Trochę ostatnio zaniedbałem bloga, ale wracam z podwójną werwą i chęcią do działania. Zapraszam na kolejny przegląd, tym razem literacki. Siłą rzeczy książki przyswaja się wolniej niż filmy i komiksy, więc cykl ten będzie miał większe odstępy między kolejnymi odsłonami.

 

mistrz

 

Mistrz z Petersburga (J.M. Coetzee)  – Książka z serii “czas się odchamić i sięgnąć po pozycję leżącą na półce z dziełami noblistów”. Fiodor Dostojewski przyjeżdza do Petersburga by zakończyć sprawy związane z samobójstwem swojegogo pasierba. Szybko okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta jakby się mogło wydawać, a młody samobójca zamieszany był w spisek anarchistów dowodzonych przez samego Nieczajewa. Nie powiem, historia posiada niezły potencjał i ma swoje momenty, ale jak dla mnie za dużo w niej wydumanego, pseudofilozoficznego jęczenia. Czytelnik, co chwilę zmuszony jest do przeżywania męczących wewnętrznych rozterek Dostojewskiego, które często wydają się pisane na siłę. Może jestem za prosty, ale te wszystkie rozważania o naturze człowieka zamiast zmusić mnie do refleksji, raczej denerwowały i zniechęcały do dalszej lektury. Nie polecam, chyba że ktoś jest wielkim fanem egzystencjonalnych rozterek.

gniew

 

Gniew (Zygmunt Miłoszewski) – Muszę przyznać, że nie jestem fanem kryminałów. Nie żebym miał coś do samej formy tego gatunku, ale po prostu nigdy mnie do nich nie ciągnęło. Jednak słyszałem tyle dobrego na temat trylogii o prokuratorze Szackim, że kiedy wpadła mi w ręce ich trzecia część, postanowiłem dać jej szansę. I muszę powiedzieć, że była to bardzo trafna decyzja. Miłoszewski pisze w sposób żywy, wciągający i doskonale kreuje swoich bohaterów. Niektórych może irytować często wtrącana publicystyka, ale autor w żaden sposób nie kryje się ze swoimi zamierzeniami, a według mnie wychodzi mu to całkiem gładko. Pomimo faktu, że to trzecia część trylogii, nie czuje się wielkiej potrzeby znajomości poprzednich spraw zgorzkniałego prokuratora. Jedyne, do czego mam zarzut to dość dziwne zakończenie, które pozostawia spory niedosyt. Polecam każdemu kto lubi intrygę z mocnym zabarwieniem społecznym. Choć wrażliwych muszę przestrzec, że książka jest bardzo brutalna, dużo w niej przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

sto dni bez slonca

100 dni bez słońca (Wit Szostak) – Jedno z moich największych odkryć literackich ostatnimi czasy. O samej książce, ani o jej autorze nie wiedziałem właściwie nic, a omawiany tytuł trafił do mnie przypadkowo. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo dawno nie czytałem tak kąśliwej, zabawnej i przewrotnej opowieści. “100 dni bez śłońca” to literacki dziennik Lesława Srebronia, wybitnego badacza literatury, który przybywa do uniwerstytetu na odległych Finneaganach w celu napisania wielkopomnego dzieła opisującego genialną twórczość Filipa Włócznika. W czasie swojego trzymiesięcznego pobytu spotka wielkie umysły, przeżyje uczuciowe uniesienia i rozpocznie humanistyczną rewolucję. Tak przynajmniej widziane jest to oczami głównego bohatera, prawda jest odrobinę inna. Srebroń to oderwany od rzeczywistości dupek i megaloman, który jest pośmiewiskiem wszystkich innych mieszkańców odległej wyspy. Szostak pięknie wyśmiewa w ten sposób środowisko akademickie i naukową bufoniadę. Szczególnie polecam absolwentom kierunków humanistycznych, bo chyba każdy takiego Srebronia spotkał.

czardasz z mangalca

Czardzasz z Mangalicą (Krzysztof Varga) – Lato się zbliża, ja nie byłem za granicą już od półtora roku, więc zaczynam odczuwać głód podróży i podsycam go literaturą. Tym razem trafiło na książkę opisującą kraj, który służył mi tylko za terytorium tranzytowe, czyli Węgry. Krzysztof Varga ma do nich stosunek wyjątkowo osobisty, bo sam jest pół Węgrem ze strony ojca. Opisuje kraj, który jest wyjątkowo mocno zakorzeniony w tradycji, umiłowaniu klęski i który nigdy w pełni nie podniósł się po tragedii tratkatu w Trianon. Oczywiście Varga nie proponuje czytelnikowi przewodnika po znanych miejscach. On odnajduje Węgry w małych knajpkach, miasteczkach, wioskach i przedmieściach Budapesztu. Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć więcej o węgierskie kulturze, historii i duszy to książka Vargi powinna go zadowolić. Zwłaszcza, że jest w niej także bardzo dużo polskiej perspektywy.

noble house

Noble House (James Clavell) – Jamesa Clavella wiele osób może kojarzyć jako autora “Króla szczurów”, ale nie wszyscy wiedzą, że jego arcydzieło jest częścią większego cyklu nazywanego “Sagą Azjatycką”. W jej skład wchodzą jeszcze “Shogun”, “Gai-jin”, “Whirlwind” i “Tai Pan”. Szczególnie ta ostatnia jest istotna, bo “Noble House” jest jej swoistą kontynuacją. “Tai Pan” opowiadał o zasiedlaniu Hong Kongu, natomiast omawiany tytuł przedstawia jego panoramę pod koniec lat sześćdziesiątych. Książka ma prawie 1200 stron, więc trudno opisać jej fabułę w kilku zdaniach, ale spróbuję ją chociaż zarysować. “Noble House” opowiada o biznesmenach rządzących hongkongijską giełdą oraz ich otoczeniu, na które składa się cały przekrój społeczny wyspy, amerykańscy inwestorzy i rosyjscy spiedzy. Postaci i wątków jest naprawdę dużo, dodatkowo wszystko rozgrywa się w przeciągu tygodnia, więc początkowo trudno się w tym wszystkim połapać. Jednak warto się przemóc, bo Clavel ma wręcz niesamowity dar opowiadania i jego historie wciągają jak bagno. Dodatkowym atutem książki są jej wartości poznawcze – autor bardzo mocno skupia się na przedstawieniu chińskiej mentalności i kultury. Fanów “Króla szczurów” mogę zachęcić tym, że Peter Marlowe, główny bohater książki, pojawia się w “Noble House” jako bohater drugoplanowy.