W kolejnym przeglądzie komiksowych postów z profilu Kusi na Kulturę znalazło się miejsce dla takich tytułów jak”Arab przyszłości 3″, “Mity Cthulhu”, “Frankenstein żyje, żyje!” oraz “Olimpo Tropical”.

Arab przyszłości 3

Arab przyszłości 3

Kolejny tom autobiograficznej opowieść o tytułowym dzieciństwie na Bliskim Wschodzie w latach osiemdziesiątych. Riad Sattouf urodził się w Paryżu jako syn Francuzki i Syryjczyka, którzy poznali się w trakcie studiów na Sorbonie. Niechęć ojca do Francji sprawiła, że najpierw trafili do Libii pod rządami Kadafiego (pierwszy tom), aby potem przeprowadzić się na zacofaną syryjską wioskę, w której mieszkali krewni głowy rodziny (tom drugi i trzeci). Statouff z wielką dokładnością opisuje specyfikę życia w tym dziwnym regionie, ale dużą uwagę przykłada także sylwetce swojego ojca – egocentryka uważającego się za człowieka nowoczesnego, który jednocześnie nie jest w stanie pozbyć się naleciałości kulturowych, w jakich się wychował. Sattouf opisuje swoje wspomnienia z niewinnością dziecka, dla którego nawet najbardziej traumatyczne zdarzenia da się przyjąć z pewną beztroską. Jednak dorosły i wrażliwy czytelnik i tak powinien być zszokowany opisywanymi zdarzeniami – skrajne zacofanie cywilizacyjne, wielka bieda, brud, przemoc wobec dzieci, pogarda dla kobiet, fanatyzm religijny, rasizm i pranie mózgów za sprawą propagandy – to dla bohaterów komiksu codzienność. Na tyle powszechna, że prawie nikt (oprócz pochodzącej z Francji matki bohatera) zdaje się nie zauważać. Mały bohater ma szansę zwrócić na to uwagę, bo sam jest rozdarty między dwoma światami za sprawą regularnych podróży do swoich dziadków mieszkających w Europie. To rozdarcie jeszcze bardziej uwydatnia hipokryzję jego ojca (wykładowcy na uniwersytecie), który przez swoje pragnienie stania się Arabem z wyższych sfer wpada we wszystkie możliwe pułapki oportunizmu.

Powyższy opis brzmi bardzo ponuro, ale Sattouf łagodzi ten nastrój także obecnymi bardziej pogodnymi momentami. Dziecięca beztroska, rodzinna miłość czy odkrywanie fascynacji popkulturą to momenty, w których zarówno on, jak i czytelnik mogą zapomnieć, że te wszystkie rzeczy rozgrywają się w tak nieprzyjaznym otoczeniu. Dużo ciężaru odbiera także cartoonowa kreska, której lekkość budzi pozytywne emocje od samego początku lektury. Humor w dużej mierze oparty jest tu właśnie na rysunku, najczęściej na różnych wyobrażeniach kilkuletniego bohatera, który konfrontuje rzeczywistość z własną wizją świata.

Araba przyszłości cenię też za to, że skupia się na życiu przeciętnych ludzi, a wielka polityka jest tylko tłem. Nie ma tu za dużo wielkich wydarzeń, tylko proza życia w niezwykłych dla nas warunkach. Jeśli właśnie tego szukacie w literaturze faktu, to sięgnijcie po komiks koniecznie. Album wyszedł nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu

Frankenstein żyje, żyje!

Gratka dla miłośników opowieści grozy w klasycznym wydaniu. Historia opowiada dalsze losy monstrum stworzonego przez Victora Frankensteina, w której potwór sam jest narratorem. Jednak nie mamy tu do czynienia z bezmózgim stworzeniem – to relacja z poszukiwania swojego miejsca w świecie i coraz głębszego uczenia się ludzkiej natury. Wszystko to opisane zostało kwiecistym, często mocno wzniosłym językiem, który idealnie wpasowuje się do klimatu całego albumu.

Historia jednak zdecydowanie schodzi na drugi plan, bo ten komiks przykuwa uwagę przede wszystkim niesamowitymi, bardzo szczegółowymi planszami Berniego Wrigtsona. Nie jest istotne, czy mamy do czynienia z wielkimi połaciami lodowego pustkowia czy z wnętrzem laboratorium szalonego naukowca – wszystko narysowane jest z takim rozmachem, że pojedyncze strony można oglądać wielokrotnie, a i tak za każdym razem znaleźć coś nowego. Wystarczy spojrzeć na załączoną w komentarzu. Album nie jest długi, ale dzięki bogactwie rysunków może zapewnić rozrywkę na całe godziny. A dla lubiących takie atrakcje, na tyle znajduje się bogaty zbiór przedstawiający prace nad tą historią.

