoczka i karykaturalne rysunki służą tylko złagodzeniu ciężkiej historii, która nie odbiega od tego, o czym słyszymy na co dzień. Polecam wszystkim niebojącym się czasami otworzyć na bardziej gorzkie aspekty naszej rzeczywistości. Ta małpa potrafi mocno poruszyć.

Bodycount

Pewnie słyszeliście, że komiksowe Żółwie Ninja nie zawsze są skierowane dla dzieci i mają swoją mroczniejszą stronę. Taki jest właśnie Bodycount, który właśnie wyszedł u nas nakładem Non Stop Comics. Około stu stron prostej historii, w której Casey Jones i Raphael stawiają czoła całej armii mafijnych zabijaków. I naprawdę nie ograniczają się przy tym w środkach. To nie jest w żaden sposób rzecz ambitna – chodzi o czysty wygrzew i komiksową pulpę w klimacie połowy lat dziewięćdziesiątych. Za rysunki odpowiada tu Simon Bisley – to powinno być wystarczającą rekomendacją dla fanów pewnej stylistyki. Jeśli zastanawialiście się, jak wygląda pocieszny Żółw Ninja sięgający po spluwę, to już nie musicie robić tego dalej. Wystarczy, że sięgniecie po ten komiks.