Frankenstein żyje, żyje! nie jest komiksem dla wszystkich – ludzie wyczuleni na pewien rodzaj staromodnej wzniosłości i patosu mogą uznać go za rzecz zbyt kiczowatą. Ale jeśli ktoś kocha takie klimaty, to koniecznie powinien zainteresować się tą pozycją. Komiks wyszedł nakładem Wydawnictwo KBOOM (ponownie gratuluję pięknego wydania). Za przekład odpowiada Marek Starosta.

Mity Cthulhu

Mithy Cthykhu okładka

Coś dla miłośników twórczości samotnika z Providence. Wydany oryginalnie w 1973 roku album zawiera komiksowe adaptacje dziewięciu klasycznych opowiadań Lovecrafta. Prawie pięćdziesiąt lat w komiksie to naprawdę (całe eony, używając języka twórcy Wielkich Przedwiecznych) dużo czasu, co widać w samej formie narracyjnej. To często bardziej ilustrowane opowiadania niż czysto komiksowe dzieło, przez co czyta się je dość powoli, ale w tym wypadku to nie jest istotne, bo najważniejszym punktem programy są tu niezwykłe rysunki Alberto Brecci.

Mity cthulhu

Breccia wyciąga z prozy Lovecrafta to, co jest w niej najważniejsze, czyli nastrój niezwykłości i strachu przed nieznanym. Przyzwyczailiśmy się już, że oprawa graficzna opowieści o Cthulhu i jego ekipie to głównie zdradzające wszystko rysunki wypełnione mackami, wielkimi potworami i szczegółowymi okropieństwami. Jednak patrząc na twory Brecci możemy przypomnieć sobie, że wszystkie te bezpośrednio ukazania horroru obdzierają go z jego prawdziwej natury. W “Mitach Cthulhu” mamy do czynienia z rysunkami, które wzbudzają niepokój przez swoją inność. Czarno-białe rysunki często są niewyraźne, pokręcone i wzbudzają dyskomfort tym, że nie do końca rozumiemy, co zostało na nich przedstawione. Kolaże, nierozpoznawalne kształty i powykręcane ludzkie sylwetki często rzeczywiście przynoszą na myśl takie słowa jak “bluźniercze”, “niewypowiedziane” czy “szalone”. Pisząc krótko – robią dokładnie to, co powinno się czuć podczas czytania Lovecrafta.

W ciemno zakładam, że fanów mitologii Cthulhu jest tu dość sporo, więc zachęcam ich do sięgnięcia po ten album. Możliwe, że dzięki tworom Brecci ponownie poczujecie ten zew niezwykłości, który towarzyszył Wam podczas pierwszych podróży do tego niezwykłego świata.
Komiksy wyszedł w nakładzie wydawnictwa Non Stop Comics. Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych

Olimpo Tropical

Olimpio tropical

Kiedy mamy do czynienia z historią o młodych mieszkańcach faweli w Rio De Janeiro to prawie na pewno możemy nastawić się na dołującą historię pozbawioną szans na happy end. I tak jest też w tym przypadku. Biuca to nastoletni, kulejący na jedną nogę chłopak, który mieszka w slumsach razem z matką i bratanicą. Powszechnie pogardzany, dorabia przy działkowaniu narkotyków marząc o karierze wielkiego gangstera. Kiedy dostaje szansę pracy dla lokalnej szychy, okazuje się że mocno różni się ona od wizji z jego marzeń. Musi całymi dniami siedzieć na krześle na szczycie schodów mając tylko jedno zadanie – jeśli zobaczy policjanta, to musi go zastrzelić. Jeśli zniknie z posterunku albo zaśnie choć na chwilę, sam pożegna się z życiem. Tak zaczyna się jego misja, podczas której największym wrogiem jest śmiertelna nuda.

Olimpo Tropical

Odpowiedzialny za scenariusz Andre Diniz przedstawia nam świat wypełniony przemocą, gdzie przypadkowa śmierć to coś normalnego, gangsterzy są bohaterami, a policja jest nawet gorsza od nich. Nie ma tu miejsca na łagodzenie historii pozytywnym wydźwiękiem, tytułowe osiedle to bagno, z którego nie sposób uciec. Ciekawie kontrastują z tym rysunki Laudo Ferreiry, który operuje bardzo przerysowaną, wręcz cartoonową kreską. Z początku trochę mi to przeszkadzało, ale w końcu zrozumiałem, że całkiem dobrze pasuje ona do groteskowego uwielbienia jakim darzeni są tutaj członkowie gangów. Mężczyźni wydają się składać tutaj głównie ze zwisających spodni i wielkich krzyży, a talie kobiet nikną między gigantycznymi piersiami i pośladkami. To przegięte przedstawienie pozwala na jeszcze lepsze spojrzenie, jak bardzo karykaturalny, a jednocześnie prawdziwy, jest tu świat przedstawiony.

Jeśli lubicie opowieści o mniej przyjaznym obliczu Ameryki Południowej, to powinniście zainteresować się Olimpo Tropical. Choć nie spodziewajcie, że poprawi on Wam humor. Komiks wyszedł w nakładzie Wydawnictwo Mandioca. Za tłumaczenie odpowiada Marek Cichy